Hej,
Najlepsi!
Rozdział
już teraz, bo jestem w niesamowicie dobrym nastroju po skończeniu
"Quo vadis"! Nigdy więcej nie tknę tej książki.
Oczywiście innym może się podobać, ale ja Sienkiewicza po prostu
nie trawię :). No, a poza tym jestem chora, więc jeśli tak dalej
pójdzie w najbliższym tygodniu możecie się spodziewać jeszcze
jednego rozdziału :). Jak mogliście zauważyć coś mi się napsuło
z blogiem i na przykład "biblioteczka" zjechała mi pod
wpisy. Albo jak się naciska "komentarze" po postem to się
nie podświetla ani nie pokazuje. Nie wiem co to jest i jak to
naprawić. Próbowałam nawet zmieniać szablon, usuwać wszystkie
gadżety i wstawiać od nowa, nic. Jeśli ktoś wie co to i jak z tym
walczyć to proszę napisać na aska lub
maila: http://ask.fm/CassandraFollow lub cassandra.follow@gmail.com
A no
i dziękuję Lili Potter za komentarz pod poprzednim rozdziałem.
Pozdrawiam
Cassandra
Hermiona
Budzik
zadzwonił o siódmej, co oznaczało, że mam jeszcze półtorej
godziny do lekcji. Wstałam i tryskając energią ruszyłam do
łazienki. Dzisiaj pierwszy dzień nowego, ostatniego roku w
Hogwarcie, trzeba jakoś wyglądać.-pomyślałam. Umyłam zęby,
umalowałam się i rozczesałam włosy. Przebrałam się w szaty,
spakowałam torbę i wyszłam z pokoju zamykając drzwi zaklęciem.
Kiedy schodziłam po schodach zobaczyłam, że z drugiej strony idzie
Malfoy. Niech go szlag-pomyślałam.
- Nie
wiedziałem, że jesteś rannym ptaszkiem, Granger. - rzucił od
niechcenia.
- Myślałam,
że fretki lubią długo spać. - zaraz po wypowiedzeniu tego zdania
potknęłam się zapominając o ostatnim schodku i psując tym samym
efekt tego zdania.
Gdyby
nie to, że Malfoy, który już zszedł przytrzymał mnie za ramię
jak nic bym się wywaliła. Jednak nie mogłam dać mu tej
satysfakcji.
- Nie
boisz się, że ubrudzisz się szlamem? - zapytałam z kpiącym
uśmieszkiem.
- Na
Salazara, Granger, odpuściłabyś trochę.
- Ty
nie odpuszczałeś przez siedem lat.
- A
podobno to ślizgoni są pamiętliwi.
- Czyżbyś
sugerował zakopanie topora wojennego? - zapytałam ironicznie.
- Może
nie od razu, ale moglibyśmy nie skakać sobie do gardeł przy każdej
okazji.
- Nie
wierzę, że słyszę to z twoich ust, Malfoy.
- Czy
to oznacza, że zgodę?
- Sam
sobie odpowiedz na to pytanie. Podobno ślizgoni są sprytni.
Właśnie
wtedy zdałam sobie sprawę, że on wciąż trzyma moje ramię.
Wyszarpnęłam je z uścisku i wyszłam z pokoju zostawiając
Malfoy'a samego.
Draco
W
momencie, w którym drzwi za Granger się zamknęły po schodach
zszedł Blaise pogwizdując jakąś wesołą melodię.
- Co
tam, Smoku? Masz minę jakbyś zobaczył Snape'a myjącego włosy.
- Właśnie
zaproponowałem Granger zgodę. - powiedziałem dziwnym głosem, bo
właściwie dopiero teraz dotarło do mnie co zrobiłem.
Ja,
Draco Malfoy, przystojny, seksowny młody bóg, czystokrwisty
arystokrata, zaproponowałem Hermionie Granger, małej
mugolaczce z Gryffindoru zgodę. To oznacza tylko jedno. Zdecydowanie
potrzebuję kofeiny.
- Co
jej zaproponowałeś? - zapytał Diabeł szczerze zdziwiony.
- Potrzebuję
kawy. Dużo kawy.
Hermiona
Kiedy
weszłam do Wielkiej Sali zauważyłam Rona i Harry'ego przy stole
Gryffindoru. Podeszłam i usiadłam na przeciwko nich.
- Nie
dostałem powiadomienia o pogrzebie. Nie zostałem zaproszony czy
Malfoy jeszcze żyje? - przywitał mnie Harry nie odrywając wzroku od
egzemplarza Proroka codziennego, który trzymał.
- Żyje.
Jeszcze. - powiedziałam kładąc nacisk na ostatnie słowo. Wzięłam
głęboki wdech. - I przed chwilą zaproponował mi zgodę.
Ron
zakrztusił się kawą, a Harry spojrzał na mnie wielkimi oczami.
- Co
zrobił? - zapytał Wybraniec klepiąc przyjaciela po plecach.
- A
Zabini zrobił to sama wczoraj. Ale on nigdy nie był taki jak
Malfoy, co zresztą było widać po sposobie w jaki to mówił. On
jest po prostu takim idiotą, że...
- Kto
jest idiotą, Mionuś? - usłyszałam za sobą głos tego właśnie
idioty.
Odwróciłam
się.
- Akurat
mówiliśmy o tobie, Zabini.
Ślizgon
władował się na wolne miejsce obok i objął mnie ramieniem.
- Ale
przyznaj, że jestem niesamowicie przystojnym idiotą. - poruszył
znacząco brwiami.
- Pozostawię
to bez komentarza. - powiedziałam i zaczęłam smarować tosta masłem.
- No
przyznaj. - marudził trącając mnie ręką.
- Mogę
przyznać, że jesteś niesamowicie upierdliwy.
- Ale
nie uważasz, że życie beze mnie byłoby niesamowicie nudne?
- Z
całą pewnością byłoby niesamowicie spokojne.
- Ależ,
Mionuś! Czymże jest spokojne życie, kiedy masz do wyboru życie ze
mną?
- Niesamowitym
błogosławieństwem. - odparłam z uśmiechem. - Gdzie zgubiłeś
tchórzofretkę?
- Nie
chciał zbrukać honoru swojej rodziny i usiadł przy stole
Slytherinu. Ale jeśli chcesz, to zaraz po niego pójdę...
- Panie
Zabini, co pan tu robi? - rozległ się głos profesor Mcgonagall.
- Integruję
się, pani profesor. - posłał jej jeden ze swoich firmowych uśmiechów
i przyciągnął mnie mocniej do siebie.
- To
proszę to robić trochę ciszej. Nie wszyscy chcemy słuchać o tych
wszystkich błogosławieństwach, którym pan usilnie zaprzecza.
- Czy
sugeruje pani, pani profesor, iż chciałaby się pani profesor mnie
pobyć? - ślizgon dramatycznym gestem położył sobie dłoń na
sercu. - To boli. O tutaj. - poklepał się po piersi.
Dyrektorka
uśmiechnęła się jakby chciała powiedzieć "on jest
niemożliwy".
- Panno
Granger, chcę widzieć panią, pana Zabiniego, pannę Weasley i pana
Malfoy'a dzisiaj o dwudziestej w moim gabinecie.
- Oczywiście
pani profesor. - powiedziałam.
Mcgonagall
odeszła od nas uśmiechając się mrucząc pod nosem "oj,
będzie ciężko".
- To
co? Iść po Draco? - zapytał Zabini.
- Nie... - zaczęłam,
ale on już wstał.
- No
to idę. Jeśli nie wrócę za minutę, to znaczy, że zostałem
brutalnie zamordowany za zbrukanie honoru Malfoy'ów. Powiedz
Snape'owi, że zawsze go kochałem. - powiedział to w taki sposób, że
nie sposób było się nie roześmiać.
Kiedy
odszedł w kierunku stołu ślizgonów spojrzałam na Harry'ego i
Rona. Obaj mieli wielkie oczy i dziwne miny.
- Czy
Zabini, najlepszy kumpel Malfoy'a właśnie siedział przy naszym
stole, gadał z tobą jakbyście znali się od dziecka, a
później żartował z Mcgonagall? - zapytał Harry.
- Jak
widać. - powiedziałam wzruszając ramionami. Mimo wszystko polubiłam
tego idiotę.
- Dlaczego
on cię obejmował. - Ron nagle się oburzył.
- Nie
wiem. - odpowiedziałam nawet na niego nie patrząc.
- Przyzwyczaiłaś
się do tego, tak?! - Ron zrobił się cały czerwony.
- O co
ci chodzi, Ron? - zapytałam. - Jejku, wielkie rzeczy Blaise Zabini mnie
objął! Masz z tym jakiś problem?
- A
żebyś wiedziała, że mam!
- A
możesz mnie oświecić dlaczego?!
Na
chwilę umilkł, a później powiedział trochę ciszej:
- Bo
nie chciałbym, żeby wszyscy gadali.
- Gadali
o czym?! - podjudzałam go. - No dalej, Ronald! Powiedz to! O czym
mieliby gadać?!
- Że
się puszczasz!
- Tak
właśnie uważasz?! - wstałam i Ron zrobił to samo. - Za taką mnie
masz?! Na jakiej podstawie tak twierdzisz, co?!
- A
chociażby na tej, że ledwo się rozstaliśmy w wakacje, a ty już
byłaś z tym mugolem!
- Raz
byłam z nim w kinie, Ronald! Może idź do biblioteki, weź sobie
słownik i poszukaj tam słowa "puszczalska"? Albo popatrz
sobie na Greengrass!
Ron
odwrócił się i ruszył w kierunku drzwi zaciskając pięści.
- Czyli
wybierasz słownik?! Uważaj, bo tam jest dużo literek! - opadłam na
ławkę dysząc ze wściekłości.
- Co
się z nim dzieje? - zapytał Harry kręcąc głową.
- Nie
wiem, ale jeśli mnie nie przeprosi, to będę miała lepsze stosunki
z Malfoy'em niż z nim.
W tym
momencie do naszego stołu podszedł Zabini.
- Co
mnie ominęło? - zapytał rozwalając się obok mnie.
Za
nim usiadł Malfoy.
- Czemu
łasic wyszedł z miną jakby ktoś mu zabrał pączka? - zapytał.
- Aż
tak cię to obchodzi, Malfoy?
- A i
owszem.
- Wkurzył
się, bo Zabini mnie objął. A później nazwał mnie puszczalską.
- Mam
mu wygarnąć? - zapytał Blaise.
- Nie,
dzięki. Szkoda czasu.
- Racja. - powiedział
i uśmiechnął się. - Ale zobacz! Udało mi się ściągnąć tu
Smoka! Specjalnie dla ciebie, kotku.
- Nie
nazywaj mnie kotkiem.
- Dobrze,
złotko.
Wzniosłam
oczy ku niebu, a później spojrzałam na Harry'ego. Był lekko
zmieszany.
- Chyba
pójdę po Ginny. - powiedziałam i już miałam wstać, kiedy Zabini
przytrzymał mnie za ramię.
- Nic
nie zjadłaś. - zauważył Harry patrząc na mój talerz z tostem i
jajecznicą.
Usiadłam
i zjadłam szybko połowę. Malfoy i Blaise jak gdyby nigdy nic
nałożyli sobie po toście z dżemem i zjedli. Wstałam i ruszyłam
w stronę wyjścia. Po chwili dogonił mnie Harry.
- Chcesz
porozmawiać z Ronaldem? - zapytałam sądząc, że właśnie to jest
celem Wybrańca.
- Nie. - pokręcił
głową.-Przesadził. Tym razem nikt mu nie pomoże w powiedzeniu
"przepraszam".
- Zauważyłeś,
że zawsze to on zaczyna? Przed turniejem Trójmagicznym, jak
szukaliśmy horkruksów...
Skinął
głową i przez chwilę milczeliśmy.
- Mimo
wszystko to naprawdę dziwne, że tak dobrze dogadujecie się z
Zabinim.
- Może
i tak, ale on naprawdę jest w porządku. - powiedziałam z uśmiechem.
- Skoro
tak mówisz... - Harry odwzajemnił uśmiech. - Ale do Malfoy'a mnie nie
przekonasz.
- Spokojnie,
nie mam zamiaru.
Uwielbiam przyjaźń między Granger i Ślizgonami, a czuję, że z Diabełkiem będzie wesoło. Nie mogę się doczekać dalszego ciągu, więc lecę czytać dalej :P
OdpowiedzUsuńAhhh, czymże byłby ten świat bez Zabiniego i jego tekstów. :-)
OdpowiedzUsuńOj coś czuje, że z Diabełkiem będzie zabawnie.
OdpowiedzUsuńAle czym byłby świat bez jego docinków i ripost?
Nudnym światem
:D
Weny,
pozdrawiam
Darknessi