Kochani!
Strasznie
was przepraszam, że tak długo nie pisałam, ale najpierw była
końcówka wakacji i latałam jak głupia szukając zeszytów i
podręczników i poza tym nie miałam żadnego pomysłu na ten
rozdział. Teraz była szkoła (w moim przypadku nowa) i musiałam
się tam jakoś odnaleźć. Od tego momentu postaram się
systematycznie wstawiać rozdziały co weekend, ale nie obiecuję, bo
moja szkoła jest strasznie czasochłonna i wymagająca ;).
Pozdrawiam
Ps. Przepraszam, że tak krótko ale pisałam na telefonie. Następny
rozdział postaram się napisać szybciej i obiecuję, że będzie
dłuższy :)
Hermiona
Szłam
w kierunku gabinetu profesor Mcgonagall pewnym siebie krokiem. Malfoy
wlókł się za mną mrucząc pod nosem wiązanki przekleństw. Kiedy
w końcu dotarliśmy na miejsce Ginny i Zabini znowu się kłócili,
a profesor Mcgonagall usiłowała ich rozdzielić zanim dojdzie do
rękoczynów. Kiedy nas zobaczyła na jej twarzy odmalowała się
wyraźna ulga.
- Panna
Granger! Pan Malfoy! Dobrze, że już jesteście. Panie Malfoy,
proszę okiełznać pana Zabiniego. Panno Granger...
- Oczywiście. - powiedziałam,
podeszłam do Ginny i złapałam ją za ręce. Malfoy był mniej
delikatny. Zdzielił Zabiniego po głowie, a później założył mu
"dźwignię" i skinął głową do dyrektorki, że już
skończył.
- Dziękuję.
Proszę za mną. - dyrektorka ruszyła w kierunku schodów, a my, wciąż
trzymając pozostałą dwójkę poszliśmy za nią.
***
Profesor
Mcgonagall zaprowadziła nas do wierzy wyrastającej ze środka
zamku. Została wybudowana po bitwie i wejście do niej ukryto za
wielkim bogato zdobionym lustrem u dołu którego po dwóch stronach
siedziały złote lwy. Całą ramę oplatały dwa misternie
wyrzeźbione srebrne węże ze szmaragdami zamiast oczu. Nad ich
głowami stykającymi się na środku u góry było wyryte "ab
odio ad amorem", czyli po łacinie "od nienawiści do
miłości". Dyrektorka wyciągnęła różdżkę i stuknęła
delikatnie, acz stanowczo w lustro i szepnęła:
- Aperi. - Lustro
odchyliło się przed nią i profesor Mcgonagall powiedziała:
- Stuknięcie
w taflę lustra działa tylko u nauczycieli. W waszym przypadku jest
trochę inaczej. Panna Granger musi stuknąć różdżką w lwa po
prawej i wypowiedzieć hasło, które uprzednio wymyśli. Panna
Weasley to samo tylko z lwem po lewej. - westchnęła. - Może pan już
puścić pana Zabiniego, panie Malfoy. Pan musi zrobić to co panna
Granger i panna Weasley z prawym wężem, a pan Zabini z lewym.
Uczniowie, którzy będą mieli do was jakieś prośby lub pytania
zostaną zatrzymani przez lwy, a państwo zostaną powiadomieni o tym
przez węże, oczywiście jeśli będziecie w środku. No dobrze,
zapraszam do środka.
Weszliśmy
za profesor Mconagall i to co zobaczyliśmy sprawiło, że zaparło
mi dech w piersiach. Staliśmy w dużych rozmiarów okrągłym pokoju
o ciemnoczerwonych ścianach, podłodze z ciemnego drewna i całej
masie okien ozdabianych srebrnymi ramami. Na wprost od nas znajdowały
się również srebrne drzwi. Po obu ich stronach znajdowały się
drewniane schody i na ich szczycie kolejna para drzwi. Po mojej lewej
stał srebrny stół z misternie rzeźbionymi nogami i blatem, na
którym stały różne półmiski z przekąskami i dzbany z napojami.
Dalej było mnóstwo regałów z książkami, które zajmowały
większą część powierzchni ścian i stół, przy którym można
było odrabiać lekcje. Po lewej natomiast stała wielka
ciemnobrązowa sofa, po jej lewej dwa czerwone fotele, a po prawej
zielone. Przed sofą znajdował się olbrzymi kominek, a nad nim
wisiało wielkie godło Hogwartu. Na podłodze rozciągnięty był
bordowy dywan, który aż prosił, żeby się na nim położyć.
Wszystko tworzyło cudowną całość. Profesor Mcgonagall znowu
zaczęła mówić:
- Schody
na lewo prowadzą do dormitoriów pana Malfoy'a i Zabiniego, a te na
prawo do dormitoriów panny Granger i Weasley. Przez środkowe drzwi
wchodzi się do wspólnej łazienki. Tak jak już mówiłam w pociągu
przy każdej sypialni jest mniejsza osobna łazienka. To chyba
wszystko. Czy ktoś ma jakieś pytania?
- Pani profesor, czy mogłaby mi pani zdradzić dlaczego wybrała pani tego kretyna na prefekta? - zapytała Gin z przekąsem.
- Udam, że tego nie słyszałam, panno Weasley. - powiedziała dyrektorka rzucając jej groźne spojrzenie. - Skoro nie ma innych pytań żegnam państwa. Dobranoc.
- Dobranoc, pani profesor. - powiedzieliśmy wszyscy. Kiedy tylko Mcgonagall opuściła pokój Zabini i Ginny znowu zaczęli się kłócić, a ja postanowiłam przyjrzeć się bliżej biblioteczce. Jednak kiedy zobaczyłam, że Malfoy też tam zmierza zmieniłam kierunek i poszłam obejrzeć łazienkę. Kiedy otworzyłam drzwi owionął mnie cudowny zapach jaśminu. W całym pomieszczeniu były porozstawiane świece zapachowe i były one również jedynym źródłem światła, ponieważ olbrzymie okno było zasłonięte przez fioletową kotarę. W prawym rogu stał drewniany parawan a za nim znajdowała się półka na ubrania i toaleta. Obok parawanu stała srebrna umywalka a naprzeciwko niej po drugiej stronie łazienki ogromna wanna z mnóstwem kurków, płynów i świec porozstawianych dookoła. Przy wannie był mały stolik i wieszak, na którym można wieszać szlafroki. Na samym środku leżał wielki puchowy fioletowy dywan, a całą ścianę za wanną i na przeciwko niej pokrywały lustra.
- Gin! - zawołałam. - Chodź tu! Musisz to zobaczyć! - Ginny podeszła do mnie i szczęka jej opadła. Gapiła się na pomieszczenie już jakąś minutę kiedy poczułam, że ktoś się nad nami nachyla i szepcze:
- Zobaczysz, wiewiórko, jeszcze będziesz mnie błagać o wspólną kąpiel.
- Pani profesor, czy mogłaby mi pani zdradzić dlaczego wybrała pani tego kretyna na prefekta? - zapytała Gin z przekąsem.
- Udam, że tego nie słyszałam, panno Weasley. - powiedziała dyrektorka rzucając jej groźne spojrzenie. - Skoro nie ma innych pytań żegnam państwa. Dobranoc.
- Dobranoc, pani profesor. - powiedzieliśmy wszyscy. Kiedy tylko Mcgonagall opuściła pokój Zabini i Ginny znowu zaczęli się kłócić, a ja postanowiłam przyjrzeć się bliżej biblioteczce. Jednak kiedy zobaczyłam, że Malfoy też tam zmierza zmieniłam kierunek i poszłam obejrzeć łazienkę. Kiedy otworzyłam drzwi owionął mnie cudowny zapach jaśminu. W całym pomieszczeniu były porozstawiane świece zapachowe i były one również jedynym źródłem światła, ponieważ olbrzymie okno było zasłonięte przez fioletową kotarę. W prawym rogu stał drewniany parawan a za nim znajdowała się półka na ubrania i toaleta. Obok parawanu stała srebrna umywalka a naprzeciwko niej po drugiej stronie łazienki ogromna wanna z mnóstwem kurków, płynów i świec porozstawianych dookoła. Przy wannie był mały stolik i wieszak, na którym można wieszać szlafroki. Na samym środku leżał wielki puchowy fioletowy dywan, a całą ścianę za wanną i na przeciwko niej pokrywały lustra.
- Gin! - zawołałam. - Chodź tu! Musisz to zobaczyć! - Ginny podeszła do mnie i szczęka jej opadła. Gapiła się na pomieszczenie już jakąś minutę kiedy poczułam, że ktoś się nad nami nachyla i szepcze:
- Zobaczysz, wiewiórko, jeszcze będziesz mnie błagać o wspólną kąpiel.
Kłótnie Ginny i Blaise'a są najlepsze! Lepsze nawet niż Malfoy'a i Granger :D Wiewiórka jest temperamentna. Lecę dalej! :*
OdpowiedzUsuńByłoby Mi niezmiernie miło gdybyś rozwinęła kłótnie Wiewiórki i Diabła, zamiast zbyć nas jednym zdaniem...
OdpowiedzUsuńJednak z chęcią przejdę dalej, ponieważ Jestem ciekawa jak będzie wyglądało życie moich ulubionych bohaterów razem.
"ab odio ad amorem", czyli po łacinie "od nienawiści do miłości" - Jaka subtelna insynuacja, xD
Weny,
pozdrawiam
Darknessi