niedziela, 23 listopada 2014

Miniaturka "Miłość i papierosy"

Kochani, 
wiem, że dopiero co była miniaturka, ale znowu mnie naszło i no... napisałam to. :)
Zainspirowała mnie piosenka (znowu), ale tym razem polska: "Miłość i papierosy" zespołu Pustki :) 
 Tutaj macie link klik :)
Rozdział się pisze, mam nadzieję, że w końcu uda mi się go dodać :)
Zapraszam do czytania, mam nadzieję, że Wam się spodoba :D
Pozdrawiam,
Cassandra
PS. Tak na wszelki wypadek uprzedzam-NIGDY nie zapaliłam papierosa i jak na razie nie mam zamiaru, więc miniaturka jest pisana mocno "na czuja", ale tak jakoś mi to tutaj pasowało ;)
PPS. Poprawiłam dialogi, tak jak mi zasugerowano, jak ktoś znajdzie jeszcze coś, to piszcie! :)


Minęła północ. Impreza urodzinowa Blaise'a trwała w najlepsze, ale ja nie brałam udziału w ogólnej radości i zabawie. Nie mogłam znieść tej euforii, tych wszystkich szerokich uśmiechów, pijackich tańców i śpiewów. Wszyscy wydawali się być tacy wolni, niezależni, dziecinni... Nie mogłam już tego wytrzymać, musiałam zapalić. Wyszłam na balkon i oparłam się rękami o barierkę oglądając piękną panoramę Londynu. Z małej torebki, którą zabrałam z domu wyciągnęłam paczkę papierosów i zapalniczkę. Wyjęłam jednego i podpaliłam. Zaciągnęłam się i prychnęłam wydychając dym. Kto by pomyślał, że ja, Hermiona Granger, wzorowa uczennica, przyjaciółka Harry'ego Pottera, zbawczyni świata czarodziejów, będę palić. Wiele osób się temu dziwiło, ale to fakt. Zaczęłam po wojnie. Na początku było to sporadyczne, ale z każdym razem przybierało na sile, aż przerodziło się w nałóg. Nie mogę go zwalczyć - i nie chcę. Każdy papieros daje mi chwilę wytchnienia, odrywa mnie od tego bezsensownego świata. A dlaczego jest bezsensowny? Sama często zadaję sobie to pytanie. Nie wiem, nie mam pojęcia. Z pozorów wszystko układa się tak jak powinno. Mam dobrą pracę, przyjaciół, własne mieszkanie i pozostaje mi tylko czekać na mężczyznę mojego życia. Ale tak naprawdę nic nie jest tak, jak powinno. Praca jest mdła, nudzi mnie, denerwuje, przyjaciele mnie nie rozumieją, mam wrażenie, że w głębi duszy wciąż są dziećmi, a to się już skończyło! Mamy po dwadzieścia pięć lat, na Merlina! Powinniśmy już myśleć o jakimkolwiek ustatkowaniu, a oni zdają się tego w ogóle nie dostrzegać. A mężczyzna? Mnóstwo się ich przewija. Widzę spojrzenia pełne pożądania, kiedy idę ulicą, albo wchodzę do pracy. Nie jestem świętoszką, chodzę na randki. Tylko, że one nic mi nie dają. Ani satysfakcji, ani poczucia samorealizacji, nawet mnie nie bawią. Ci wszyscy faceci, albo zachowują się jak dzieci, albo liczą wyłącznie na jedno, a to też mnie nie interesowało. Owszem, czasami ulegałam, ale później już nigdy nie czułam potrzeby spotkania się z nim po raz kolejny - i tego nie robiłam. Ginny jest z Blaisem, dlatego przyszłam na te urodziny, ale ich relacja jest bardzo lekka, niezobowiązująca, nie raz i nie dwa zdradzili się nawzajem. Zawsze później sobie o tym mówili i później przechodzili nad tym do porządku dziennego. Nie mogłabym tak żyć, ale im to odpowiadało więc się nie wtrącam. 
- Nie wiedziałem, że palisz. - usłyszałam nagle głos, który wyrwał mnie z rozmyślań tak gwałtownie, że wypuściłam z dłoni paczkę papierosów i zapalniczkę. Obie rzeczy spadały w dół z dwudziestego piętra, gdzie mieściło się mieszkanie Zabiniego i nie mogłam nic już z tym zrobić. Nawet nie zabrałam ze sobą różdżki. Pozostał mi tylko ten, który trzymałam w ustach, był już w połowie wypalony.
- Kurwa mać. - zaklęłam cicho i odwróciłam się, żeby zobaczyć kto spowodował moją stratę.
W drzwiach balkonowych stał nie kto inny jak Draco Malfoy. Czasami mijaliśmy się w Ministerstwie, ale raczej nie rozmawialiśmy, ewentualnie kiwaliśmy sobie głowami. Nie można było zaprzeczyć, był przystojny. Roztrzepane blond włosy, stalowoniebieskie oczy, prawie metr dziewięćdziesiąt wzrostu, świetna sylwetka... Można by pomyśleć, że to książę z bajki. Ale nie, to wciąż był Malfoy. Podeszłam do niego i wypuściłam dym z ust prosto przed jego twarzą.
- A od kiedy musisz wiedzieć o mnie wszystko, Malfoy? - zapytałam i ponownie się zaciągnęłam.
Prychnął.
- Nie muszę. - ruszył w stronę barierki, dokładnie tam gdzie ja stałam jeszcze chwilę wcześniej. - Chciałem tylko zacząć rozmowę. - wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów i zapalniczkę. - Wydaje mi się, że jesteśmy jednymi ludźmi, którzy nie bawią się dobrze na tej imprezie. - zauważył i zapalił. 
Podeszłam i stanęłam obok niego kończąc papierosa i wyrzucając niedopałek za balkon. Spojrzałam na niego wyczekująco, a on w odpowiedzi patrzył na mnie zdziwiony.
- Nie poczęstujesz mnie? - zapytałam w końcu.
- Myślałem, że taka zaprawiona palaczka, jak ty, ma swoje papierosy. - uśmiechnął się złośliwie.
- Miałam. - warknęłam. - Miałam dopóki nie przyszedłeś.
- Wyparowały? - droczył się ze mną.
- Wypadły mi z ręki. Nie spodziewałam się tu nikogo, zaskoczyłeś mnie.
Zaśmiał się i wymamrotał coś pod nosem, ale podał mi paczkę i zapalniczkę. Wyjęłam jednego i zapaliwszy zaciągnęłam się. Przez chwilę staliśmy w milczeniu.
- Dlaczego nie bawisz się z innymi? - zapytałam w końcu.
- Nie mam nastroju.
- Wielki książę Slytherinu nie ma ochoty na popijawę i radosną, szczeniacką zabawę z przyjaciółmi? - ironizowałam. - Niesamowite...
- Słuchaj, Granger, każdy może mieć gorszy dzień.
- Oczywiście.
Znowu staliśmy w ciszy co chwila tylko zaciągając się i wydmuchując dym. 
- Rozstałem się z Astorią. - powiedział ponuro. - Ta głupia suka zdradziła mnie z Nottem. Taki, kurwa, przyjaciel. - prychnął wściekły.
Wyrzucił resztę swojego papierosa i wyjął kolejny tym razem od razu mi proponując. Ja też zgasiłam swój i sięgnęłam po następny. Przez kilka minut delektowaliśmy się smakiem nikotyny.
- A ty, Granger? Czemu nie tańczysz z Weasley'em albo Potterem?
- Nie mam nastroju. - powtórzyłam po nim.
Znowu prychnął.
- Irytują mnie. - odpowiedziałam jeszcze raz po chwili.
Spojrzał na mnie zdziwiony.
- Irytują? - uniósł brwi.
- Owszem. 
- Nareszcie przejrzałaś na oczy, co, Granger? - posłał mi złośliwe spojrzenie.
- Momentami nie mogę z nimi wytrzymać. - puściłam jego uwagę mimo uszu.-Są tak zajęci zabawą i innymi głupotami, że nie dostrzegają, że są już dorośli i powinni trochę się już opanować. 
- Czyżbym pierwszy raz w życiu miał się z tobą zgodzić, Granger? - rzucił z lekkim uśmiechem.
Nie wiem jak to się stało, ale po jakimś czasie wylądowaliśmy w jego mieszkaniu. Rano obudziłam się naga, z lekkim bólem głowy, a obok mnie spał Malfoy. Kiedy to zobaczyłam wstałam, ubrałam się i wyszłam. To się nie mogło powtórzyć.

***

Wyszłam z Ministerstwa Magii w jeszcze gorszym humorze niż przyszłam. Ten idiota Brecklins kazał mi pisać po raz drugi te same pieprzone raporty, bo tamte gdzieś mu zaginęły. Naprawdę gówno mnie to obchodzi! Wściekła wyciągnęłam z kieszeni płaszcza paczkę papierosów i zapaliłam jednego. Nikotyna po raz kolejny trochę mnie uspokoiła. Wypaliłam go do końca i ruszyłam dalej, do małej, ciemnej uliczki skąd miałam się teleportować do baru, w którym umówiłam się z Ginny. Rozstała się z Blaisem i koniecznie chciała się komuś wyżalić. Zgodziłam się, no bo co miałam zrobić? Dotarłam na miejsce i usiadłam przy barze. Zamówiłam martini i czekałam sącząc je powoli. A Ginny się nie zjawiała. Kiedy od umówionej godziny minęły trzy kwadranse zaczęłam się zbierać, nie miałam zamiaru siedzieć tam wieczność, skoro Ruda nawet nie raczyła się pojawić.
- A kogóż ja widzę? - usłyszałam za sobą znajomy głos i przeklęłam w myślach. 
Malfoy był ostatnią osobą, z którą miałam ochotę rozmawiać. Od urodzin Blaise'a minęły dwa miesiące i dotychczas udało mi się go unikać, nawet w Ministerstwie. Odwróciłam się.
- Witaj, Malfoy.
- Jak oficjalnie. - zakpił. - Napijmy się.
- Już dość się tu nasiedziałam. - powiedziałam i ruszyłam do wyjścia.
- Napijmy się. - złapał mnie za nadgarstek i powtórzył tonem nieznoszącym sprzeciwu.
Zacisnęłam zęby, ale usiadłam z powrotem przy barze. 
- Whiskey z lodem. - zamówił u barmana i spojrzał na mnie pytająco.
- Martini. - warknęłam.
Kiwnął głową do mężczyzny, który już po chwili postawił przed nami trunki.
- Więc, co cię tu sprowadza, Granger?
- Ginny chciała pogadać.
- I cię wystawiła. - bardziej stwierdził niż zapytał.
- Skąd wiesz?
Prychnął.
- A myślisz, że po co tu przyszedłem? Blaise chciał się spotkać. 
- W tym samym barze? - spojrzałam na niego z powątpiewaniem.
- Przypadki chodzą po ludziach. Domyślasz się, co teraz robią? - spojrzałam na niego pytająco pijąc swój drink. - Godzą się. Właśnie dlatego nas wystawili. 
I rozmawialiśmy. Na różne tematy. Z każdą kolejką atmosfera była swobodniejsza, aż w końcu zaczęliśmy się śmiać. Było już po północy, kiedy stamtąd wyszliśmy i znowu poszliśmy do jego mieszkania. I znowu obudziłam się obok niego. I znowu ubrałam się i wyszłam. I znowu próbowałam zapomnieć.

***

Takich sytuacji było jeszcze kilka. Przypadkowe spotkanie, rozmowa, alkohol, papierosy, jego mieszkanie. Minęło pół roku, na dworze leżały ostatnie, żałosne pozostałości po tegorocznym śniegu. Szłam szybkim krokiem, bo mimo, że był już początek marca wciąż było chłodno.
- Granger! - usłyszałam za sobą wołanie.
Przeklęłam w myślach i odwróciłam się w samą porę, żeby zobaczyć podbiegającego do mnie Malfoy'a. Od ostatniego spotkania minęły dwa tygodnie.
- Granger. - powtórzył lekko zdyszany. 
- Witaj, Malfoy.
- Tak dalej nie będzie. - powiedział stanowczo, a ja spojrzałam na niego pytająco. Wyciągnęłam z torebki paczkę papierosów i zapaliłam jednego, a on patrzył na mnie jakby był zahipnotyzowany. Potrząsnął głową, jakby chciał wyjść t tego "transu". - Nie może tak być.
- Ale co, Malfoy? - zapytałam wydmuchując dym z ust.
- Zabieram cię na randkę.
- Słucham? - myślałam, że się przesłyszałam.
- Idziemy na randkę. Kupię ci kwiaty, zjemy kolację, napijemy się wina, a później odprowadzę cię do domu. Odczekam grzecznościowo dwa dni i wyślę ci sowę z kolejnym zaproszeniem. Po drugim spotkaniu znajdziesz na swoim biurku w Ministerstwie bukiet kwiatów z bilecikiem i datą następnej randki. Dalej samo wszystko się potoczy. Nareszcie będzie tak jak powinno. - wciąż patrzyłam na niego zszokowana, a on widząc to zaśmiał się krótko. - Przyjdę po ciebie jutro o dwudziestej. - odwrócił się i ruszył w tylko sobie znanym kierunku.
- Skąd wiesz, gdzie mieszkam! - krzyknęłam jeszcze za nim pierwsze, co przyszło mi do głowy.
- Mam swoje sposoby. - rzucił przez ramię. - Ale dzięki temu wiem, że się zgadzasz.
I już go nie było. A ja dalej stałam w tym samym miejscu z papierosem w ręce nie wierząc w to, co się przed chwilą stało.

***

I było dokładnie tak jak mówił. Przyszedł o dwudziestej, kupił mi kwiaty, zjedliśmy kolację w restauracji, napiliśmy się wina, a później odprowadził mnie do domu i na pożegnanie pocałował w policzek. Następnego ranka po raz pierwszy od bardzo dawna obudziłam się z uśmiechem na ustach. Później wszystko dalej szło według jego planu. Oczywiście podczas każdego ze spotkań kłóciliśmy się, ale później jakoś dochodziliśmy do porozumienia, albo zmienialiśmy temat. Nie obyło się też bez papierosów, ale można powiedzieć, że był to już swojego rodzaju nasz zwyczaj. Minęło kilka tygodni, w końcu oficjalnie zostaliśmy parą, a ja nareszcie czułam się szczęśliwa. Po raz pierwszy od naprawdę długiego czasu chodziłam uśmiechnięta, rzeczy, które wcześniej mnie irytowały zaczęły mi sprawiać przyjemność, przyjaciele mniej mnie denerwowali, wszystko dzięki niemu. Oczywiście prawie bez przerwy się o coś spieraliśmy, nie mogliśmy podjąć ani jednej decyzji bez choćby złośliwego dogryzania, ale właśnie to było piękne, bo było prawdziwe. Po kilku miesiącach postanowiliśmy razem zamieszkać. To było dla obojga nie lada wyzwanie, ale chcieliśmy spróbować. 
- Nie ma mowy, Granger. W MOIM domu nie będzie żadnych fioletowych ścian!
- Nie pieprz głupot, Malfoy, oczywiście, że będą, bo JA teraz też tu mieszkam i kocham fioletowy!
- Ale to nadal też MOJE mieszkanie, a ja nie znoszę fioletu!
- W takim razie będą czerwone!
- Kolor gryfonów? Zapomnij, Granger! Już lepszy fioletowy.
- Wiedziałam, że się zgodzisz. - powiedziałam uśmiechając się triumfalnie i zapaliłam papierosa.
- Podstępna żmija. - mruknął, ale podszedł do mnie i objął mnie w talii. - Ale sypialnia zostaje zielona.
- Nie będę spała w pokoju, gdzie ściany przypominają jakąś oślizgłą jaszczurkę! - zaprotestowałam.
- Owszem, będziesz. - stwierdził i wyjął mi z ręki papierosa, żeby samemu się nim zaciągnąć.
- Nie, nie będę. Może być brązowy. - zabrałam mu tytoń z ust.
- Masz rację, śpijmy w pokoju w kolorze gówna. - prychnął.
- Nie gówna, tylko czekolady! - warknęłam.
- Jeden pies, zostaje zielony.
- Pieprz się, Malfoy. W takim razie zmieniamy meble. Będą ciemnobrązowe, a nie czarne!
- Nie ma szans, Granger, meble zostają.
- Tak ci się tylko wydaje.
- W takim razie, nie ruszasz kuchni. Zostanie czarna, jak meble.
- Nie zostanie, będzie beżowa!
- Owszem, zostanie i będzie czarna.
Przez chwilę mierzyliśmy się spojrzeniem, aż nagle wybuchnęłam śmiechem, czym kompletnie zbiłam go z tropu.
- Z czego się śmiejesz?
- Właśnie sobie uświadomiłam, że tak naprawdę jedyne co nas łączy to miłość i papierosy.
Dołączył do mojego śmiechu.
- I tu masz całkowitą rację, Granger. - powiedział i zamknął mi usta pocałunkiem.

wtorek, 11 listopada 2014

Miniaturka "When I was your man"

Kochani,
wiem, że długo nic nie było (znowu :/) i że obiecałam iść teraz dalej z głównym opowiadaniem, ale mnie naszło (znowu) i nie mogłam napisać praktycznie nic innego dopóki nie skończyłam tego (znowu).
Przed wami kolejna miniaturka, tym razem inspirowana piosenką Bruno Marsa "When I was your man".
Link macie tutaj klik :)
Mam nadzieję, że Wam się spodoba i oczywiście proszę o komentarze :)
Jak znajdziecie jakieś błędy, albo będziecie mieli jakieś uwagi też piszcie :)
Pozdrawiam,
Cass :*

"Same bed, but it feels just a little bit bigger now,
Our song in the radio, but it don't sound the same"

Siedziałem na krawędzi łóżka ze szklanką Ognistej Whiskey w dłoni. Znowu to samo. Widziałem ją. Znowu. Rozmawiałem z nią. Znowu. Później pytali czy wszystko w porządku. Znowu. Powiedziałem, że tak. Znowu. Teraz piję. Znowu.
Zaczęło się w szkole. Zostaliśmy prefektami, więc musieliśmy mieszkać w jednym dormitorium. Oczywiście nie obyło się bez kłótni, wyzywania, rzucania przedmiotami i trzaskania drzwiami. Blaise śmiał się, że jesteśmy jak stare małżeństwo. Z czasem zaczęliśmy się tolerować. Na początku nie było to łatwe, ale jakoś się udało. Można powiedzieć, że nawet się w jakiś sposób polubiliśmy, zaprzyjaźniliśmy. Potem, podczas Balu Bożonarodzeniowego Dumbledore (razem ze swoim cudownym poczuciem humoru) rzucił zaklęcie na wszystkie jemioły zawieszone pod sufitem Wielkiej Sali. Mianowicie każda (pełnoletnia) para, która pod takową stanęła nie mogła stamtąd odejść dopóki się nie pocałowała. Jeśli tego nie zrobili, pędy jemioły oplatały ich niczym diabelskie sidła i już nie mieli wyboru. Oczywiście dyrektor nie poinformował absolutnie nikogo o swoim pomyśle i tylko dzięki temu zobaczyliśmy Mcgonagall i Snape'a razem (co, chyba nie muszę mówić, było dość komiczne). Po jakimś czasie przyzwyczailiśmy się do tego, aby omijać te zdradzieckie rośliny, a w pewnym momencie o nich zapomnieliśmy. I właśnie to nas zgubiło. Jako że żadne z nas nie miało pary postanowiliśmy z Hermioną pójść razem. Było już grubo po północy, a ponieważ Zabiniemu jakimś cudem udało się przemycić na bal duże ilości Ognistej byliśmy też trochę wstawieni, kiedy nieopatrznie stanęliśmy pod tą nieszczęsną jemiołą. Zanim zdążyliśmy się obejrzeć roślina oplotła nas z każdej strony przyciskając do siebie. Spojrzeliśmy po sobie i wybuchnęliśmy śmiechem (alkohol miał tu duży wpływ na nasze zachowanie). 
-I co teraz?-zapytała cicho z figlarnym uśmiechem.
-Chyba nie mamy wyboru.-nachyliłem się nad nią i musnąłem jej usta swoimi.
Przez kilka sekund staliśmy tak nie ruszając się, a później ona stanęła na palcach i delikatnie pogłębiła pocałunek. Uznałem to za przyzwolenie i tak się w tym zatraciliśmy, że nawet nie zauważyliśmy, że jemioła już wcale nas nie oplata. Objąłem ją i przyciągnąłem mocniej do siebie. Kiedy po jakimś czasie w końcu odsunęliśmy się od siebie, zdaliśmy sobie sprawę, że większość osób będących w Wielkiej Sali patrzy prosto na nas. Niespecjalnie nas to w tamtej chwili obchodziło. Uśmiechnęliśmy się do siebie i ponownie zatonęliśmy w pocałunku. Dokładnie w tym samym momencie rozległy się pierwsze dźwięki piosenki Seala "Kiss from a rose". I pozostała ona naszą piosenką. Już zawsze będzie mi się kojarzyć tylko z nią. I jest to równocześnie jej największym błogosławieństwem i najgorszym przekleństwem.

"When our friends talk about you all that it does is just tear me down,
Cause my heart breaks a little, when I hear your name.
And it all sounds just like uh...uh...uh..."

-Wpadłem ostatnio na Hermionę.-powiedział Blaise.
To było rok po naszym rozstaniu. Nie widziałem jej od tamtego dnia. Unikałem tego spotkania za wszelką cenę chcąc zapomnieć, ale i tak miałem wrażenie, że moje serce na chwilę przestało bić, kiedy usłyszałem jej imię. Zacisnąłem zęby, żeby nie dać nic po sobie poznać.
-I co z nią?-starałem się, aby mój głos był wyprany z emocji, ale nawet ja usłyszałem w nim nutę bólu.
-Pozbierała się.-Diabeł spojrzał na mnie ze współczuciem.-Otwiera własną kancelarię.-uśmiechnąłem się pod nosem. Zawsze tego chciała.-Porobiła masę jakichś dokształcających kursów.-cała Hermiona.-Zaczęła...-urwał. Spojrzałem na niego pytająco.
-Zaczęła co?
Westchnął.
-Zaczęła się z kimś spotykać.
Zamarłem ze szklanką Ognistej w połowie drogi do ust. Dlaczego był to dla mnie taki szok? Przecież powinienem się tego spodziewać. Jest piękna, mądra, zabawna, cudowna, dlaczego miałaby być sama? Nie mam prawa być zaskoczony. Nie mam prawa być o to zły. W końcu to przeze mnie.
-Nie powinienem był zaczynać tematu.-powiedział Blaise patrząc na mnie przepraszająco.-Myślałem...
-To nie twoja wina.-przerwałem mu.-Cieszę się, że... Jest szczęśliwa.
Mówił coś dalej, ale ja już go nie słuchałem. Patrzyłem w okno i myślałem o niej. To była najgorsza i najgłupsza rzecz jaką życiu zrobiłem. I teraz muszę ponieść tego konsekwencje.

"Too young, too dumb to realize,
That I should have bought you flowers
And held your hand.
Should have gave you all my hours,
When I had the chance."

-Czemu tak milczysz?-zapytałem wieczorem, kiedy kładliśmy się do łóżka.
To było kilka miesięcy po skończeniu szkoły. Mieszkaliśmy razem już od pewnego czasu. Hermiona pracowała w magicznej kancelarii prawniczej, a ja zajmowałem stanowisko w Ministerstwie. Chciałem dostać się na sam szczyt i tym samym trochę oczyścić moje nazwisko, tak fantastycznie zbrukane przez mojego ojca.
-Ja milczę? Ja nie milczę. Ja wcale nie milczę.-odparła na pozór spokojnie, ale wyczułem w jej głosie frustrację.
-Nie odezwałaś się od powrotu od Potterów.
-Może nie widziałam potrzeby, żeby się odzywać. Nie mam takiego obowiązku.
-Co się stało?
-Nic, czemu miałoby się coś stać.-prychnęła.
Położyliśmy się do łóżka i milczeliśmy przez kilka minut.
-Przepraszam, że spóźniłem. Dołożyli mi masę papierkowej roboty, później szef mnie do siebie wezwał i nie mogłem wyjść.
Prychnęła jak rozjuszona kotka i wymruczała coś, co brzmiało jak "oczywiście".
-Naprawdę, Miona. Ja... Wiesz, że to dla mnie ważne...
-Ty żyjesz pracą!-wybuchnęła.-To jest dla ciebie najważniejsze! Siedzisz tam od rana do wieczora, a jak już wracasz to znowu o niej mówisz! Kiedy ostatnio normalnie spędziliśmy weekend? Bo ja już nie pamiętam, kiedy nie byłeś w pracy w sobotę!-krzyczała.-Momentami mam wrażenie, że jestem tutaj całkowicie zbędna, że zwyczajnie ci przeszkadzam.-dodała już ciszej.
Spojrzałem na nią zszokowany. Nawet nie przyszło mi do głowy, że może to odbierać w taki sposób. Spuściła głowę.
-Miona, ja...
-Harry, co kilka dni kupuje Lunie kwiaty, bez żadnej okazji. Mówi jej, że ją kocha, urywa się z pracy tylko po to, żeby zobaczyć ją i Jamesa, chce być zawsze jak najbliżej...
-Przepraszam.-powiedziałem cicho.-Przepraszam.-przysunąłem się do niej i objąłem ją mocno wtulając twarz w jej włosy.-Wiem, że jestem beznadziejny. Poświęcam ci za mało czasu, nie doceniam cię, jestem idiotą, potworem, w ogóle na ciebie nie zasługuję. Przepraszam....-pocałowałem ją w czoło, później w skroń, policzek i wzdłuż linii szczęki, aż dotarłem do ust. Pocałunek był delikatny, czuły, niepewny, jakby wszystkie nasze uczucia na chwilę zawisły w powietrzu. Siedzieliśmy tak do późna, raz cicho rozmawiając, raz całując się, a czasami nie robiliśmy nic tylko kołysaliśmy się obejmując nawzajem. Po tej nocy chciałem zmienić swoje podejście do pracy. I udało mi się. Na kilka tygodni. Później znowu było to samo. I to znowu była moja wina.

 "Take you to every party,
Cause all ypu wanted to do was dance,
Now my baby is dancing,
But she's dancing with another man."

 Kilka miesięcy temu w Hogwarcie odbył zjazd absolwentów ostatnich dziesięciu lat. Mimo, że jakoś niespecjalnie chciałem iść ostatecznie Pansy (przy pomocy Diabła) udało się mnie wyciągnąć. Nie chciałem tam być, bo ona też mogła przyjść. Nie mógłbym znieść widoku jej z innym mężczyzną. No, ale stało się. Pansy zagroziła, że jeśli nie pójdę ściągnie mi do domu całą rodzinę i powie im, że nadal jestem sam. Jej jakże fantastyczna siła perswazji jednak nakłoniła mnie do zmiany zdania, ponieważ wyobrażenie całej rodziny napadającej na mnie była jeszcze mniej kusząca niż ten przeklęty zjazd. Zawsze mogłem posiedzieć tam pół godziny i wrócić do domu. Poza tym przecież nikt nie powiedział, że ona musi tam być, prawda? 
Ale była.
I wyglądała jeszcze piękniej niż zazwyczaj. Kasztanowe włosy miała lekko upięte, a po bokach swobodnie opadało kilka kosmyków. Delikatny makijaż rozświetlał jej twarz, a bladoróżowa sukienka, która przylegała w talii opadała później kaskadami na podłogę. Obok niej szedł mężczyzna. Postawny, wysoki, nieznany mi brunet. Kiedy zauważyła Diabła pomachała do niego i ruszyła w naszą stronę. W połowie drogi dostrzegła mnie i trochę straciła równowagę. Nie widzieliśmy się od rozstania. Jej partner podtrzymał ją i (tak mi się przynajmniej wydawało, bo nie słyszałem, co mówi) zapytał czy wszystko w porządku. Ona pokiwała głową i uśmiechnęła się uspokajająco. Kiedy w końcu do nas dotarli Hermiona przywitała się najpierw z Pansy, później z Diabłem i ostatecznie stanęła przede mną.
-Draco.-stwierdziła po chwili niezręcznego milczenia.
-Hermiono.-skinąłem jej głową.
Przełknęła nerwowo ślinę i rozejrzała się dookoła jakby szukała ratunku, a w końcu spojrzała znowu na mnie i uśmiechnęła się zdenerwowana.
-Ładnie wyglądasz.-powiedziałem.
-Dziękuję, ty też... dobrze wyglądasz.-kolejna chwila milczenia.-To... Może ja... Wydaje mi się, że ktoś mnie wołał...-plątała się. Wiedziałem, że chce jak najszybciej skończyć tą niezręczną wymianę zdań.
-Jasne.-przytaknąłem.-Idź.
-Emm... Zobaczymy się jeszcze później.-powiedziała, chociaż wiedziałem, że wcale tego nie chce.
-Tak, oczywiście.-posłała mi słaby uśmiech, a ja go odwzajemniłem.
Godzinę później patrzyłem jak wiruje na parkiecie ze swoim partnerem.
-Od nowego roku zaczyna pracę w Ministerstwie.-powiedziała cicho Pansy.
-Kto?-zapytałem zdezorientowany.
-Oliver.-uniosłem pytająco brwi nadal nie rozumiejąc o kogo jej chodzi.-Wood. Przyszedł z Hermioną.
-To jest Wood?!-powiedziałem podniesionym głosem. Kilka osób spojrzało w naszą stronę ze zdziwienie.-To jest Wood?-powtórzyłem już ciszej.
-Tak, też go na początku nie poznałam. Wyprzystojniał...
-To jest teraz nieważne.-przerwałem jej.-Co on ma robić w Ministerstwie? Ostatni raz kiedy o nim słyszałem grał w Zjednoczonych z Peddlemere.
-Kilka miesięcy temu doznał jakiejś kontuzji... Chyba barku, w każdym razie na tyle poważnej, że nie może już grać w składzie. W zamian zapewnili mu stanowisko w Departamencie Czarodziejskich Gier i Sportów. 
-I... Czy oni... Są...
-Tak.-powiedziała smutno Pansy domyślając się, o co chciałem zapytać.-Mają się pobrać za kilka miesięcy. To jedno z głośniejszych wydarzeń tego roku.
Westchnąłem.
-Nie słyszałem o tym...
-Nie było na pierwszej stronie Proroka, a ty ostatnio nie czytasz nic dalej. Było trochę głębiej i dużo było o tym w "Czarownicy"...
-Czytasz "Czarownicę"?
Zarumieniła się.
-Mniejsza z tym, ważne, że to wiem, tak?
Prychnąłem z lekkim rozbawieniem, za co szturchnęła mnie w żebra. 
Wyszedłem dziesięć minut później. Nie mogłem dłużej na to patrzeć.

"My pride, my ego my needs and my selfish ways
Caused a good strong women like you to walk out my life.
Now I never, never get to clean up all the mess I made
oh...oh...oh...
And it hunts me every time I close my eyes
And it all just sounds like 
uh...uh...uh..."

-Hermiono, ja MUSZĘ być na tej radzie!
-To są urodziny twojej najlepszej przyjaciółki!-krzyknęła wściekła.
Rzeczywiście. Przyjęcie-niespodzianka z okazji urodzin Pansy miało się odbyć dziś wieczorem. Głównymi organizatorami byliśmy Miona, Diabeł i ja. Jedynym problemem i równocześnie powodem naszej kłótni było to, że pół godziny temu dowiedziałem się, że rada, która miała być pojutrze została przeniesiona na dzisiejszy wieczór, ponieważ któryś z ministrów musi gdzieś później wyjechać. 
-Planowaliśmy to od tygodni! Rozumiem, gdyby to były urodziny kogoś innego, ale to jest Pansy! To ona zawsze była po twojej stronie, to ona zawsze ci pomagała, a ty nie możesz nawet przyjść na jej urodziny! Przez pierwsze lata w Hogwarcie traktowałeś ją jak śmiecia, a ona i tak się nie zniechęciła, a teraz właśnie pokazujesz ile ona dla ciebie znaczy!
-Pansy dużo dla mnie znaczy! Ale, zrozum, ja naprawdę muszę być na tej pieprzonej radzie! Od tego zależy...
-Twoja kariera!-przerwała mi.-Oczywiście, znowu wracamy do pracy! Do TWOJEJ pracy! Zawsze jesteś tylko TY i TWOJA PRACA! Powiem ci coś: praca, choćby była nie wiadomo jaka może w każdym momencie się skończyć. Mogą cię wylać, możesz ci się coś stać i już nie będziesz mógł pracować. A przyjaciele zostają na zawsze. Nie ważne co się stanie.-przez chwilę jeszcze mierzyliśmy się wzrokiem, a potem ona wyszła z pokoju. Kilka minut później usłyszałem trzaśnięcie drzwi. 
Westchnąłem ciężko i podszedłem do barku, żeby nalać sobie Ognistej. Kiedy już napełniłem szklankę, naczynie wysunęło mi się z dłoni. 
-Kurwa mać!
I nie chodziło mi wcale o to, że alkohol ubrudził nowy dywan, ani że po podłodze walały się odłamki szkła. Znowu zachowałem się jak dupek. Ale nie mogłem zmusić się do tego, żeby za nią pobiec, chociaż wiedziałem, że zdążyłbym ją dogonić. Zaśmiałem się gorzko.
-Duma. Pomyśleć, że według mojego ojca była cnotą.
Nie poszedłem na urodziny Pansy. Byłem na radzie, dzięki której zostałem awansowany na wyższe stanowisko. Ale kogo by to obchodziło. Nawet ja się z tego nie cieszyłem. Przez następne kilka dni po kłótni nie odzywaliśmy się do siebie. W końcu oczywiście ją przeprosiłem. I ją i Pansy. Ale co z tego, skoro kilka tygodni później znowu zrobiłem taką samą głupotę? I znowu się pokłóciliśmy. I tym razem już na dobre.

"Too young, too dumb to realize,
That I should have bought you flowers
And held your hand.
Should have gave you all my hours,
When I had the chance.
Take you to every party,
Cause all you wanted to do was dance,
Now my baby is dancing,
But she's dancing with another man"

Odkąd Wood zaczął pracować w Ministerstwie spotkałem Hermionę kilka razy. Zawsze było tak samo. Rozmawialiśmy przez chwilę. Później inni pytali czy wszystko w porządku. Odpowiadałem, że tak. A potem piłem. I mieliśmy takie błędne koło. Po naszym ostatnim spotkaniu dowiedziałem się od Pansy (i "Czarownicy") że ich ślub ma się odbyć za trzy tygodnie. Nie wiem, co mną wtedy kierowało (chyba nagły, ostatni przypływ nadziei), ale napisałem do niej list. Poprosiłem ją o spotkanie. Zgodziła się, chociaż po piśmie widziałem, że ręka jej się trzęsła, kiedy odpowiadała. Teraz szedłem właśnie do kawiarni, w której się umówiliśmy. Po drodze kupiłem kwiaty-białe tulipany, jej ulubione. Byłem chwilę przed czasem, więc zająłem miejsce przy stoliku i czekałem. Zjawiła się równo o wyznaczonej godzinie-jak zawsze punktualna. Rozejrzała się szukając mnie, więc pomachałem jej ręką. Uśmiechnęła się niepewnie i podeszła. Wstałem kiedy dotarła do stolika.
-Ślicznie wyglądasz.-powiedziałem.
-Dziękuję.-przygryzła delikatnie dolną wargę.
-To... Dla ciebie.-dałem jej kwiaty.-Wiem, że to twoje ulubione, pomyślałem, że...
-Dziękuję, Draco.-urwała.-Są piękne.
Usiedliśmy i zamówiliśmy kawę. Kiedy kelnerka odeszła Hermiona zapytała:
-Dlaczego chciałeś się ze mną spotkać?
Westchnąłem i nerwowo przeczesałem włosy.
-Hermiono, ja... Naprawdę żałuję tego wszystkiego. Tego jak się zachowywałem, co robiłem, albo raczej czego nie robiłem, tego co powiedziałem... 
-Draco to było prawie dwa lata temu, ja... już przez to przeszłam. Było mi ciężko, były noce kiedy naprawdę jedyne co chciałam, to żebyś był obok mnie... Ale w końcu udało mi się to zostawić w za sobą. Kiedy był na to czas bałam się cokolwiek zrobić, bo nie wiedziałam czego ty chcesz, a teraz... Jestem z Oliverem, kocham go, jestem szczęśliwa... Przepraszam, Draco, ale tak właśnie jest... Nigdy nie zapomnę o tym, co nas łączyło, ale ruszyłam dalej. I ty też powinieneś.-patrzyła na mnie ze smutkiem. Przez chwilę milczeliśmy.-Chyba... Powinnam już iść...-wstała.-Przepraszam, to spotkanie nie było dobrym pomysłem, nie powinnam była się na nie godzić.-pokiwałem głową nie patrząc na nią.-Do widzenia, Draco.
Nic nie odpowiedziałem. Usłyszałem dzwonek oznaczający otworzenie drzwi do kawiarni i wiedziałem, że to ona. Kilka sekund później zerwałem się z miejsca. Muszę jej to powiedzieć. Ostatni raz. Rzuciłem na stolik pięć funtów i wypadłem z kawiarni. Rozglądałem się, próbując dostrzec ją pośród tłumu ludzi na ulicy. W końcu ją zobaczyłem. Rozkojarzona, nie patrząc, co robi weszła na jednię, żeby przejść na drugą stronę. Rozległ się klakson, ale ona jakby go nie słyszała-wielka ciężarówka jechała prosto na nią.
-Hermiono uważaj!-krzyknąłem w tym samym momencie podbiegając do niej i odpychając ją. 
Poczułem okropny ból w kręgosłupie i prawym ramieniu. Siła uderzenia uniosła mnie nad ziemię, na którą zaraz upadłem, dzięki czemu do wcześniejszych urazów doszedł jeszcze ból wszystkich innych części ciała. Z pewnością na całej ulicy rozległy się okrzyki przerażenia, ale ja słyszałem tylko ją. 
-Draco, o Boże, Draco!-podbiegła do mnie, uklękła i położyła sobie moją głowę na kolanach.-Coś ty zrobił, Draco? Dlaczego? 
-Kocham cię.-nie wiem, czy z moich ust wydobył się jakiś dźwięk, ale jeśli nie wyczytała te słowa z ruchu moich warg.
-Boże, ale dlaczego, Draco?-łzy płynęły po jej policzkach i kapały na moją twarz mieszając się z krwią.-Wszystko będzie dobrze, zaraz przyjedzie karetka i zabiorą cię do szpitala, a stamtąd przeniosą cię do Świętego Munga i cię wyleczą i wszystko będzie dobrze.-cały czas dotykała mojej twarzy albo głaskała po włosach. Pokręciłem przecząco głową. Wiedziałem, że nie będzie tak jak mówi. Otworzyłem usta, żeby coś powiedzieć.-Ciii...-delikatnie przytknęła palec do moich warg.-Nic już nie mów. Wszystko będzie dobrze, Draco.
-Mam nadzieję, że on robi to wszystko, co ja powinienem robić, kiedy byłem twoim mężczyzną.-powiedziałem cicho, zachrypniętym głosem.
-O czym ty mówisz, Draco, spokojnie, zaraz przyjadą...-nie usłyszałem już reszty tego zdania. Musiałem stracić na chwilę przytomność.
-Kocham cię, Miona.-wydusiłem z siebie ostatkiem sił. 
Spojrzała na mnie. Jej oczy były pełne łez, których cały czas przybywało.
-Draco, ja... Ja też cię kocham.
To było ostatnie, co usłyszałem. 
Zamknąłem oczy. 
Nagle zniknęły jej ręce i kolana pod moją głową. 
Potem zniknął też ból.
A później nie było już nic. 

"Although it hurts, I'll be the first to say that I was wrong
Oh, I know I'm probably much too late
To try an apologize for my mistakes
But I just want you to know
I hope he buys you flowers, I hope he holds your hand
Give you all his hours when he has the chance
Take you to every party ‘cause I remember how much you loved to dance
Do all the things I should’ve done when I was your man
Do all the things I should’ve done when I was your man."

czwartek, 21 sierpnia 2014

Liebster Awards

Hej :)
Zostałam nominowana do Liebster Awards przez Avada Kedavra za co bardzo jej dziękuję :) Niestety jeszcze nie czytałam jej bloga, ale wygląda bardzo zachęcająco i z całą pewnością niedługo się za niego wezmę :)
Adres to: http://mlode-pokolenie-hogwartu.blogspot.com

Zasady Liebster Award 
Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę”. Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie  obserwatorów więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował.


Pytania Avady :)

1. Czy zrobiłaś/łeś kiedyś coś czego będziesz żałował/a do końca życia?
Na pewno coś by się znalazło. Najprawdopodobniej po prostu jeszcze nie wiem, że będę
 tego żałować ;)
2. Masz jakieś dziwne przyzwyczajenia? Jeśli tak to jakie?
Hmmm... Lubię spać w za dużych koszulkach z jakichś filmów czy coś (czy to jest dziwne? ;)) A tak w ogóle to jest tego cała masa. Nienawidzę spać przy otwartych drzwiach do pokoju, ZAWSZE czytam ostatnie zdanie lub stronę książki przed rozpoczęciem jej, zawsze przed zaśnięciem wyobrażam sobie jakieś niemożliwe historie albo jak bym chciała, żeby wyglądała moja przyszłość :), lubię jak coś mi się w nocy świeci w pokoju, notorycznie rysuję po rękach (co doprowadza moich rodziców do szału) lub w zeszytach szkolnych (co doprowadza do szału moich nauczycieli), mogę obejrzeć film 10 razy, a i tak zawsze będę ryczeć w tym samym momencie i tak samo mam z książkami. Gdybym miała wymieniać wszystko to naprawdę długo by mi zeszło, więc już sobie odpuszczę ;)
3. Kiedy lepiej Ci się pisze - w dzień, czy w nocy?
Zdecydowanie w nocy. Jestem nocnym stworzeniem, a później wstaję (lub raczej siłą zostaję zwleczona z łóżka) o 12 i kiedy inni jedzą obiad ja ledwo kończę "śniadanie" :) Do rannych ptaszków zdecydowanie nie należę. Przespałam kiedyś ciurkiem 14 godzin :)
4. Książka, która dała Ci najwięcej do myślenia.
"Gwiazd Naszych Wina" Johna Greena
5. Co sądzisz o samookaleczaniu się? Czy jest to wynik tchórzostwa i uciekania od problemów?
Nie wiem czego to jest wynik-nie rozumiem tego i prawdopodobnie nigdy tego nie zrozumiem, więc nie będę się wypowiadać.
6. Jakie jest twoje największe marzenie?
Powiem tak:nierealne: Hogwart (oczywiście) i Draco Malfoy/Tom Felton ;)
realnie: żeby było dobrze. Nie mam specjalnych i równocześnie realnych wymagań :) No, póki co chciałabym mieć kiedyś 4 dzieci, ale mama mówi, że po 2 mi przejdzie, więc nic już się nie odzywam ;)
7. Jakiego gatunku muzyki najbardziej lubisz słuchać?
Nie wiem, słucham różnych :) Jestem raczej otwarta na propozycję. Słucham i Glee i Three Days Grace i nie umiem wybrać jednego gatunku. Chociaż nie znoszę rapu-wybaczcie fani, ale to do mnie nie trafia-zwaszcza rap polski. Jak jest połączony z czymś innym to jeszcze okej, ale po sam w sobie rap nie sięgam.

8. Jakie jest twoje największe osiągnięcie?
 Hmm... Myślę, że fakt, iż przetrwałam ostatni rok w mojej szkole może być tym osiągnięciem ;) A tak serio to może pisanie, to że założyłam bloga? A może to, że moja miniaturka wygrała konkurs w grupie potterowej na facebooku? Tak, z tego ostatniego rzeczywiście jestem zadowolona :)
 
9. Ulubiona potrawa?
 Nie mam pojęcia.
 
10. Ulubiona pora roku?
Kocham lato, ale równocześnie jakoś lubię też zimę-ze skrajności w skrajność :)
 
11. Co najczęściej jest twoją inspiracją podczas pisania?
Ludzie (w szczególności moi kochani idioci z klasy ;)), życie, książki i filmy, a czasami nawet głupia reklama ;)



Nominuję:
1. http://historie-milosci-draco-hermiona.blogspot.com/
2. http://nie-pytaj-mnie-o-jutro.blogspot.com/
3. http://dramione-lovers.blogspot.com/
4. http://tajemnice-severusa-snapea.blogspot.com.tr/
5. http://draco-hermiona-love-after-hate.blogspot.com/
6. http://nowy-hogwart.blogspot.com/
7. http://hermiona-and-draco-love.blogspot.com/
8. http://hermiona-and-draco-love.blogspot.com/
9. http://prawdziwahistoriadramione.blogspot.com/
10. http://diabelska-wpadka.blogspot.com/
11. http://dramione-gdy-jestesmy-sami.blogspot.com/

Moje pytania:
 1. Co/kto Cię skłonił/o do sięgnięcia po HP?
2. Jaka jest Twoja ulubiona książka?
3. Jaki jest Twój ulubiony film/serial?
4. Kto jest Twoim ulubionym wokalistą/zespołem?
5. Co lubisz robić w wolnym czasie?
6. Dokąd najbardziej chciałabyś/chciałbyś pojechać lub zamieszkać?
7. Jaka jest Twoja najbardziej znienawidzona postać z HP i jaka jest ulubiona?
8. Gdybyś miał/a wziąć udział w Bitwie o Hogwart po której stronie byś stanął/stanęła?
9. Gdybyś mógł/mogła wybierać do jakiego domu byś się przydzielił/a?
10. Jeśli miałabyś/miałbyś okazję do poznania i zaprzyjaźnienia się z jednym członkiem obsady HP, kto by to był?
11. Co skłoniło Cię do pisania?

No, to chyba tyle :) Mam nadzieję, że niedługo wrócę z nowym rozdziałem :)
Cassandra :*


wtorek, 8 lipca 2014

Rozdział 11

Kochani!
Przepraszam za kolejną strasznie długą przerwę, ale najpierw był koniec roku, a później dopadł mnie pożeracz weny i przez jakiś czas albo nie byłam w stanie nic napisać albo pisałam po kilka zdań i dalej nie mogłam. Dzisiaj coś mnie napadło i napisałam większość tego rozdziału :)
Mam nadzieję, że ktoś tu jeszcze jest :)
Cassandra


Hermiona
Obudziły mnie promienie słońca wpadające przez okno mojego dormitorium. Musiałam nie zasłonić wczoraj zasłon. A właściwie, to kiedy ja poszłam spać? Nie pamiętam, żebym szła do sypialni... Mniejsza z tym. Jest za wcześnie na myślenie, a mi jest za wygodnie. Właśnie... Ta poduszka jest jakaś dziwna... Znaczy wygodna, ale nie przypominam sobie, żebym wcześniej na takiej spała w Hogwarcie... Może Mrużka mi ją wczoraj przyniosła. Przesunęłam po niej dłonią. I jakiś inny materiał... Chwila dlaczego ta poduszka ma ręce?! Otworzyłam oczy i...

Draco
-MALFOY!!!!!!!!!!!!!!-usłyszałem wrzask i otworzyłem oczy.
Granger siedziała na łóżku obok mnie zakryta kołdrą po szyję i patrzyła na mnie wzrokiem, którego nie powstydziłby się Bazyliszek.
-Co jest, Granger?-zapytałem nonszalancko.
-Jak to co...?!-w tym momencie drzwi do pokoju otworzyły się i stanęli w nich zdyszani Diabeł i Wiewiórka. Widocznie zapomniałem rzucić wczoraj silencio.
Blaise patrzył to na mnie to na Hermionę, a w końcu posłał mi znaczące spojrzenie spod lekko uniesionych brwi. Natomiast Ruda stała z otwartą buzią i oczami wielkości galeonów, jakby nie wierzyła w to co widzi.
-No, widzę, że nawet ostatnia dziewica została porwana przez Smoka...-stwierdził Zabini z uznaniem z trudem powstrzymując się od śmiechu.
-To wcale nie tak!-krzyknęliśmy razem z Granger równocześnie.
Na to Blaise nie wytrzymał i parsknął śmiechem.
-Malfoy, jeśli TY mi tu natychmiast, na pieprzonego Merlina, nie wytłumaczysz, co robisz w MOIM łóżku, to JA skończę w Azkabanie, a TY trzy metry pod ziemią w ogródku Hagrida!-wydarła się.
-No właśnie, Smoku, czekamy.-Diabeł posłał mi rozbawione spojrzenie opierając się o framugę drzwi i skorzystał z chwilowej "nieobecności" Rudej obejmując ją ramieniem i przyciągając do siebie.-Szczególnie ciekawią mnie te ubrania porozrzucane po całej wieży...
-To naprawdę nie tak!-powiedziałem stanowczo.
-A więc jak?-zapytał Blaise, który chyba bardzo chciał zobaczyć jak Granger mnie morduje i zakopuje w ogródku tego głąba.
-No, więc... Po tym jak zobaczyliśmy... ich.-nie wiedziałem czy Hermiona chce powiedzieć Wiewiórce o łasicu.-Byłaś wściekła i poszliśmy do naszej wieży. Piliśmy ognistą, a ty mi o TYM opowiadałaś. Wypiłaś ponad trzy-czwarte butelki i zaczynałaś trochę bredzić więc powiedziałem, że powinnaś się położyć. Ponieważ nie mogłaś ustać na nogach zaniosłem cię do sypialni. I w ten właśnie sposób, Diable, ta marynarka i buty znalazły się na podłodze w pokoju wspólnym. Kiedy posadziłem cię na łóżku i chciałem wyjść, poprosiłaś, żebym pomógł ci zdjąć sukienkę, bo ci niewygodnie i rzuciłaś ją tam.-wskazałem na róg pokoju, gdzie leżało ubranie.-Później poprosiłaś mnie o szklankę wody.-machnąłem ręką w kierunku naczynia stojącego na szafce nocnej po stronie gryffonki.-A potem, kiedy znowu ruszyłem do wyjścia powiedziałaś, żebym cię nie zostawiał samej. Powtórzyłaś to dwa albo trzy razy i w końcu się zgodziłem, a ty potraktowałaś mnie jak poduszkę. A i jeszcze stwierdziłaś, że jestem "cholernie wygodny".
 -Podaj mi jeden powód, dla którego mamy ci uwierzyć, Smoku...-poprosił Diabeł ze złośliwym uśmiechem.
-Jak chcecie możecie dać mi veritaserum.-wzruszyłem ramionami i wstałem z łóżka. Bez krępacji założyłem spodnie i wziąłem koszulę i buty z podłogi.-A teraz, wybaczcie, ale chciałem wziąć prysznic, a wydaje mi się, że Granger nie chce mnie teraz oglądać, więc nie skorzystam z jej łazienki.
Blaise parsknął, ale w tym samym momencie Ginny zdała sobie sprawę z tego, co on robi, więc zaczęła się wyrywać i wyzywać go debili i popapranych maniaków seksualnych więc opuścił sypialnię Granger razem ze mną, aby uniknąć niechybnej śmierci z rąk tej niedużej gryffonki.

Hermiona
Kiedy Zabini i Malfoy już wyszli Ginny troszkę ochłonęła i usiadła obok mnie na łóżku.
-Miona, co to było?-zapytała marszcząc brwi.
-Nie wiem, Gin.-odparłam zgodnie z prawdą.-Niewiele pamiętam.-spojrzała na mnie pytająco.-Rzeczywiście piliśmy. Dużo piliśmy. No, przynajmniej ja. Nie wiem co działo się potem, film urywa mi się jeszcze w pokoju wspólnym, na kanapie.
-I co zrobimy?
-W jakim sensie?
-Wierzysz mu?
-Chyba nie mam wyboru...-westchnęłam.-Pamiętasz, co się stało u Freda i Angeliny? Kiedy bliźniacy stwierdzili, że jestem nie w sosie i trzeba mnie upić?-skinęła głową.
Myślami wróciłam do tamtej nocy.
Siedziałam sama na parapecie w nowo zakupionym domu Freda i Angeliny patrząc w okno i od godziny pijąc ten sam kieliszek czerwonego wina. To było jeden wieczór po tym jak się rozstaliśmy. W momencie kiedy pomyślałam, że odsiedziałam tu już dość i mogę wrócić do domu podszedł do mnie George.
-Co jest, Miona?-zapytał.
-Nic.-powiedziałam przywołując na twarz słaby uśmiech.-Wszystko w porządku.
-Coś mi się nie wydaje.-stwierdził.-Hej, gospodarzu!-zawołał widząc brata kilka metrów od nas rozmawiającego z Lee Jordanem. Odwrócił się słysząc głos George'a.-Panna Granger potrzebuje czegoś mocnego!
-Nie, George, naprawdę, wszystko w porządku.-broniłam się, ale Fred już uśmiechnął się szeroko i ruszył w naszą stronę przywołując równocześnie z barku butelkę Ognistej Whiskey. 
-A cóż się naszej Mionce stało?-zapytał otwierając butelkę.
-Wygląda na to, że złapała niezłego doła.-odparł George patrząc na mnie spod uniesionych brwi.
-I to od wczoraj. Już jak byliśmy na Pokątnej coś było nie tak.
-Pewnie typowy dla uczniów "dół przed-szkolny".-stwierdził tonem znawcy.-Szczególnie mocno odczuwany przez studentów ostatniej klasy.
-Dokładnie.-potwierdził Fred kiwając głową.-Jak widać nasza kochana panna Granger znormalniała nie tylko pod względem ubierania się, ale również jej tok myślenia uległ poważnej zmianie. Jest zdołowana myślą o szkole! Hermiona Granger, Panna-Ja-Wiem-To-Wszystko jest zdołowana tym, że musi iść do szkoły! Świat się wali, Georgie! Tutaj chyba nie są nawet potrzebne szklanki.-podsunął mi butelkę.-Pij, Mionuś.
-Nie, Fred, naprawdę jest okej...
-Nie, Miona, naprawdę pij.-wcisnął mi naczynie w rękę i patrzył wyczekująco.
Napiłam się i zaraz skrzywiłam. Merlinie, jak to pali! Ale w sumie to całkiem przyjemne. Pociągnęłam zdrowo z butelki. Nagle przestała mi przeszkadzać głośna muzyka-kolejny łyk-i ci wszyscy ludzie dookoła. Piłam i z każdym kolejnym razem czułam się coraz lepiej. Właściwie wtedy po raz pierwszy w życiu tyle wypiłam. Z Ognistą Whiskey miałam bezpośrednią styczność tylko po śmierci Szalonookiego, a wtedy przecież wypiliśmy po jednej niedużej szklaneczce, nie to co tutaj. Po chwili próbowałam wstać, bo nagle stwierdziłam, że chce tańczyć. Oczywiście nie wzięłam pod uwagę tego, że raczej będę miała mały problem z równowagą i gdyby bliźniacy mnie nie złapali jak nic zaliczyłabym bliskie spotkanie z podłogą. Posadzili mnie z powrotem na parapecie i usiedli po moich dwóch stronach. Próbowali coś ze mnie wyciągnąć, ale nawet Ognista nie była w stanie rozwiązać mi języka. W pewnym momencie zaczęło mi strasznie huczeć w głowie. Takie głośne ŁUP ŁUP ŁUP, a potem BUM, ŚWIST i od nowa. 
-Hej, co tak huczy?-zapytał George.
Spojrzałam na niego szczerze zdziwiona.
-Wy też to słyszycie? Myślałam, że to w mojej głowie...
Fred parsknął śmiechem.
-Miona, my nie daliśmy ci zioła, tylko ognis...-urwał w pół słowa, a uśmiech nagle zniknął mu z twarzy.-Kurwa mać! Ci debile puszczają fajerwerki za domem!-zerwał się z miejsca.-Angelina mnie zabije!
I mniej więcej w tym momencie urywają się moje wspomnienia. Z opowieści wiem tyle, że tańczyłam na stole, za wszelką cenę chciałam wykąpać się w oczku wodnym, usiłowałam wycałować Olivera Wooda, a kiedy George na chwilę spuścił mnie z oka jakimś cudem wlazłam na dach i śpiewałam na całe gardło hymn Anglii. -Patrząc na te wydarzenia wersja Malfoy'a wydaje się nadzwyczaj spokojna, prawda? Ale przecież... Zawsze możemy skorzystać z myślodsiewni.
-A skąd chcesz wziąć myślodsiewnię?
-Dostałam kiedyś jedną.
Ginny westchnęła.
-A tak właściwie to, która godzina?-zapytałam.
-Przed ósmą.
-Jak dobrze, że nie ma dzisiaj szkoły.-westchnęłam.-Masz jakieś plany?
-Unikać debila.
Spojrzałam na nią pytająco.
-Zabiniego.-wyjaśniła.
-Czyli nie masz nic przeciwko nielegalnej, odstresowującej wycieczce do Hogsmeade mającej na celu zakupy i zdobycia piwa kremowego oraz słodyczy na babski wieczór, który miałby się odbyć dziś wieczorem?
-Absolutnie.

Draco
Po wyjściu z sypialni Granger poszedłem do swojego dormitorium, a Blaise ruszył zaraz za mną. Usilnie milczał i czułem jego spojrzenie wwiercające się w moje nagie plecy. Wszedłem do pokoju nie zważając na to, że Blaise idzie za mną i usiłowałem zamknąć drzwi, ale zatrzymał je i zamknął dopiero po wejściu. Podszedłem do szafy, żeby wyciągnąć jakieś ubrania na dzisiaj uprzednio rzucając koszulę na łóżko. Zabini nadal uparcie się na mnie patrzył i nic nie mówił. Westchnąłem.
-O co ci chodzi, Blaise?
-Wiesz o co.-zmarszczył brwi.
-Najwidoczniej za dużo czasu przebywamy z gryfonami i ich głupota mi się udzieliła-nie wiem.
-U Miony mogłem żartować, ale teraz mówię serio. Co wy tam robiliście?
-Nic poza tym, co powiedziałem. 
-Draco, nie znamy się od dziś.-przejechał dłonią po swoich krótkich włosach.-Wiem jaki masz stosunek do dziewczyn. Nie traktujesz ich poważnie. Sam nie raz mówiłeś-związki nie są dla ciebie. Ty wolisz przygody na jedną, góra dwie noce. 
-My tylko spaliśmy w jednym łóżku.-wysyczałem akcentując wyraźnie każdą sylabę. 
-Draco... Naprawdę.-westchnął.-Ja naprawdę lubię Hermionę i nie chcę, żebyś ją skrzywdził. Myślę, że ty sam najlepiej wiesz jaki masz sposób życia...
-A co jeśli tym razem jest inaczej?!-warknąłem odwracając się z powrotem do szafy i ze złością zacząłem przerzucać ubrania.-Co jeśli nie chcę jej skrzywdzić?!
-Draco, posłuchaj...
Odwróciłem się gwałtownie.
-Nie, Blaise, to ty posłuchaj.-podszedłem do niego tak, że dzieliło nas kilkanaście centymetrów.-Wiem jaki jestem. Wiem, że zrobiłem w życiu wiele głupich i złych rzeczy i wiem, że patrząc na nie rzeczywiście ktoś, kto nie zna mnie dobrze mógłby zarzucić mi wszystko to, co powiedziałeś przed chwilą, ale my ponoć się przyjaźnimy, więc chyba nie powinieneś mnie tak łatwo osądzać!-ostatnie słowa praktycznie wykrzyczałem.
-Masz rację!-on też już tracił cierpliwość.-Ponoć się przyjaźnimy! Właśnie: PONOĆ! Prawda jest taka, Malfoy, że nikogo do siebie nie dopuszczasz! Większość myśli, że ja czy Pansy wiemy o tobie praktycznie wszystko i wszystkie te rozchichotane dziewczyny obsiadają nas z pytaniami co lubisz, co chciałbyś robić i tak dalej, a ja czasami nawet nie wiem co odpowiedzieć!-zaczął wyliczać na palcach.-Nikomu nic nie mówisz, a twoje "osobiste" zwierzenia wyglądają w najlepszym wypadku: Oni chyba chcą nas zabić, po co tyle zadają? Jak gdzieś wychodzisz nigdy nie mówisz ani gdzie idziesz, ani później gdzie byłeś, a jak ktoś się pyta to czasami łaskawie odpowiesz: "gdzieś". A teraz? Od kilku tygodni widzę jak patrzysz na Hermionę, ale za każdym razem jak zacznę ten temat, czy nawet o niej wspomnę nagle masz coś do załatwienia, albo zaczynasz mówić o czymś innym! Naprawdę uważasz, że wszyscy mają cię tak samo gdzieś jak ty ich?! Ja naprawdę chciałbym wiedzieć co się dzieje z Hermioną, czemu Astoria napada cię na każdym kroku, dlaczego TWOJA mama pisze do mnie, DO MNIE, czy u CIEBIE wszystko w porządku, ale nie! Bo przecież pan Wielki-Czystokrwisty-Arystokrata-Malfoy nikomu nie powie co się u niego dzieje, nawet, ponoć, najlepszemu przyjacielowi!
Po wypowiedzeniu ostatnich słów Blaise opadł bezsilnie na fotel. Kilka minut trwaliśmy w ciszy, a później podszedłem do barku i nalałem nam po szklance Ognistej Whiskey. Podałem mu jedną, a on wypił ją jednym haustem. Usiadłem na kanapie obok fotela i powiedziałem:
-Blaise, ja... Wiem, że nie jestem wymarzonym przyjacielem, ale...
-Draco, naprawdę, zrozum, że są ludzie którzy nie mają cię gdzieś i którym na tobie zależy.
-Wiem, Blaise, ale ja... Nie potrafię. Ciężko mi jest się otworzyć, nawet przed tobą. Jak byłem mały w domu panowało wiele zasad. Najważniejszą było nie zawracać ojcu głowy. On interesował się mną tylko wtedy, kiedy było mu to na rękę albo kiedy miałem kłopoty. Ile razy mnie w życiu pochwalił mogę policzyć na palcach u jednej ręki. Miałem co chciałem-to prawda. Byłem rozpieszczony do granic możliwości. Przez mamę. Chyba w ten sposób chciała mi wynagrodzić to, że mają mnie gdzieś. Może ona nawet mnie kochała, ale ojciec za każdym razem kiedy chciała mi w jakiś sposób okazać uczucia ojciec stawał jej na drodze. Twierdził, że to niewychowawcze, że jego ojciec wychował go bez uczuć i on też ma zamiar tak zrobić, bo dzięki temu dzieci są lepiej przygotowane na przyszłość. Nauczyłem się trzymać wszystko w sobie, nauczyłem się, że i tak nikogo to nie interesuje, nauczyłem się traktować innych tak jak rodzice traktowali mnie. Teraz, po wojnie, mama jakby się obudziła. Zaczęła stawiać się ojcu, przejmować mną i tym co się ze mną dzieje, żyć własnym życiem. Napisała do ciebie, bo zignorowałem kilka jej ostatnich listów. Co do Astorii to...-opowiedziałem mu o spisku mojego ojca z jej rodzicami.-Twoja mama od razu się nie zgodziła, pewnie dlatego nawet ci nie powiedziała. Ja o tobie usłyszałem przypadkiem, jak mój ojciec rozmawiał później z Greengrassem. 
-Nie wierzę.-powiedział bardziej do siebie Blaise.-Ona naprawdę myśli, że ty...-pokiwałem głową.-I to dlatego była taka namolna?-kolejne skinięcie.-O kurwa.
-Mniej więcej.-posłałem mu słaby uśmiech.
-Przepraszam, że tak na ciebie naskoczyłem.
-Miałeś całkowitą rację. Jestem zamkniętym w sobie dupkiem, który nie da rady stworzyć trwałego związku, ponieważ nie dopuści do siebie nawet własnej żony.
Zaśmiał się.
-Może nie tak od razu. Po prostu musisz... Od czasu do czasu pogadać z kimś o tym co się u ciebie dzieje i tak dalej, no wiesz... Od serca.
A jeśli ja nie mam serca?
-W porządku.-westchnąłem.
-No, to co się dzieje z tą Hermioną?-zapytał po chwili z uśmiechem.
-Żebym o tym z tobą pogadał musi być wieczór i ognista.-zaśmialiśmy się.
Wstał.
-W takim razie trzymam cię za słowo. Przyjdę tu wieczorem.-dodał z uśmiechem i lekką groźbą w głosie.
Wyszedł, a ja wreszcie poszedłem do łazienki, żeby wziąć ten cholerny prysznic.

czwartek, 1 maja 2014

Rozdział 10

Kochani!
Przepraszam, że tak długo nie wstawiałam kolejnych rozdziałów (tego ostatniego w zasadzie nie można nazwać rozdziałem) ale wciągnęłam się w tą miniaturkę i musiałam ją skończyć. Obiecuję, że teraz przez jakiś czas będzie tutaj tylko opowiadanie :) Wydaje mi się, że ten rozdział jest trochę dłuższy niż inne i zawarłam w nim chyba wszystko, co chciałam :)
Rozdział dedykuję Haley :) Trzymaj się, kochana!
Cassandra :*

 Draco
Od zakończenia naszego finałowego występu minęły dwie godziny. Profesor Mcgonagall podziękowała nam i pogratulowała "niesamowitego wyczucia rytmu". I uśmiechnęła się! Merlinie, co się dzieje z tą kobietą?! Teraz siedzę sobie przy stoliku w rogu Wielkiej Sali usiłując ukryć się przed Astorią Greengrass. Głupia krowa napastuje mnie odkąd tylko zaczął się bal! Nawet chciała mi towarzyszyć przed występem, za kulisami, ale w jakiś cudowny sposób Pansy udało się ją zbyć. Wbrew pozorom ona wcale nie jest taka głupia i pusta, jak mówią. I co ważne-dobra z niej przyjaciółka. Czasami, no dobra, często, zachowywałem się w stosunku do wszystkich jak dupek i jakiś pieprzony czystokrwisty arystokrata (którym oczywiście jestem, ale nie o to tu chodzi) a ona i Blaise nigdy mnie nie wystawili i od czasu do czasu tylko postawili do pionu, kiedy zaczynałem przesadzać.
-Co jest, Smoku?-zapytał Diabeł podchodząc do mojego stolika i siadając.-Nie dość, że siedzisz zamiast tańczyć to jeszcze nawet bez ognistej!
-Greengrass znowu na wolności.-westchnąłem obracając w dłoniach pustą szklaneczkę po ponczu (bezalkoholowym, cholera!). Dostrzegłem w tłumie baaaardzo krótką czerwoną sukienkę i masę blond włosów. -Kurwa.-wyrwało mi się.-Idzie tu.-dzięki Bogu zauważyłem niedaleko Hermionę.
Podszedłem do niej szybko.
-Zatańczysz ze mną?
-Co?-zapytała zszokowana.
-Czy ze mną zatańczysz?
-No... Dobrze.-nadal wyglądała jakby nic nie rozumiała. Trudno.
Objąłem ją jedną ręką w talii, drugą złapałem jej lewą dłoń, a ona położyła swoją prawą na moim ramieniu. Leciała akurat jakaś mugolska wolna piosenka, jak ona się nazywała... A już wiem, Endless love. Spojrzałem na nią. Wyglądała niesamowicie w tej sukience. Buty na obcasie dodawały jej wzrostu, ale nadal była sporo ode mnie niższa. Włosy ułożyła w delikatne fale spływające po plecach i ramionach. Merlinie, dlaczego ona musi być taka cudowna?! Albo nie, lepsze pytanie: Dlaczego ja tego wcześniej nie widziałem?!
-Ładnie wyglądasz.-palnąłem zanim zdążyłem się powstrzymać.
Spojrzała na mnie jeszcze bardziej zszokowana, a ja usłyszałem z tyłu głos Blaise'a.
-Hej, Astoria.
-Witaj, Diabełku.-powiedziała tym swoim przesłodzonym irytującym głosikiem.
-Fantastyczna sukienka! Krótszych nie było?
Nie musiałem się odwracać, żeby wiedzieć, że spiorunowała go wzrokiem.
-Nie widziałeś nigdzie Draco?
-Nie...-powiedział ze sztucznym smutkiem.-A tak chciałem z nim zatańczyć... No, ale cóż. On chyba woli szatynki...
Hermiona słysząc to wszystko spojrzała na mnie marszcząc lekko brwi.
-Poprosiłeś mnie do tańca tylko, żeby uciec od Greengrass?
-Nie-zaprzeczyłem.-to był tylko pretekst. Inaczej Diabeł i Ruda nie daliby nam żyć.-uśmiechnąłem się lekko.
Odwzajemniła ten gest nadal niepewnie.

***

Przetańczyliśmy razem jeszcze kilka piosenek. Później podszedł do nas Blaise.
-Smoku, pożycz mi na chwilkę Mionę.-poprosił z szerokim uśmiechem.-Zaraz oddam, obiecuję.
-Nie mnie się pytaj o pozwolenie, Diable.-powiedziałem, ale wcale mi się nie uśmiechała ta "pożyczka". Dobrze nam się tańczyło i (co dziwne) rozmawiało.
-Dobrze, w takim razie: Panno Granger, czy uczyni mi pani ten zaszczyt i zatańczy ze mną?-zapytał kłaniając się i szarmancko podając jej dłoń.
-Z wielką przyjemnością, panie Zabini.-odparła śmiejąc się.
Diabeł pociągnął ją z rękę i już po chwili wirowali na środku Wielkiej Sali. Śmiali się głośno, kiedy potykali się o swoje nogi, źle skręcali ręce, albo zderzali. Przy nim czuła się znacznie swobodniej niż przy mnie... I co się dziwisz, idioto?! Przez siedem lat dzień w dzień upokarzałeś ją i obrażałeś, a teraz kiedy nagle nie wiadomo dlaczego zaczęła ci się podobać (nie ma sensu zaprzeczać) myślisz, że rzuci ci się na szyję?!
-Kurwa.-przekląłem po raz kolejny, siadając przy jakimś stole.
Niestety nie dane było mi siedzieć w spokoju. Ktoś zakrył mi oczy dłońmi i poczułem ciepły oddech na policzku. Błagam, żeby to Pansy robiła sobie jaja...
-Szukałam cię cały wieczór, Draco.-szepnęła Astoria.
Kurwa.
-Nie uważasz, że to nieładnie tak kogoś ignorować...?-jej krwistoczerwone usta były tuż przy moim uchu.
-Nie słynę z dobrego wychowania.
Zabrała ręce z mojej twarzy.
-Zatańcz ze mną, Draco.
-Przykro mi... A właściwie, to nie, wcale nie jest mi przykro, Astorio, ale nie mam zamiaru z tobą tańczyć.
-Och, bądź mężczyzną!-krzyknęła i usiadła na blacie stołu przede mną. Złapała kurczowo moją koszulę i przyciągnęła do siebie. Jej usta znajdowały się dosłownie kilka centymetrów od moich.
-Wiem, że mnie pragniesz.-oblizała wargi.-Nie jesteśmy już dziećmi, nie musisz tego ukrywać...
Przysunęła się jeszcze bliżej, nasze nosy się zetknęły. Już prawie...

***

Hermiona
Razem z Blaisem tańczyliśmy i śmialiśmy się na środku Wielkiej Sali, kiedy moją uwagę przykuła blondynka w bardzo krótkiej czerwonej, obcisłej sukience siedząca na stole i nachylająca się do jakiegoś chłopaka, którego twarzy nie widziałam. Blaise okręcił mnie i tym samym umożliwił zobaczenie kim jest chłopak w chwili kiedy dziewczyna przycisnęła swoje wargi do jego ust. Potknęłam się i jak nic bym się wywaliła, gdyby Zabini mnie nie złapał. To był Draco! A kim była dziewczyna? Oczywiście, Astoria Greengrass! A ja głupia, naiwna uwierzyłam mu, kiedy mówił, że naprawdę chciał ze mną zatańczyć! Nie wiem dlaczego oczy zaszły mi łzami. Przecież powinnam była spodziewać się po nim takiego zachowania.
-Wszystko w porządku?-zapytał Blaise zaniepokojony.
Skinęłam głową wciąż przypatrując się temu cholernemu arystokracie i tej... dziewczynie, która właśnie została odepchnięta przez Dracona Malfoy'a!
-Opanuj się, dziewczyno!-krzyknął.-Nie chcę mieć z tobą nic wspólnego, zrozum to w końcu!
I odszedł. Ruszył do wyjścia z Wielkiej Sali. Spojrzałam na Diabła. Skinął głową.
-Idź.-powiedział z przebiegłym uśmiechem. Chyba coś kombinował.
Szybkim krokiem ruszyłam za blondwłosym ślizgonem. Zobaczyłam go w jednym z bocznych korytarzy.
-Malfoy!-krzyknęłam za nim.-Draco!
Odwrócił się. Dogoniłam go.
-Dlaczego za mną poszłaś?-zapytał cicho po chwili milczenia.
Zastanowiłam się nad tym.
-Nie wiem.-i rzeczywiście nie wiedziałam.-Coś mi kazało.
Parsknął krótko i zatrzymał się. Myślałam, że chce mnie zwyzywać i już prawie zaczęłam żałować, że za nim poszłam, ale nie. On odwrócił się do mnie plecami i z całej siły kopnął w ścianę. Syknął z bólu, ale zrobił to jeszcze raz. I jeszcze. I jeszcze. Położyłam mu dłoń na ramieniu.
-Uspokój się.-szepnęłam.
Najpierw spiął się, a później rozluźnił. Spojrzał na mnie.
-Chodźmy na wierzę astronomiczną.-powiedział.
Skinęłam głową.

***

Usiedliśmy na kamiennej posadzce i spuściliśmy nogi w dół. Przez chwilę milczeliśmy. Wyjął z wewnętrznej kieszeni marynarki opakowanie papierosów i zapalił jednego. Poczęstował mnie, ale pokręciłam przecząco głową.
-Zaczęło się trzy lata temu.-powiedział nagle. Spojrzałam na niego zaciekawiona.-Moi rodzice razem z jej wymyślili, że zaaranżują nasze małżeństwo.-chodziło mu o Astorię.-Jej starsza siostra, Dafne miała wyjść za Blaise'a, według planów jej rodziców, ale mama Diabła jest normalna i nie zgodziła się na to. Stwierdziła, że woli aby jej syn był szczęśliwy bez majątku, niż żeby był bogaty i się męczył. Żałuję, że moi rodzice nie mają takiego podejścia. Mieliśmy się zaręczyć jak tylko Astoria skończy siedemnaście lat. Ale zacząłem się opierać. Kiedy przyszło co do czego odmówiłem. Ojciec chciał mnie wydziedziczyć i wyrzucić z domu, jednak matka nie pozwoliła mu na to. Zresztą ona też nie była zwolenniczką tego związku. Tak jak wszystkie inne fantastyczne pomysły ten również należał do ojca. Od dwóch lat Astoria cały czas za mną łazi i myśli, że ja tak jak ona chcę tego związku. Od jej urodzin wszystko się nasiliło. Nie wiem, co ona sobie ubzdurała, ale twierdzi, że jej "pragnę".-prychnął z pogardą.
Odszukałam w ciemności jego dłoń i ścisnęłam ją pokrzepiająco. Właściwie sama nie wiem jak to się stało. Jeszcze niecały miesiąc temu miałam ochotę go zamordować, a teraz... Opowiada mi o swoim życiu, a ja... mu współczuję. Nagle przyszedł mi do głowy taki cytat: "Nie nienawidź za mocno, bo przyjdzie miłość. Nie kochaj za mocno, bo przyjdzie nienawiść". Nie pamiętam kto to powiedział, ale... Cholera, dlaczego ja w ogóle o nim pomyślałam?! Nienawiść, owszem była kiedyś, ale miłość?! Co ona tu robi. Zmieszana puściłam jego dłoń. Chłodny podmuch wiatru rozwiał mi włosy. Usłyszałam szelest materiału i po chwili poczułam, jak Draco zarzuca mi swoją marynarkę na ramiona.
-Dzięki.-powiedziałam cicho.
-Chodźmy już. Zapomniałem, że jest tak zimno, a ty masz na sobie tylko sukienkę.-wstał, wyrzucił niedopałek przez barierkę i podał mi rękę.
Przyjęłam ją z lekkim uśmiechem, który odwzajemnił. Zeszliśmy po schodach i mniej więcej w połowie drogi do Wielkiej Sali usłyszeliśmy czyjś pisk dochodzący z wnęki w korytarzu.

Draco
Odruchowo ruszyliśmy w stronę, z której dochodził dźwięk. We wnęce stał Weasley i ta idiotka Brown. Łasic obłapiał ją z każdej możliwej strony, a ona miała jedną ręką pod jego koszulą, a drugą przy spodniach. Skrzywiłem się z niesmakiem i spojrzałem na Hermionę. Usta miała zaciśnięte, a jej oczy szkliły się od łez. Nagle po raz kolejny ogarnęła mnie złość na łasica. Dlaczego ona płacze? Czy nadal coś do niego czuje? Mniejsza z tym. Nie powinna na to patrzeć. Pociągnąłem ją za rękę. Ani drgnęła. Spróbowałem jeszcze raz.
-Chodź, Hermiono.-powiedziałem miękko (aż sam się zdziwiłem).
Tym razem się ruszyła. Weasley właśnie pozbył się sukienki Brown. Granger wyrwała mi się i pobiegła przed siebie. Dogoniłem ją po chwili. Siedziała opierając się o ścianę z kolanami podciągniętymi pod brodę. Po policzkach wąskimi strumyczkami spływały jej łzy. Kucnąłem przed nią.
-Wciąż coś do niego czujesz?-zapytałem cicho.
Pokręciła głową i ukryła twarz między kolanami.
-To dlaczego płaczesz?
Zamiast mi odpowiedzieć wstrząsnął nią kolejny szloch. Z westchnieniem oparłem się o ścianę obok niej i niewiele myśląc objąłem ją ramieniem przyciągając do siebie. Co dziwne, nie wyrwała mi się, a przylgnęła do mnie jeszcze bardziej wtulając twarz w moją koszulę, która już po chwili jest mokra i brudna od jej łez i tuszu, ale jakoś mnie to specjalnie nie obchodziło. Kilka minut później trochę się uspokoiła i odsunęła ode mnie.
-Nie ma sensu wracać na bal, chodźmy do dormitorium.-powiedziałem, a ona pokiwała głową.
Wstałem i podałem jej dłoń, a ona ją przyjęła i też się podniosła. Otarła oczy i ruszyliśmy razem w stronę naszej wieży. 

***

Kiedy dotarliśmy do pokoju wspólnego Hermiona zdążyła już przejść całkowitą zmianę nastroju. Była wściekła i mruczała jakieś przekleństwa pod nosem. Usiadła na kanapie i powiedziała:
-Muszę się napić.
-Ognistej?-skinęła głową.-Naleję ci.-zaproponowałem podchodząc do barku, gdzie razem z Diabłem udało nam się już ukryć spory zapas.
Zaśmiała się.
-Jak już piję to porządnie. Nie pieprz się ze szklanką-podaj mi butelkę.
Uniosłem brwi zaskoczony. No dobra, na serio w ogóle nie znam tej dziewczyny. otworzyłem barek i wziąłem jedną dla niej, a po chwili namysłu drugą dla siebie. Usiadłem obok Hermiony i podałem jej trunek. Otworzyła butelkę i nie odrywając jej od ust wypiła jedną czwartą zawartości. Niezła jest. Również się napiłem.
-To o co chodzi z tym łasicem?-zapytałem czując jak złocisty płyn zaczyna krążyć po organizmie rozgrzewając go od środka.
-Zacznijmy od tego, że teraz nic do niego nie czuję. No, może poza obrzydzeniem. Denerwował mnie przez całe lata, obrażał się o byle co, a my z Harrym zawsze w końcu mu wybaczaliśmy. Był jak małe dziecko-kapryśny, infantylny, niezdecydowany. I rudy.-zaśmiałem się.-Oczywiście, nic nie mam do rudych ludzi i cała reszta Weasley'ów jest cudowna i bliska mi jak rodzina, szczególnie Ginny, ale u niego ten kolor sprawia, że czuję jakiś niesmak, nie wiem o co chodzi. Podczas bitwy o Hogwart, w komnacie tajemnic...
-Poczekaj-przerwałem jej.-Po co poszliście do komnaty tajemnic?
-Musieliśmy zdobyć kły bazyliszka.-oznajmiła, jakby była to najnormalniejsza rzecz na świecie.-Wciąż były nasączone jego jadem, który był nam potrzebny. Więc, kiedy byliśmy w komnacie tajemnic...
-Zaprowadzisz mnie tam kiedyś?
-Kurwa, Malfoy, jeśli jeszcze raz mi przerwiesz to nic ci nie opowiem.-wkurzyła się.
-No dobra, dobra. Ale zabierz mnie tam kiedyś...-posłała mi mordercze spojrzenie.
-Więc, kiedy byliśmy w tej komnacie...-uniosła ostrzegawczo palec widząc, że otwieram usta. Zamknąłem je.-Pocałował mnie. Byłam tak zaskoczona, że nie byłam w stanie się ruszyć. Później, głupia, oddałam ten pocałunek. Myślałam, że coś może z tego wyjść. Tak ładnie to brzmiało: przyjaciele od dziecka, dwoje z Wielkiej Trójki,  zakochują się w sobie. W wakacje mogło się zdawać, że wszystko jest idealne. Voldemort odszedł na zawsze, Harry był z Ginny, ja z Ronem-fantastycznie. Ale to tak jedynie wyglądało z zewnątrz. Jemu zależało tylko na jednym.-spojrzała na mnie znacząco.-Kiedy mu tego nie dałam powiedział, że wszystko w porządku, że możemy... poczekać. W tym czasie Gin rozstała się z Harrym, ale zrobili to za całkowitym porozumieniem. Lepiej im było jako przyjaciele oboje się co do tego zgodzili. Kilka dni później, umówiliśmy się w Dziurawym Kotle z Luną, Parvati Patil, Angeliną Johnson, ponieważ jest dziewczyną Freda, Deanem Thomasem i tą właśnie idiotką, Brown. Siedzieliśmy i gadaliśmy, a później poszliśmy na Pokątną zrobić zakupy do szkoły. Podzieliliśmy się na trzy grupy. Ja z Ginny i Luną poszłyśmy do Esów i Floresów, Harry z Fredem, Georgem i Angeliną do sklepu z miotłami i zajrzeć do ich "Dowcipów", żeby zobaczyć jak sprawdzają się nowi pracownicy, Ron miał iść z nimi, ale kiedy usłyszał, że Lavender idzie do Centrum Eeylopa z Deanem i Parvati, żeby kupić sobie jakąś sowę nagle stwierdził, że skończyła mu się karma dla Świstoświnki. Nie byłam tym zachwycona, ale cóż, nie miałam tam nic do powiedzenia. Odkąd... mu odmówiłam dziwnie się zachowywał. Zapewniał mnie, że wszystko dobrze, ale widziałam, że wcale nie. Po wizycie w księgarni przypomniałam sobie, że muszę iść do apteki po składniki do eliksirów. Zostawiłam dziewczyny w lodziarni Floriana z rzeczami i poszłam. Kiedy byłam przed apteką usłyszałam jakiś jęk zza rogu budynku. Nie zastanawiając się nad tym, co robię, odruchowo zajrzałam tam z różdżką wyjętą w pogotowiu i zobaczyłam...-napiła się Ognistej i wzięła głęboki oddech.-Rona. I Lavender. Byli mniej więcej w takim stanie jak dzisiaj.Wtedy coś we mnie pękło. Odbiegłam stamtąd płacząc, ale oni nawet tego nie zauważyli. Weszłam do Dziurawego Kotła i zamknęłam się w łazience. Przesiedziałam tam pół godziny rycząc jak bóbr. Później zrozumiałam, że on nie jest tego wart. Otarłam oczy i postanowiłam udawać, że nic nie widziałam. Wróciłam do apteki, kupiłam co trzeba i poszłam do dziewczyn. Na pytanie: co tak długo? powiedziałam, że była straszna kolejka i masa pierwszorocznych. Uwierzyły. Po kwadransie zeszła się cała reszta w tym Ron i Lavender. Udawali, że nic się nie stało. Tego samego dnia, wieczorem Ron zapytał czy możemy porozmawiać. Myślałam, że chce się przyznać, albo przeprosić czy coś takiego, ale nie. Powiedział, że chyba to nie była jednak dobra decyzja, wtedy w komnacie tajemnic. Że to było pod wpływem impulsu wywołanego bitwą. Że później myślał, że jakoś nam wyjdzie, ale jak się teraz zastanawia, to jednak wolał kiedy byliśmy przyjaciółmi. I zapytał, czy moglibyśmy wrócić do tego, co było wcześniej. A ja głupia, zamiast wykrzyczeć mu w twarz, co o nim sądzę i że ich widziałam zgodziłam się. Po prostu się z nim zgodziłam. Powiedziałam, że ja też o ty myślałam, od dłuższego czasu. Uściskaliśmy się "przyjacielsko"-zaznaczyła palcami cudzysłów w powietrzu.- i poszliśmy do swoich sypialni w Norze. Do dzisiaj nikomu o tym nie mówiłam, nawet Ginny, i sama nie wiem, co mnie skłoniło do powiedzenia tobie.-znowu się napiła.-Kiedy ich zobaczyłam... Przypomniał mi się tamten moment. Ostatnio, kiedy zwyzywał mnie od "puszczalskich" chodziło mu o to, że po naszym "rozstaniu" poszłam do kina z moim przyjacielem z dzieciństwa, mugolem, ale Ronowi powiedziałam, że to randka. Zrobiłam to z czystej złośliwości. Chciałam zobaczyć jego reakcję. Nie obeszło go to. A teraz nagle mi mówi, że gadają o mnie, że się puszczam. Jeśli ktokolwiek miałby rozpuszczać takie plotki, bo uwierz mi jeśli są, to są to plotki, to głównym podejrzanym jest jego cudowna Lavender.
Ogarnęła mnie złość. Po raz kolejny miałem ochotę zamordować, albo przynajmniej porządnie uszkodzić, łasica. Głupi, pieprzony, rudy gnojek! Jak on, kurwa, mógł...
-A co z szóstą klasą?-zapytałem przez zaciśnięte zęby.-Każdy głupi mógł zauważyć, że lepili się do siebie na każdym kroku, a ty chodziłaś zirytowana do granic możliwości albo przygnębiona.
-Sama nie wiem dlaczego. Jakaś głupia faza? Nastoletnie hormony? Nie wiem.-pokręciła głową i znowu się napiła.-To co? Dzisiejsza noc można nazwać nocą wyznań, nie?-zaśmiała się i po raz kolejny pociągnęła z butelki.-Wiesz co...?-nachyliła się do mnie i szepnęła mi do ucha.-W sumie, to jesteś całkiem w porządku. Tylko nie rozumiem, dlaczego teraz zachowujesz się normalnie, a wcześniej byłeś takim dupkiem...-i nagle dostała ataku śmiechu. Zupełnie nie wiem dlaczego. 
Spojrzałem na jej butelkę, którą trzymała w ręce. Ubyło ponad trzy-czwarte zawartości... Cholera.
-Wiesz co, Granger?
-Co?-wydusiła wciąż się śmiejąc.
-Powinnaś położyć się spać.-powiedziałem wstając.-Chodź zaprowadzę cię.
-Jeszcze nie...-zajęczała przeciągając samogłoski. 
-Tak, tak. Idziemy.-wyjąłem jej z dłoni Ognistą i pomogłem jej wstać. Zatoczyła się i z ramion spadła jej moja marynarka, którą wciąż miała na sobie. Trudno, niech leży. Puściłem ją na chwilę, żeby odstawić butelkę po alkoholu na stolik, a ona znowu się zatoczyła i prawie się przewróciła. Westchnąłem.-No, dobra, Granger. Zaniosę cię tam, okej? Tylko nie wierzgaj.
Zarzuciłem sobie jej ramię na szyję i chwyciłem ją jedną ręką pod kolanami, a drugą położyłem na plecach. Zaśmiała się.
-Jesteś taki duży...I taki silny... A ja jestem malutka... To tak jakbyś był jakimś smokiem... A czekaj, przecież ty jesteś smokiem!-krzyknęła i wybuchnęła śmiechem. Z tego wszystkiego aż spadły jej buty. Mniejsza z tym.
Ona wciąż się śmiała, a ja wszedłem po schodach i otworzyłem drzwi do jej sypialni. Posadziłem ją na skraju łóżka. Dalej się śmiała.
-Śpij, Granger.-powiedziałem z politowaniem.
-Niewygodnie mi...-jęknęła.-Chodź tu, Malfoy.-podszedłem, a ona odwróciła się tyłem.-Rozepnij mi sukienkę.
Spojrzałem na nią zaskoczony.
-Co?
-No, tam jest zamek. Rozepnij mi sukienkę.
-No dobra...-wykonałem jej polecenie, a ona spuściła nogi z łóżka i ściągnęła sukienkę rzucając ją w kąt pokoju.
Później wlazła pod kołdrę.
-Śpij.-powiedziałem po raz kolejny, odwracając się do drzwi.
-Malfoy...
- Co?-zapytałem trochę zirytowany.
-Pić mi się chce...
Podszedłem do stolika i nalałem jej wody z dzbanka do szklanki.
-Proszę.
-Dziękiiii...-przeciągnęła ostatnią samogłoskę biorąc ode mnie naczynie.
Znowu ruszyłem w kierunku drzwi.
-Malfoy...
-Co znowu?
-Zostań ze mną...
Odwróciłem się zszokowany. Ona zdecydowanie za dużo wypiła...
-Co?
-No, nie zostawiaj mnie tu samej...-poklepała łóżko obok siebie.-Chodź.
Westchnąłem.
-Prooooooszeeeeeeee...-znowu przeciągała samogłoski.
Dałem za wygraną i usiadłem obok niej na łóżku. Ściągnąłem spodnie i koszulę zostając w samych bokserkach, a później położyłem się i przykryłem nas kołdrą. Podpełzła do mnie i kładąc mi głowę na piersi wtuliła się we mnie jak w ulubioną przytulankę. Znowu westchnąłem i machnąłem różdżką, która leżała na stoliku nocnym gasząc światło Zamruczała z zadowoleniem.
-Jesteś cholernie wygodny, Malfoy.
-Śpij, Granger.
-Dobranoc, Malfoy.
-Dobranoc, Granger.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Ps. Dodaję zdjęcia strojów do tej i poprzedniej notki :)
 sukienka Ginny do "Parachute"
 Sukienka Miony do "Time of my life"
 Sukienka Miony do "Hallelujah" i "Broken"
Normalna sukienka Miony
Sukienka Ginny do "Somethin' stupid" i normalna