piątek, 22 listopada 2013

Rozdział 7

Hej, Najlepsi!
Rozdział już teraz, bo jestem w niesamowicie dobrym nastroju po skończeniu "Quo vadis"! Nigdy więcej nie tknę tej książki. Oczywiście innym może się podobać, ale ja Sienkiewicza po prostu nie trawię :). No, a poza tym jestem chora, więc jeśli tak dalej pójdzie w najbliższym tygodniu możecie się spodziewać jeszcze jednego rozdziału :). Jak mogliście zauważyć coś mi się napsuło z blogiem i na przykład "biblioteczka" zjechała mi pod wpisy. Albo jak się naciska "komentarze" po postem to się nie podświetla ani nie pokazuje. Nie wiem co to jest i jak to naprawić. Próbowałam nawet zmieniać szablon, usuwać wszystkie gadżety i wstawiać od nowa, nic. Jeśli ktoś wie co to i jak z tym walczyć to proszę napisać na aska lub maila: http://ask.fm/CassandraFollow lub cassandra.follow@gmail.com
A no i dziękuję Lili Potter za komentarz pod poprzednim rozdziałem.
Pozdrawiam
Cassandra 

Hermiona
Budzik zadzwonił o siódmej, co oznaczało, że mam jeszcze półtorej godziny do lekcji. Wstałam i tryskając energią ruszyłam do łazienki. Dzisiaj pierwszy dzień nowego, ostatniego roku w Hogwarcie, trzeba jakoś wyglądać.-pomyślałam. Umyłam zęby, umalowałam się i rozczesałam włosy. Przebrałam się w szaty, spakowałam torbę i wyszłam z pokoju zamykając drzwi zaklęciem. Kiedy schodziłam po schodach zobaczyłam, że z drugiej strony idzie Malfoy. Niech go szlag-pomyślałam.
- Nie wiedziałem, że jesteś rannym ptaszkiem, Granger. - rzucił od niechcenia.
- Myślałam, że fretki lubią długo spać. - zaraz po wypowiedzeniu tego zdania potknęłam się zapominając o ostatnim schodku i psując tym samym efekt tego zdania.
Gdyby nie to, że Malfoy, który już zszedł przytrzymał mnie za ramię jak nic bym się wywaliła. Jednak nie mogłam dać mu tej satysfakcji.
- Nie boisz się, że ubrudzisz się szlamem? - zapytałam z kpiącym uśmieszkiem.
- Na Salazara, Granger, odpuściłabyś trochę.
- Ty nie odpuszczałeś przez siedem lat.
- A podobno to ślizgoni są pamiętliwi.
 - Czyżbyś sugerował zakopanie topora wojennego? - zapytałam ironicznie.
- Może nie od razu, ale moglibyśmy nie skakać sobie do gardeł przy każdej okazji.
- Nie wierzę, że słyszę to z twoich ust, Malfoy.
- Czy to oznacza, że zgodę?
- Sam sobie odpowiedz na to pytanie. Podobno ślizgoni są sprytni.
Właśnie wtedy zdałam sobie sprawę, że on wciąż trzyma moje ramię. Wyszarpnęłam je z uścisku i wyszłam z pokoju zostawiając Malfoy'a samego.

Draco
W momencie, w którym drzwi za Granger się zamknęły po schodach zszedł Blaise pogwizdując jakąś wesołą melodię.
- Co tam, Smoku? Masz minę jakbyś zobaczył Snape'a myjącego włosy.
- Właśnie zaproponowałem Granger zgodę. - powiedziałem dziwnym głosem, bo właściwie dopiero teraz dotarło do mnie co zrobiłem.
Ja, Draco Malfoy, przystojny, seksowny młody bóg, czystokrwisty arystokrata, zaproponowałem Hermionie Granger, małej mugolaczce z Gryffindoru zgodę. To oznacza tylko jedno. Zdecydowanie potrzebuję kofeiny.
- Co jej zaproponowałeś? - zapytał Diabeł szczerze zdziwiony.
- Potrzebuję kawy. Dużo kawy.

Hermiona
Kiedy weszłam do Wielkiej Sali zauważyłam Rona i Harry'ego przy stole Gryffindoru. Podeszłam i usiadłam na przeciwko nich.
- Nie dostałem powiadomienia o pogrzebie. Nie zostałem zaproszony czy Malfoy jeszcze żyje? - przywitał mnie Harry nie odrywając wzroku od egzemplarza Proroka codziennego, który trzymał.
- Żyje. Jeszcze. - powiedziałam kładąc nacisk na ostatnie słowo. Wzięłam głęboki wdech. - I przed chwilą zaproponował mi zgodę.
Ron zakrztusił się kawą, a Harry spojrzał na mnie wielkimi oczami.
- Co zrobił? - zapytał Wybraniec klepiąc przyjaciela po plecach.
- A Zabini zrobił to sama wczoraj. Ale on nigdy nie był taki jak Malfoy, co zresztą było widać po sposobie w jaki to mówił. On jest po prostu takim idiotą, że...
- Kto jest idiotą, Mionuś? - usłyszałam za sobą głos tego właśnie idioty.
Odwróciłam się.
- Akurat mówiliśmy o tobie, Zabini.
Ślizgon władował się na wolne miejsce obok i objął mnie ramieniem.
- Ale przyznaj, że jestem niesamowicie przystojnym idiotą. - poruszył znacząco brwiami.
- Pozostawię to bez komentarza. - powiedziałam i zaczęłam smarować tosta masłem.
- No przyznaj. - marudził trącając mnie ręką.
- Mogę przyznać, że jesteś niesamowicie upierdliwy.
- Ale nie uważasz, że życie beze mnie byłoby niesamowicie nudne?
- Z całą pewnością byłoby niesamowicie spokojne.
- Ależ, Mionuś! Czymże jest spokojne życie, kiedy masz do wyboru życie ze mną?
- Niesamowitym błogosławieństwem. - odparłam z uśmiechem. - Gdzie zgubiłeś tchórzofretkę?
- Nie chciał zbrukać honoru swojej rodziny i usiadł przy stole Slytherinu. Ale jeśli chcesz, to zaraz po niego pójdę...
- Panie Zabini, co pan tu robi? - rozległ się głos profesor Mcgonagall.
- Integruję się, pani profesor. - posłał jej jeden ze swoich firmowych uśmiechów i przyciągnął mnie mocniej do siebie.
- To proszę to robić trochę ciszej. Nie wszyscy chcemy słuchać o tych wszystkich błogosławieństwach, którym pan usilnie zaprzecza.
- Czy sugeruje pani, pani profesor, iż chciałaby się pani profesor mnie pobyć? - ślizgon dramatycznym gestem położył sobie dłoń na sercu. - To boli. O tutaj. - poklepał się po piersi.
Dyrektorka uśmiechnęła się jakby chciała powiedzieć "on jest niemożliwy".
- Panno Granger, chcę widzieć panią, pana Zabiniego, pannę Weasley i pana Malfoy'a dzisiaj o dwudziestej w moim gabinecie.
- Oczywiście pani profesor. - powiedziałam.
Mcgonagall odeszła od nas uśmiechając się mrucząc pod nosem "oj, będzie ciężko".
- To co? Iść po Draco? - zapytał Zabini.
- Nie... - zaczęłam, ale on już wstał.
- No to idę. Jeśli nie wrócę za minutę, to znaczy, że zostałem brutalnie zamordowany za zbrukanie honoru Malfoy'ów. Powiedz Snape'owi, że zawsze go kochałem. - powiedział to w taki sposób, że nie sposób było się nie roześmiać.
Kiedy odszedł w kierunku stołu ślizgonów spojrzałam na Harry'ego i Rona. Obaj mieli wielkie oczy i dziwne miny.
- Czy Zabini, najlepszy kumpel Malfoy'a właśnie siedział przy naszym stole, gadał  z tobą jakbyście znali się od dziecka, a później żartował z Mcgonagall? - zapytał Harry.
- Jak widać. - powiedziałam wzruszając ramionami. Mimo wszystko polubiłam tego idiotę.
- Dlaczego on cię obejmował. - Ron nagle się oburzył.
- Nie wiem. - odpowiedziałam nawet na niego nie patrząc.
- Przyzwyczaiłaś się do tego, tak?! - Ron zrobił się cały czerwony.
- O co ci chodzi, Ron? - zapytałam. - Jejku, wielkie rzeczy Blaise Zabini mnie objął! Masz z tym jakiś problem?
- A żebyś wiedziała, że mam!
- A możesz mnie oświecić dlaczego?!
Na chwilę umilkł, a  później powiedział trochę ciszej:
- Bo nie chciałbym, żeby wszyscy gadali.
- Gadali o czym?! - podjudzałam go. - No dalej, Ronald! Powiedz to! O czym mieliby gadać?!
- Że się puszczasz!
- Tak właśnie uważasz?! - wstałam i Ron zrobił to samo. - Za taką mnie masz?! Na jakiej podstawie tak twierdzisz, co?!
- A chociażby na tej, że ledwo się rozstaliśmy w wakacje, a ty już byłaś z tym mugolem!
- Raz byłam z nim w kinie, Ronald! Może idź do biblioteki, weź sobie słownik i poszukaj tam słowa "puszczalska"? Albo popatrz sobie na Greengrass!
Ron odwrócił się i ruszył w kierunku drzwi zaciskając pięści.
- Czyli wybierasz słownik?! Uważaj, bo tam jest dużo literek! - opadłam na ławkę dysząc ze wściekłości.
- Co się z nim dzieje? - zapytał Harry kręcąc głową.
- Nie wiem, ale jeśli mnie nie przeprosi, to będę miała lepsze stosunki z Malfoy'em niż z nim.
W tym momencie do naszego stołu podszedł Zabini.
- Co mnie ominęło? - zapytał rozwalając się obok mnie.
Za nim usiadł Malfoy.
- Czemu łasic wyszedł z miną jakby ktoś mu zabrał pączka? - zapytał.
- Aż tak cię to obchodzi, Malfoy?
- A i owszem.
- Wkurzył się, bo Zabini mnie objął. A później nazwał mnie puszczalską.
- Mam mu wygarnąć? - zapytał Blaise.
- Nie, dzięki. Szkoda czasu.
- Racja. - powiedział i uśmiechnął się. - Ale zobacz! Udało mi się ściągnąć tu Smoka! Specjalnie dla ciebie, kotku.
- Nie nazywaj mnie kotkiem.
- Dobrze, złotko.
Wzniosłam oczy ku niebu, a później spojrzałam na Harry'ego. Był lekko zmieszany.
- Chyba pójdę po Ginny. - powiedziałam i już miałam wstać, kiedy Zabini przytrzymał mnie za ramię.
- Nic nie zjadłaś. - zauważył Harry patrząc na mój talerz z tostem i jajecznicą.
Usiadłam i zjadłam szybko połowę. Malfoy i Blaise jak gdyby nigdy nic nałożyli sobie po toście z dżemem i zjedli. Wstałam i ruszyłam w stronę wyjścia. Po chwili dogonił mnie Harry.
- Chcesz porozmawiać z Ronaldem? - zapytałam sądząc, że właśnie to jest celem Wybrańca.
- Nie. - pokręcił głową.-Przesadził. Tym razem nikt mu nie pomoże w powiedzeniu "przepraszam".
- Zauważyłeś, że zawsze to on zaczyna? Przed turniejem Trójmagicznym, jak szukaliśmy horkruksów...
Skinął głową i przez chwilę milczeliśmy.
- Mimo wszystko to naprawdę dziwne, że tak dobrze dogadujecie się z Zabinim.
- Może i tak, ale on naprawdę jest w porządku. - powiedziałam z uśmiechem.
- Skoro tak mówisz... - Harry odwzajemnił uśmiech. - Ale do Malfoy'a mnie nie przekonasz.
- Spokojnie, nie mam zamiaru.

3 komentarze:

  1. Uwielbiam przyjaźń między Granger i Ślizgonami, a czuję, że z Diabełkiem będzie wesoło. Nie mogę się doczekać dalszego ciągu, więc lecę czytać dalej :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Ahhh, czymże byłby ten świat bez Zabiniego i jego tekstów. :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj coś czuje, że z Diabełkiem będzie zabawnie.
    Ale czym byłby świat bez jego docinków i ripost?
    Nudnym światem
    :D
    Weny,
    pozdrawiam
    Darknessi

    OdpowiedzUsuń