Moi
kochani!
Po
pierwsze bardzo dziękuję za wszystkie komentarze. To naprawdę dużo
dla mnie znaczy. Po drugie przepraszam za błędy, których nie
zauważyłam. Nie jestem szczególnie zachwycona tym rozdziałem no
ale cóż. Mówi się trudno. Dedykacja dla wszystkich, którzy
pozostawiają ślad na tym blogu.
Pozdrawiam
Cassandra
Draco
Cholera!
Co ja do diabła powiedziałem?! Wymsknęło mi się! Ale dlaczego?
Przecież wcale tak nie myślałem! Oczywiście, że myślałeś
debilu! Zawsze jak ją widzisz chcesz powiedzieć jej coś miłego
albo pocałować! Co?! Nieprawda! Na Salazara, muszę się wybrać do
Munga! Albo chociaż do pani Pomfrey.
- Co
ty powiedziałeś? - spytała Gryffonka z niedowierzaniem.
- Powiedział,
że... - zaczął Diabeł dusząc się ze śmiechu. Kopnąłem go w
kostkę pod stołem tak, że jęknął z bólu, a ja wykorzystałem
ten moment.
- Nie
interesuj się, bo kociej mordki dostaniesz, Granger. Chyba nie
chcesz znowu wyglądać tak jak w drugiej klasie, co?
Spiorunowała
mnie wzrokiem i odeszła od naszego stołu nadal trochę skołowana.
- Stary,
co ci do łba strzeliło? - spytał Blaise rozmasowując obolałą
nogę.
- Było
się nie odzywać. - burknąłem wiedząc, że wcale nie chodzi mu o
nogę.
- Mówię
o Granger i ty dobrze o tym wiesz. Co to miało być?
- Nie
wiem. - odparłem zgodnie z prawdą.
- Koniec
świata! Smok się zakochał! - westchnął na tyle głośno, że
usłyszała to ta idiotka Greengrass.
- W
kim? - zapytała zainteresowana.
Walnąłem
Diabła w tył głowy. Jednak wcale go to nie zraziło i powiedział:
- Och,
oczywiście, że w tobie, kochana! Nigdy nie byłaś u niego w
pokoju? Całe ściany oblepione twoimi zdjęciami, pościel z twoją
twarzą, lalki naturalnych rozmiarów wyglądające tak jak ty...
Po
raz kolejny kopnąłem Zabiniego.
- Widzisz,
Dafne, udało mi się przemycić do pociągu butelkę ognistej i
Diabeł trochę z nią przesadził. Wszystko mu się miesza. - mówiąc
to zmusiłem się do uśmiechu pełnego politowania. - Musimy iść
teraz odprowadzić pierwszorocznych.
Szarpnąłem
go za ramię i ruszyliśmy do wyjścia z Wielkiej Sali.
Hermiona
Co to
miało, na Merlina być?! Jego słowa wciąż dudniły mi w głowie.
"Jak zawsze kiedy cię widzę". Co on sobie, do cholery
wyobrażał?! A może tylko się przesłyszałam? W końcu to Malfoy.
Głupi, wredny, czystokrwisty arystokrata Malfoy. Wreszcie doszłam
do naszego stołu. Gin widząc moją minę bez zbędnych ceregieli
zapytała:
- Co
się stało.
- Nic. - odparłam.-Później
ci opowiem. Chodź, musimy odprowadzić pierwszorocznych.
Wszyscy skończyli już jeść.
Kiedy
Ruda podnosiła się z miejsca kątem oka zauważyłam, że Malfoy i
Zabini idą w naszą stronę. Usłyszałam chrząknięcie za swoimi
plecami i odwróciłam się. Za mną stała profesor Mcgonagall.
- Panno
Granger, tutaj ma pani hasła do wszystkich domów. Znaczy wszystkich
poza Ravenclawem, bo tam trzeba odpowiedzieć na zagadkę. - powiedziała
i dała mi trzy karteczki. W tym czasie Ślizgoni zdążyli już do
nas dotrzeć. - Proszę przekazać je pozostałym.
- Oczywiście,
pani Profesor.
Po
tym dyrektorka skinęła mi głową i wyszła z Wielkiej Sali, a ja
rozdałam karteczki. Później krzyknęłam:
- Pierwszoroczni!
Pierwszoroczni tutaj!
Jednak
mało kto mnie usłyszał w tym gwarze.
- Tak
to się robi, Granger. - powiedział Zabini, a następnie wydarł się
na całe gardło. - Pierwszoroczni! Pierwszoroczni tutaj! Ale już!
Jak
na komendę wszyscy uczniowie pierwszego roku znaleźli się przy
nas, a ten idiota uśmiechnął się do mnie zadowolony z siebie.
Rzuciłam mu mordercze spojrzenie i zajęłam się pierwszorocznymi.
- Gryfoni
idą za Ginny.-krzyknęłam wskazując ręką na Rudą. - Ślizgoni za
Zabinim. - pokazałam na tego idiotę. - Krukoni za
tchórzofretką...znaczy się za Malfoy'em. - powiedziałam patrząc z
kpiącym uśmiechem na gotującego się ze wściekłości blondyna.
Stojący obok Zabini dusił się ze śmiechu. - A Puchoni za mną.
Kiedy
reszta odeszła dodałam:
- Nazywam
się Hermiona Granger i jestem prefektem naczelnym. W razie potrzeby
zawsze możecie się do mnie zgłosić. - uśmiechnęłam się
pokrzepiająco i zaprowadziłam młodych Puchonów do ich pokoju
wspólnego.
***
Kiedy
już powiedziałam Puchonom co i jak i zaprowadziłam ich do pokoju
wspólnego zgodnie z poleceniem dyrektorki udałam się do jej
gabinetu gdzie czekali już Zabini i Gin. Oczywiście zawzięcie się
kłócąc. Kiedy podeszłam zauważyłam, że nie ma tam Malfoy'a.
- A
gdzie tchórzofretka? - zapytałam przerywając im.
- Nie
wiem. - powiedzieli równocześnie.
- Może
zakochał się w jakiejś pierwszorocznej i chciał z nią
zostać? - powiedział już sam Zabini.
W tym
momencie z gabinet wyszła profesor Mcgonagall.
- A
gdzie jest pan Malfoy? - zapytała dostrzegając brak tlenionego.
- Nie
mamy pojęcia, pani profesor. - odparliśmy chórem.
- Ech... - dyrektorka
wzniosła oczy ku niebu. - Panno Granger, pani odprowadziła puchonów
czy krukonów?
- Puchonów,
pani profesor.
- Tak
myślałam. Czy mogłaby pani iść do pokoju wspólnego Ravenclawu i
sprawdzić czy pan Malfoy poradził sobie z zagadką?
Tego
nie wzięłam pod uwagę.
- Oczywiście. - powiedziałam
i odwróciłam się uśmiechając się pod nosem.
Tego
idiotę przerosła zagadka! Nie mogę w to uwierzyć! Wielki książę Slytherinu kontra kołatka zadająca zagadki. Kto wygra? Oczywiście,
że kołatka!
Draco
- Powtórz
jeszcze raz tę cholerną zagadkę! - krzyknąłem już nieźle
wkurzony.
Sterczałem
pod pokojem Ravenclawu już od dziesięciu minut próbując
odpowiedzieć. Wszyscy pierwszoroczni cicho chichotali ale wolałem
nie zawracać sobie nimi głowy.
- Mieszkańcy
małej wioski Dundee noszą dwa nazwiska-nazywają się albo Johnson,
albo Longbow.
Każdy
Johnson zawsze mówi prawdę, a każdy Longbow zawsze kłamie,
Ostatnio
odwiedziłem Dundee i spotkałem trzech mieszkańców tej wioski.
Zapytałem
ich: - Jak się nazywaćie? Johnson czy Longbow?
Pierwszy
odpowiedział: - Wszyscy jesteśmy Longbowami.
Drugi
powiedział: - To nieprawda, tylko dwóch z nas jest Longbowami.
Trzeci
powiedział: - I to też nie jest prawda.
Kim
był ten trzeci: Johnson czy Longbowem?* - powiedziała kołatka
wyraźnie już zirytowana.
- Cholera. - mruknąłem
pod nosem. logika nigdy nie była moją mocną stroną.
- Ostatni
nazywa się Longbow. - usłyszałem pewny siebie kobiecy głos.
Odwróciłem się. - Drugi nazywa się Johnson, a pierwszy też
Longbow. - dodała Granger patrząc na mnie z kpiącym uśmieszkiem
Ruszyła
do przodu i stanęła przed drzwiami.
- Bardzo
dobrze. - odparła ta głupia kołatka. - Zapraszam.
Granger
uśmiechając się triumfalnie zaprosiła krukonów gestem ręki do
środka i wszystko im opowiedziała i pokazała. Kiedy już skończyła
wyszła i powiedziała.
- No
kto by się spodziewał. Kołatka pokonała wielkiego księcia
Slytherinu... - kręciła głową z udawanym niedowierzaniem.
- Zamknij
się, Granger. - powiedziałem i ruszyłem przed siebie.
- Do
gabinetu profesor Mcgonagll w drugą stronę, Malfoy. Tam właśnie
na ciebie czekają. - dodała z kąśliwym uśmiechem.
Zawróciłem
i powlokłem się za panną ja-wiem-wszystko do gabinetu dyrektorki.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
*Zagadka
pochodzi ze strony http://zagadki.blog.onet.pl
Jak czytałam ten rozdział to przyszedł mi do głowy pewien pomysł... Powiedzmy pasztetowej ze podoba sie FK xD
OdpowiedzUsuńGruszka
Muszę się przyznać, że czytałam tę zagadkę chyba ze trzy razy, zanim zorientowałam się jaka jest poprawna odpowiedź :D Czyli mogę sobie podać rękę z Malfoy'em :D
OdpowiedzUsuńGłupia ta zagadka. Ja bym raczej do Ravenclawu nie pasowała. Mam za mało cierpliwości. :-)
OdpowiedzUsuńZagadka? Szczerze na początku nie załapałam, ale przeczytałam drugi raz i odpowiedź okazała się prawidłowa. :) Hurra Ja! :P
OdpowiedzUsuńŚwietny pomysł na zgadkę.
Widzę, że Malfoy jest tu raczje pokraką, a Herm jego wybwacom.
Zobaczmy co stanie się dalej.
Weny,
pozdrawiam
Darknessi