piątek, 22 listopada 2013

Rozdział 4



Moi kochani!
Po pierwsze bardzo dziękuję za wszystkie komentarze. To naprawdę dużo dla mnie znaczy. Po drugie przepraszam za błędy, których nie zauważyłam. Nie jestem szczególnie zachwycona tym rozdziałem no ale cóż. Mówi się trudno. Dedykacja dla wszystkich, którzy pozostawiają ślad na tym blogu.
Pozdrawiam
Cassandra

Draco
Cholera! Co ja do diabła powiedziałem?! Wymsknęło mi się! Ale dlaczego? Przecież wcale tak nie myślałem! Oczywiście, że myślałeś debilu! Zawsze jak ją widzisz chcesz powiedzieć jej coś miłego albo pocałować! Co?! Nieprawda! Na Salazara, muszę się wybrać do Munga! Albo chociaż do pani Pomfrey.
- Co ty powiedziałeś? - spytała Gryffonka z niedowierzaniem.
- Powiedział, że... - zaczął Diabeł dusząc się ze śmiechu. Kopnąłem go w kostkę pod stołem tak, że jęknął z bólu, a ja wykorzystałem ten moment.
- Nie interesuj się, bo kociej mordki dostaniesz, Granger. Chyba nie chcesz znowu wyglądać tak jak w drugiej klasie, co?
Spiorunowała mnie wzrokiem i odeszła od naszego stołu nadal trochę skołowana.
- Stary, co ci do łba strzeliło? - spytał Blaise rozmasowując obolałą nogę.
- Było się nie odzywać. - burknąłem wiedząc, że wcale nie chodzi mu o nogę.
- Mówię o Granger i ty dobrze o tym wiesz. Co to miało być?
- Nie wiem. - odparłem zgodnie z prawdą.
- Koniec świata! Smok się zakochał! - westchnął na tyle głośno, że usłyszała to ta idiotka Greengrass.
- W kim? - zapytała zainteresowana.
Walnąłem Diabła w tył głowy. Jednak wcale go to nie zraziło i powiedział:
- Och, oczywiście, że w tobie, kochana! Nigdy nie byłaś u niego w pokoju? Całe ściany oblepione twoimi zdjęciami, pościel z twoją twarzą, lalki naturalnych rozmiarów wyglądające tak jak ty...
Po raz kolejny kopnąłem Zabiniego.
- Widzisz, Dafne, udało mi się przemycić do pociągu butelkę ognistej i Diabeł trochę z nią przesadził. Wszystko mu się miesza. - mówiąc to zmusiłem się do uśmiechu pełnego politowania. - Musimy iść teraz odprowadzić pierwszorocznych.
Szarpnąłem go za ramię i ruszyliśmy do wyjścia z Wielkiej Sali.

Hermiona
Co to miało, na Merlina być?! Jego słowa wciąż dudniły mi w głowie. "Jak zawsze kiedy cię widzę". Co on sobie, do cholery wyobrażał?! A może tylko się przesłyszałam? W końcu to Malfoy. Głupi, wredny, czystokrwisty arystokrata Malfoy. Wreszcie doszłam do naszego stołu. Gin widząc moją minę bez zbędnych ceregieli zapytała:
- Co się stało.
- Nic. - odparłam.-Później ci opowiem. Chodź, musimy  odprowadzić pierwszorocznych. Wszyscy skończyli już jeść.
Kiedy Ruda podnosiła się z miejsca kątem oka zauważyłam, że Malfoy i Zabini idą w naszą stronę. Usłyszałam chrząknięcie za swoimi plecami i odwróciłam się. Za mną stała profesor Mcgonagall.
- Panno Granger, tutaj ma pani hasła do wszystkich domów. Znaczy wszystkich poza Ravenclawem, bo tam trzeba odpowiedzieć na zagadkę. - powiedziała i dała mi trzy karteczki. W tym czasie Ślizgoni zdążyli już do nas dotrzeć. - Proszę przekazać je pozostałym.
- Oczywiście, pani Profesor.
Po tym dyrektorka skinęła mi głową i wyszła z Wielkiej Sali, a ja rozdałam karteczki. Później krzyknęłam:
- Pierwszoroczni! Pierwszoroczni tutaj!
Jednak mało kto mnie usłyszał w tym gwarze.
- Tak to się robi, Granger. - powiedział Zabini, a następnie wydarł się na całe gardło. - Pierwszoroczni! Pierwszoroczni tutaj! Ale już!
Jak na komendę wszyscy uczniowie pierwszego roku znaleźli się przy nas, a ten idiota uśmiechnął się do mnie zadowolony z siebie. Rzuciłam mu mordercze spojrzenie i zajęłam się pierwszorocznymi.
- Gryfoni idą za Ginny.-krzyknęłam wskazując ręką na Rudą. - Ślizgoni za Zabinim. - pokazałam na tego idiotę. - Krukoni za tchórzofretką...znaczy się za Malfoy'em. - powiedziałam patrząc z kpiącym uśmiechem na gotującego się ze wściekłości blondyna. Stojący obok Zabini dusił się ze śmiechu. - A Puchoni za mną.
Kiedy reszta odeszła dodałam:
- Nazywam się Hermiona Granger i jestem prefektem naczelnym. W razie potrzeby zawsze możecie się do mnie zgłosić. - uśmiechnęłam się pokrzepiająco i zaprowadziłam młodych Puchonów do ich pokoju wspólnego.

***

Kiedy już powiedziałam Puchonom co i jak i zaprowadziłam ich do pokoju wspólnego zgodnie z poleceniem dyrektorki udałam się do jej gabinetu gdzie czekali już Zabini i Gin. Oczywiście zawzięcie się kłócąc. Kiedy podeszłam zauważyłam, że nie ma tam Malfoy'a. 
- A gdzie tchórzofretka? - zapytałam przerywając im.
- Nie wiem. - powiedzieli równocześnie.
- Może zakochał się w jakiejś pierwszorocznej i chciał z nią zostać? - powiedział już sam Zabini.
W tym momencie z gabinet wyszła profesor Mcgonagall.
- A gdzie jest pan Malfoy? - zapytała dostrzegając brak tlenionego.
- Nie mamy pojęcia, pani profesor. - odparliśmy chórem.
- Ech... - dyrektorka wzniosła oczy ku niebu. - Panno Granger, pani odprowadziła puchonów czy krukonów?
- Puchonów, pani profesor.
- Tak myślałam. Czy mogłaby pani iść do pokoju wspólnego Ravenclawu i sprawdzić czy pan Malfoy poradził sobie z zagadką?
Tego nie wzięłam pod uwagę.
- Oczywiście. - powiedziałam i odwróciłam się uśmiechając się pod nosem.
Tego idiotę przerosła zagadka! Nie mogę w to uwierzyć! Wielki książę Slytherinu kontra kołatka zadająca zagadki. Kto wygra? Oczywiście, że kołatka!

Draco
- Powtórz jeszcze raz tę cholerną zagadkę! - krzyknąłem już nieźle wkurzony. 
Sterczałem pod pokojem Ravenclawu już od dziesięciu minut próbując odpowiedzieć. Wszyscy pierwszoroczni cicho chichotali ale wolałem nie zawracać sobie nimi głowy. 
- Mieszkańcy małej wioski Dundee noszą dwa nazwiska-nazywają się albo Johnson, albo Longbow.
Każdy Johnson zawsze mówi prawdę, a każdy Longbow zawsze kłamie,
Ostatnio odwiedziłem Dundee i spotkałem trzech mieszkańców tej wioski.
Zapytałem ich: -  Jak się nazywaćie? Johnson czy Longbow?
Pierwszy odpowiedział: - Wszyscy jesteśmy Longbowami.
Drugi powiedział: - To nieprawda, tylko dwóch z nas jest Longbowami.
Trzeci powiedział: - I to też nie jest prawda.
Kim był ten trzeci: Johnson czy Longbowem?* - powiedziała kołatka wyraźnie już zirytowana.
- Cholera. - mruknąłem pod nosem. logika nigdy nie była moją mocną stroną.
- Ostatni nazywa się Longbow. - usłyszałem pewny siebie kobiecy głos. Odwróciłem się. - Drugi nazywa się Johnson, a pierwszy też Longbow. - dodała Granger patrząc na mnie z kpiącym uśmieszkiem
Ruszyła do przodu i stanęła przed drzwiami.
- Bardzo dobrze. - odparła ta głupia kołatka. - Zapraszam.
Granger uśmiechając się triumfalnie zaprosiła krukonów gestem ręki do środka i wszystko im opowiedziała i pokazała. Kiedy już skończyła wyszła i powiedziała.
- No kto by się spodziewał. Kołatka pokonała wielkiego księcia Slytherinu... - kręciła głową z udawanym niedowierzaniem.
- Zamknij się, Granger. - powiedziałem i ruszyłem przed siebie.
- Do gabinetu profesor Mcgonagll w drugą stronę, Malfoy. Tam właśnie na ciebie czekają. - dodała z kąśliwym uśmiechem. 
Zawróciłem i powlokłem się za panną ja-wiem-wszystko do gabinetu dyrektorki.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

*Zagadka pochodzi ze strony http://zagadki.blog.onet.pl

4 komentarze:

  1. Jak czytałam ten rozdział to przyszedł mi do głowy pewien pomysł... Powiedzmy pasztetowej ze podoba sie FK xD
    Gruszka

    OdpowiedzUsuń
  2. Muszę się przyznać, że czytałam tę zagadkę chyba ze trzy razy, zanim zorientowałam się jaka jest poprawna odpowiedź :D Czyli mogę sobie podać rękę z Malfoy'em :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Głupia ta zagadka. Ja bym raczej do Ravenclawu nie pasowała. Mam za mało cierpliwości. :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zagadka? Szczerze na początku nie załapałam, ale przeczytałam drugi raz i odpowiedź okazała się prawidłowa. :) Hurra Ja! :P
    Świetny pomysł na zgadkę.
    Widzę, że Malfoy jest tu raczje pokraką, a Herm jego wybwacom.
    Zobaczmy co stanie się dalej.
    Weny,
    pozdrawiam
    Darknessi

    OdpowiedzUsuń