Kochani!
Przepraszam, że tak długo nie wstawiałam kolejnych rozdziałów (tego ostatniego w zasadzie nie można nazwać rozdziałem) ale wciągnęłam się w tą miniaturkę i musiałam ją skończyć. Obiecuję, że teraz przez jakiś czas będzie tutaj tylko opowiadanie :) Wydaje mi się, że ten rozdział jest trochę dłuższy niż inne i zawarłam w nim chyba wszystko, co chciałam :)
Rozdział dedykuję Haley :) Trzymaj się, kochana!
Cassandra :*
Draco
Przepraszam, że tak długo nie wstawiałam kolejnych rozdziałów (tego ostatniego w zasadzie nie można nazwać rozdziałem) ale wciągnęłam się w tą miniaturkę i musiałam ją skończyć. Obiecuję, że teraz przez jakiś czas będzie tutaj tylko opowiadanie :) Wydaje mi się, że ten rozdział jest trochę dłuższy niż inne i zawarłam w nim chyba wszystko, co chciałam :)
Rozdział dedykuję Haley :) Trzymaj się, kochana!
Cassandra :*
Draco
Od zakończenia naszego
finałowego występu minęły dwie godziny. Profesor Mcgonagall
podziękowała nam i pogratulowała "niesamowitego wyczucia
rytmu". I uśmiechnęła się! Merlinie, co się dzieje z tą
kobietą?! Teraz siedzę sobie przy stoliku w rogu Wielkiej Sali
usiłując ukryć się przed Astorią Greengrass. Głupia krowa
napastuje mnie odkąd tylko zaczął się bal! Nawet chciała mi
towarzyszyć przed występem, za kulisami, ale w jakiś cudowny
sposób Pansy udało się ją zbyć. Wbrew pozorom ona wcale nie jest
taka głupia i pusta, jak mówią. I co ważne-dobra z niej
przyjaciółka. Czasami, no dobra, często, zachowywałem się w
stosunku do wszystkich jak dupek i jakiś pieprzony czystokrwisty
arystokrata (którym oczywiście jestem, ale nie o to tu chodzi) a
ona i Blaise nigdy mnie nie wystawili i od czasu do czasu tylko
postawili do pionu, kiedy zaczynałem przesadzać.
-Co jest, Smoku?-zapytał
Diabeł podchodząc do mojego stolika i siadając.-Nie dość, że
siedzisz zamiast tańczyć to jeszcze nawet bez ognistej!
-Greengrass znowu na
wolności.-westchnąłem obracając w dłoniach pustą szklaneczkę
po ponczu (bezalkoholowym, cholera!). Dostrzegłem w tłumie
baaaardzo krótką czerwoną sukienkę i masę blond włosów.
-Kurwa.-wyrwało mi się.-Idzie tu.-dzięki Bogu zauważyłem
niedaleko Hermionę.
Podszedłem do niej szybko.
-Zatańczysz ze mną?
-Co?-zapytała zszokowana.
-Czy ze mną zatańczysz?
-No... Dobrze.-nadal
wyglądała jakby nic nie rozumiała. Trudno.
Objąłem ją jedną ręką
w talii, drugą złapałem jej lewą dłoń, a ona położyła swoją
prawą na moim ramieniu. Leciała akurat jakaś mugolska wolna
piosenka, jak ona się nazywała... A już wiem, Endless love.
Spojrzałem na nią. Wyglądała niesamowicie w tej sukience. Buty na
obcasie dodawały jej wzrostu, ale nadal była sporo ode mnie niższa.
Włosy ułożyła w delikatne fale spływające po plecach i
ramionach. Merlinie, dlaczego ona musi być taka cudowna?! Albo nie,
lepsze pytanie: Dlaczego ja tego wcześniej nie widziałem?!
-Ładnie wyglądasz.-palnąłem
zanim zdążyłem się powstrzymać.
Spojrzała na mnie jeszcze
bardziej zszokowana, a ja usłyszałem z tyłu głos Blaise'a.
-Hej, Astoria.
-Witaj,
Diabełku.-powiedziała tym swoim przesłodzonym irytującym
głosikiem.
-Fantastyczna sukienka!
Krótszych nie było?
Nie musiałem się odwracać,
żeby wiedzieć, że spiorunowała go wzrokiem.
-Nie widziałeś nigdzie
Draco?
-Nie...-powiedział ze
sztucznym smutkiem.-A tak chciałem z nim zatańczyć... No, ale cóż.
On chyba woli szatynki...
Hermiona słysząc to
wszystko spojrzała na mnie marszcząc lekko brwi.
-Poprosiłeś mnie do tańca
tylko, żeby uciec od Greengrass?
-Nie-zaprzeczyłem.-to był
tylko pretekst. Inaczej Diabeł i Ruda nie daliby nam
żyć.-uśmiechnąłem się lekko.
Odwzajemniła ten gest nadal
niepewnie.
***
Przetańczyliśmy razem
jeszcze kilka piosenek. Później podszedł do nas Blaise.
-Smoku, pożycz mi na
chwilkę Mionę.-poprosił z szerokim uśmiechem.-Zaraz oddam,
obiecuję.
-Nie mnie się pytaj o
pozwolenie, Diable.-powiedziałem, ale wcale mi się nie uśmiechała
ta "pożyczka". Dobrze nam się tańczyło i (co dziwne)
rozmawiało.
-Dobrze, w takim razie:
Panno Granger, czy uczyni mi pani ten zaszczyt i zatańczy ze
mną?-zapytał kłaniając się i szarmancko podając jej dłoń.
-Z wielką przyjemnością,
panie Zabini.-odparła śmiejąc się.
Diabeł pociągnął ją z
rękę i już po chwili wirowali na środku Wielkiej Sali. Śmiali
się głośno, kiedy potykali się o swoje nogi, źle skręcali ręce,
albo zderzali. Przy nim czuła się znacznie swobodniej niż przy
mnie... I co się dziwisz, idioto?! Przez siedem lat dzień w dzień
upokarzałeś ją i obrażałeś, a teraz kiedy nagle nie wiadomo
dlaczego zaczęła ci się podobać (nie ma sensu zaprzeczać)
myślisz, że rzuci ci się na szyję?!
-Kurwa.-przekląłem po raz
kolejny, siadając przy jakimś stole.
Niestety nie dane było mi
siedzieć w spokoju. Ktoś zakrył mi oczy dłońmi i poczułem
ciepły oddech na policzku. Błagam, żeby to Pansy robiła sobie
jaja...
-Szukałam cię cały
wieczór, Draco.-szepnęła Astoria.
Kurwa.
-Nie uważasz, że to
nieładnie tak kogoś ignorować...?-jej krwistoczerwone usta były
tuż przy moim uchu.
-Nie słynę z dobrego
wychowania.
Zabrała ręce z mojej
twarzy.
-Zatańcz ze mną, Draco.
-Przykro mi... A właściwie,
to nie, wcale nie jest mi przykro, Astorio, ale nie mam zamiaru z
tobą tańczyć.
-Och, bądź
mężczyzną!-krzyknęła i usiadła na blacie stołu przede mną.
Złapała kurczowo moją koszulę i przyciągnęła do siebie. Jej
usta znajdowały się dosłownie kilka centymetrów od moich.
-Wiem, że mnie
pragniesz.-oblizała wargi.-Nie jesteśmy już dziećmi, nie musisz
tego ukrywać...
Przysunęła się jeszcze
bliżej, nasze nosy się zetknęły. Już prawie...
***
Hermiona
Razem z Blaisem tańczyliśmy
i śmialiśmy się na środku Wielkiej Sali, kiedy moją uwagę
przykuła blondynka w bardzo krótkiej czerwonej, obcisłej sukience
siedząca na stole i nachylająca się do jakiegoś chłopaka,
którego twarzy nie widziałam. Blaise okręcił mnie i tym samym
umożliwił zobaczenie kim jest chłopak w chwili kiedy dziewczyna
przycisnęła swoje wargi do jego ust. Potknęłam się i jak nic bym
się wywaliła, gdyby Zabini mnie nie złapał. To był Draco! A kim
była dziewczyna? Oczywiście, Astoria Greengrass! A ja głupia,
naiwna uwierzyłam mu, kiedy mówił, że naprawdę chciał ze mną
zatańczyć! Nie wiem dlaczego oczy zaszły mi łzami. Przecież
powinnam była spodziewać się po nim takiego zachowania.
-Wszystko w
porządku?-zapytał Blaise zaniepokojony.
Skinęłam głową wciąż
przypatrując się temu cholernemu arystokracie i tej... dziewczynie,
która właśnie została odepchnięta przez Dracona Malfoy'a!
-Opanuj się,
dziewczyno!-krzyknął.-Nie chcę mieć z tobą nic wspólnego,
zrozum to w końcu!
I odszedł. Ruszył do
wyjścia z Wielkiej Sali. Spojrzałam na Diabła. Skinął głową.
-Idź.-powiedział z
przebiegłym uśmiechem. Chyba coś kombinował.
Szybkim krokiem ruszyłam za
blondwłosym ślizgonem. Zobaczyłam go w jednym z bocznych
korytarzy.
-Malfoy!-krzyknęłam za
nim.-Draco!
Odwrócił się. Dogoniłam
go.
-Dlaczego za mną
poszłaś?-zapytał cicho po chwili milczenia.
Zastanowiłam się nad tym.
-Nie wiem.-i rzeczywiście
nie wiedziałam.-Coś mi kazało.
Parsknął krótko i
zatrzymał się. Myślałam, że chce mnie zwyzywać i już prawie
zaczęłam żałować, że za nim poszłam, ale nie. On odwrócił
się do mnie plecami i z całej siły kopnął w ścianę. Syknął z
bólu, ale zrobił to jeszcze raz. I jeszcze. I jeszcze. Położyłam
mu dłoń na ramieniu.
-Uspokój się.-szepnęłam.
Najpierw spiął się, a
później rozluźnił. Spojrzał na mnie.
-Chodźmy na wierzę
astronomiczną.-powiedział.
Skinęłam głową.
***
Usiedliśmy na kamiennej
posadzce i spuściliśmy nogi w dół. Przez chwilę milczeliśmy.
Wyjął z wewnętrznej kieszeni marynarki opakowanie papierosów i zapalił jednego. Poczęstował mnie, ale pokręciłam
przecząco głową.
-Zaczęło się trzy lata
temu.-powiedział nagle. Spojrzałam na niego zaciekawiona.-Moi
rodzice razem z jej wymyślili, że zaaranżują nasze
małżeństwo.-chodziło mu o Astorię.-Jej starsza siostra, Dafne
miała wyjść za Blaise'a, według planów jej rodziców, ale mama
Diabła jest normalna i nie zgodziła się na to. Stwierdziła, że
woli aby jej syn był szczęśliwy bez majątku, niż żeby był
bogaty i się męczył. Żałuję, że moi rodzice nie mają takiego
podejścia. Mieliśmy się zaręczyć jak tylko Astoria skończy
siedemnaście lat. Ale zacząłem się opierać. Kiedy przyszło co
do czego odmówiłem. Ojciec chciał mnie wydziedziczyć i wyrzucić
z domu, jednak matka nie pozwoliła mu na to. Zresztą ona też nie
była zwolenniczką tego związku. Tak jak wszystkie inne
fantastyczne pomysły ten również należał do ojca. Od dwóch lat
Astoria cały czas za mną łazi i myśli, że ja tak jak ona chcę
tego związku. Od jej urodzin wszystko się nasiliło. Nie wiem, co
ona sobie ubzdurała, ale twierdzi, że jej "pragnę".-prychnął
z pogardą.
Odszukałam w ciemności
jego dłoń i ścisnęłam ją pokrzepiająco. Właściwie sama nie
wiem jak to się stało. Jeszcze niecały miesiąc temu miałam
ochotę go zamordować, a teraz... Opowiada mi o swoim życiu, a
ja... mu współczuję. Nagle przyszedł mi do głowy taki cytat:
"Nie nienawidź za mocno, bo przyjdzie miłość. Nie kochaj za
mocno, bo przyjdzie nienawiść". Nie pamiętam kto to
powiedział, ale... Cholera, dlaczego ja w ogóle o nim pomyślałam?!
Nienawiść, owszem była kiedyś, ale miłość?! Co ona tu robi.
Zmieszana puściłam jego dłoń. Chłodny podmuch wiatru rozwiał mi
włosy. Usłyszałam szelest materiału i po chwili poczułam, jak
Draco zarzuca mi swoją marynarkę na ramiona.
-Dzięki.-powiedziałam
cicho.
-Chodźmy już. Zapomniałem,
że jest tak zimno, a ty masz na sobie tylko sukienkę.-wstał, wyrzucił
niedopałek przez barierkę i podał mi rękę.
Przyjęłam ją z lekkim
uśmiechem, który odwzajemnił. Zeszliśmy po schodach i mniej
więcej w połowie drogi do Wielkiej Sali usłyszeliśmy czyjś pisk
dochodzący z wnęki w korytarzu.
Draco
Odruchowo ruszyliśmy w
stronę, z której dochodził dźwięk. We wnęce stał Weasley i ta
idiotka Brown. Łasic obłapiał ją z każdej możliwej strony, a
ona miała jedną ręką pod jego koszulą, a drugą przy spodniach.
Skrzywiłem się z niesmakiem i spojrzałem na Hermionę. Usta miała
zaciśnięte, a jej oczy szkliły się od łez. Nagle po raz kolejny
ogarnęła mnie złość na łasica. Dlaczego ona płacze? Czy nadal
coś do niego czuje? Mniejsza z tym. Nie powinna na to patrzeć.
Pociągnąłem ją za rękę. Ani drgnęła. Spróbowałem jeszcze
raz.
-Chodź,
Hermiono.-powiedziałem miękko (aż sam się zdziwiłem).
Tym razem się ruszyła.
Weasley właśnie pozbył się sukienki Brown. Granger wyrwała mi
się i pobiegła przed siebie. Dogoniłem ją po chwili. Siedziała
opierając się o ścianę z kolanami podciągniętymi pod brodę. Po
policzkach wąskimi strumyczkami spływały jej łzy. Kucnąłem
przed nią.
-Wciąż coś do niego
czujesz?-zapytałem cicho.
Pokręciła głową i ukryła
twarz między kolanami.
-To dlaczego płaczesz?
Zamiast mi odpowiedzieć
wstrząsnął nią kolejny szloch. Z westchnieniem oparłem się o
ścianę obok niej i niewiele myśląc objąłem ją ramieniem
przyciągając do siebie. Co dziwne, nie wyrwała mi się, a
przylgnęła do mnie jeszcze bardziej wtulając twarz w moją
koszulę, która już po chwili jest mokra i brudna od jej łez i
tuszu, ale jakoś mnie to specjalnie nie obchodziło. Kilka minut później trochę
się uspokoiła i odsunęła ode mnie.
-Nie ma sensu wracać na
bal, chodźmy do dormitorium.-powiedziałem, a ona pokiwała głową.
Wstałem i podałem jej dłoń, a ona ją przyjęła i też się podniosła. Otarła oczy i ruszyliśmy razem w stronę naszej wieży.
***
Kiedy dotarliśmy do pokoju wspólnego Hermiona zdążyła już przejść całkowitą zmianę nastroju. Była wściekła i mruczała jakieś przekleństwa pod nosem. Usiadła na kanapie i powiedziała:
-Muszę się napić.
-Ognistej?-skinęła głową.-Naleję ci.-zaproponowałem podchodząc do barku, gdzie razem z Diabłem udało nam się już ukryć spory zapas.
Zaśmiała się.
-Jak już piję to porządnie. Nie pieprz się ze szklanką-podaj mi butelkę.
Uniosłem brwi zaskoczony. No dobra, na serio w ogóle nie znam tej dziewczyny. otworzyłem barek i wziąłem jedną dla niej, a po chwili namysłu drugą dla siebie. Usiadłem obok Hermiony i podałem jej trunek. Otworzyła butelkę i nie odrywając jej od ust wypiła jedną czwartą zawartości. Niezła jest. Również się napiłem.
-To o co chodzi z tym łasicem?-zapytałem czując jak złocisty płyn zaczyna krążyć po organizmie rozgrzewając go od środka.
-Zacznijmy od tego, że teraz nic do niego nie czuję. No, może poza obrzydzeniem. Denerwował mnie przez całe lata, obrażał się o byle co, a my z Harrym zawsze w końcu mu wybaczaliśmy. Był jak małe dziecko-kapryśny, infantylny, niezdecydowany. I rudy.-zaśmiałem się.-Oczywiście, nic nie mam do rudych ludzi i cała reszta Weasley'ów jest cudowna i bliska mi jak rodzina, szczególnie Ginny, ale u niego ten kolor sprawia, że czuję jakiś niesmak, nie wiem o co chodzi. Podczas bitwy o Hogwart, w komnacie tajemnic...
-Poczekaj-przerwałem jej.-Po co poszliście do komnaty tajemnic?
-Musieliśmy zdobyć kły bazyliszka.-oznajmiła, jakby była to najnormalniejsza rzecz na świecie.-Wciąż były nasączone jego jadem, który był nam potrzebny. Więc, kiedy byliśmy w komnacie tajemnic...
-Zaprowadzisz mnie tam kiedyś?
-Kurwa, Malfoy, jeśli jeszcze raz mi przerwiesz to nic ci nie opowiem.-wkurzyła się.
-No dobra, dobra. Ale zabierz mnie tam kiedyś...-posłała mi mordercze spojrzenie.
-Więc, kiedy byliśmy w tej komnacie...-uniosła ostrzegawczo palec widząc, że otwieram usta. Zamknąłem je.-Pocałował mnie. Byłam tak zaskoczona, że nie byłam w stanie się ruszyć. Później, głupia, oddałam ten pocałunek. Myślałam, że coś może z tego wyjść. Tak ładnie to brzmiało: przyjaciele od dziecka, dwoje z Wielkiej Trójki, zakochują się w sobie. W wakacje mogło się zdawać, że wszystko jest idealne. Voldemort odszedł na zawsze, Harry był z Ginny, ja z Ronem-fantastycznie. Ale to tak jedynie wyglądało z zewnątrz. Jemu zależało tylko na jednym.-spojrzała na mnie znacząco.-Kiedy mu tego nie dałam powiedział, że wszystko w porządku, że możemy... poczekać. W tym czasie Gin rozstała się z Harrym, ale zrobili to za całkowitym porozumieniem. Lepiej im było jako przyjaciele oboje się co do tego zgodzili. Kilka dni później, umówiliśmy się w Dziurawym Kotle z Luną, Parvati Patil, Angeliną Johnson, ponieważ jest dziewczyną Freda, Deanem Thomasem i tą właśnie idiotką, Brown. Siedzieliśmy i gadaliśmy, a później poszliśmy na Pokątną zrobić zakupy do szkoły. Podzieliliśmy się na trzy grupy. Ja z Ginny i Luną poszłyśmy do Esów i Floresów, Harry z Fredem, Georgem i Angeliną do sklepu z miotłami i zajrzeć do ich "Dowcipów", żeby zobaczyć jak sprawdzają się nowi pracownicy, Ron miał iść z nimi, ale kiedy usłyszał, że Lavender idzie do Centrum Eeylopa z Deanem i Parvati, żeby kupić sobie jakąś sowę nagle stwierdził, że skończyła mu się karma dla Świstoświnki. Nie byłam tym zachwycona, ale cóż, nie miałam tam nic do powiedzenia. Odkąd... mu odmówiłam dziwnie się zachowywał. Zapewniał mnie, że wszystko dobrze, ale widziałam, że wcale nie. Po wizycie w księgarni przypomniałam sobie, że muszę iść do apteki po składniki do eliksirów. Zostawiłam dziewczyny w lodziarni Floriana z rzeczami i poszłam. Kiedy byłam przed apteką usłyszałam jakiś jęk zza rogu budynku. Nie zastanawiając się nad tym, co robię, odruchowo zajrzałam tam z różdżką wyjętą w pogotowiu i zobaczyłam...-napiła się Ognistej i wzięła głęboki oddech.-Rona. I Lavender. Byli mniej więcej w takim stanie jak dzisiaj.Wtedy coś we mnie pękło. Odbiegłam stamtąd płacząc, ale oni nawet tego nie zauważyli. Weszłam do Dziurawego Kotła i zamknęłam się w łazience. Przesiedziałam tam pół godziny rycząc jak bóbr. Później zrozumiałam, że on nie jest tego wart. Otarłam oczy i postanowiłam udawać, że nic nie widziałam. Wróciłam do apteki, kupiłam co trzeba i poszłam do dziewczyn. Na pytanie: co tak długo? powiedziałam, że była straszna kolejka i masa pierwszorocznych. Uwierzyły. Po kwadransie zeszła się cała reszta w tym Ron i Lavender. Udawali, że nic się nie stało. Tego samego dnia, wieczorem Ron zapytał czy możemy porozmawiać. Myślałam, że chce się przyznać, albo przeprosić czy coś takiego, ale nie. Powiedział, że chyba to nie była jednak dobra decyzja, wtedy w komnacie tajemnic. Że to było pod wpływem impulsu wywołanego bitwą. Że później myślał, że jakoś nam wyjdzie, ale jak się teraz zastanawia, to jednak wolał kiedy byliśmy przyjaciółmi. I zapytał, czy moglibyśmy wrócić do tego, co było wcześniej. A ja głupia, zamiast wykrzyczeć mu w twarz, co o nim sądzę i że ich widziałam zgodziłam się. Po prostu się z nim zgodziłam. Powiedziałam, że ja też o ty myślałam, od dłuższego czasu. Uściskaliśmy się "przyjacielsko"-zaznaczyła palcami cudzysłów w powietrzu.- i poszliśmy do swoich sypialni w Norze. Do dzisiaj nikomu o tym nie mówiłam, nawet Ginny, i sama nie wiem, co mnie skłoniło do powiedzenia tobie.-znowu się napiła.-Kiedy ich zobaczyłam... Przypomniał mi się tamten moment. Ostatnio, kiedy zwyzywał mnie od "puszczalskich" chodziło mu o to, że po naszym "rozstaniu" poszłam do kina z moim przyjacielem z dzieciństwa, mugolem, ale Ronowi powiedziałam, że to randka. Zrobiłam to z czystej złośliwości. Chciałam zobaczyć jego reakcję. Nie obeszło go to. A teraz nagle mi mówi, że gadają o mnie, że się puszczam. Jeśli ktokolwiek miałby rozpuszczać takie plotki, bo uwierz mi jeśli są, to są to plotki, to głównym podejrzanym jest jego cudowna Lavender.
Ogarnęła mnie złość. Po raz kolejny miałem ochotę zamordować, albo przynajmniej porządnie uszkodzić, łasica. Głupi, pieprzony, rudy gnojek! Jak on, kurwa, mógł...
-A co z szóstą klasą?-zapytałem przez zaciśnięte zęby.-Każdy głupi mógł zauważyć, że lepili się do siebie na każdym kroku, a ty chodziłaś zirytowana do granic możliwości albo przygnębiona.
-Sama nie wiem dlaczego. Jakaś głupia faza? Nastoletnie hormony? Nie wiem.-pokręciła głową i znowu się napiła.-To co? Dzisiejsza noc można nazwać nocą wyznań, nie?-zaśmiała się i po raz kolejny pociągnęła z butelki.-Wiesz co...?-nachyliła się do mnie i szepnęła mi do ucha.-W sumie, to jesteś całkiem w porządku. Tylko nie rozumiem, dlaczego teraz zachowujesz się normalnie, a wcześniej byłeś takim dupkiem...-i nagle dostała ataku śmiechu. Zupełnie nie wiem dlaczego.
Spojrzałem na jej butelkę, którą trzymała w ręce. Ubyło ponad trzy-czwarte zawartości... Cholera.
-Wiesz co, Granger?
-Co?-wydusiła wciąż się śmiejąc.
-Powinnaś położyć się spać.-powiedziałem wstając.-Chodź zaprowadzę cię.
-Jeszcze nie...-zajęczała przeciągając samogłoski.
-Zacznijmy od tego, że teraz nic do niego nie czuję. No, może poza obrzydzeniem. Denerwował mnie przez całe lata, obrażał się o byle co, a my z Harrym zawsze w końcu mu wybaczaliśmy. Był jak małe dziecko-kapryśny, infantylny, niezdecydowany. I rudy.-zaśmiałem się.-Oczywiście, nic nie mam do rudych ludzi i cała reszta Weasley'ów jest cudowna i bliska mi jak rodzina, szczególnie Ginny, ale u niego ten kolor sprawia, że czuję jakiś niesmak, nie wiem o co chodzi. Podczas bitwy o Hogwart, w komnacie tajemnic...
-Poczekaj-przerwałem jej.-Po co poszliście do komnaty tajemnic?
-Musieliśmy zdobyć kły bazyliszka.-oznajmiła, jakby była to najnormalniejsza rzecz na świecie.-Wciąż były nasączone jego jadem, który był nam potrzebny. Więc, kiedy byliśmy w komnacie tajemnic...
-Zaprowadzisz mnie tam kiedyś?
-Kurwa, Malfoy, jeśli jeszcze raz mi przerwiesz to nic ci nie opowiem.-wkurzyła się.
-No dobra, dobra. Ale zabierz mnie tam kiedyś...-posłała mi mordercze spojrzenie.
-Więc, kiedy byliśmy w tej komnacie...-uniosła ostrzegawczo palec widząc, że otwieram usta. Zamknąłem je.-Pocałował mnie. Byłam tak zaskoczona, że nie byłam w stanie się ruszyć. Później, głupia, oddałam ten pocałunek. Myślałam, że coś może z tego wyjść. Tak ładnie to brzmiało: przyjaciele od dziecka, dwoje z Wielkiej Trójki, zakochują się w sobie. W wakacje mogło się zdawać, że wszystko jest idealne. Voldemort odszedł na zawsze, Harry był z Ginny, ja z Ronem-fantastycznie. Ale to tak jedynie wyglądało z zewnątrz. Jemu zależało tylko na jednym.-spojrzała na mnie znacząco.-Kiedy mu tego nie dałam powiedział, że wszystko w porządku, że możemy... poczekać. W tym czasie Gin rozstała się z Harrym, ale zrobili to za całkowitym porozumieniem. Lepiej im było jako przyjaciele oboje się co do tego zgodzili. Kilka dni później, umówiliśmy się w Dziurawym Kotle z Luną, Parvati Patil, Angeliną Johnson, ponieważ jest dziewczyną Freda, Deanem Thomasem i tą właśnie idiotką, Brown. Siedzieliśmy i gadaliśmy, a później poszliśmy na Pokątną zrobić zakupy do szkoły. Podzieliliśmy się na trzy grupy. Ja z Ginny i Luną poszłyśmy do Esów i Floresów, Harry z Fredem, Georgem i Angeliną do sklepu z miotłami i zajrzeć do ich "Dowcipów", żeby zobaczyć jak sprawdzają się nowi pracownicy, Ron miał iść z nimi, ale kiedy usłyszał, że Lavender idzie do Centrum Eeylopa z Deanem i Parvati, żeby kupić sobie jakąś sowę nagle stwierdził, że skończyła mu się karma dla Świstoświnki. Nie byłam tym zachwycona, ale cóż, nie miałam tam nic do powiedzenia. Odkąd... mu odmówiłam dziwnie się zachowywał. Zapewniał mnie, że wszystko dobrze, ale widziałam, że wcale nie. Po wizycie w księgarni przypomniałam sobie, że muszę iść do apteki po składniki do eliksirów. Zostawiłam dziewczyny w lodziarni Floriana z rzeczami i poszłam. Kiedy byłam przed apteką usłyszałam jakiś jęk zza rogu budynku. Nie zastanawiając się nad tym, co robię, odruchowo zajrzałam tam z różdżką wyjętą w pogotowiu i zobaczyłam...-napiła się Ognistej i wzięła głęboki oddech.-Rona. I Lavender. Byli mniej więcej w takim stanie jak dzisiaj.Wtedy coś we mnie pękło. Odbiegłam stamtąd płacząc, ale oni nawet tego nie zauważyli. Weszłam do Dziurawego Kotła i zamknęłam się w łazience. Przesiedziałam tam pół godziny rycząc jak bóbr. Później zrozumiałam, że on nie jest tego wart. Otarłam oczy i postanowiłam udawać, że nic nie widziałam. Wróciłam do apteki, kupiłam co trzeba i poszłam do dziewczyn. Na pytanie: co tak długo? powiedziałam, że była straszna kolejka i masa pierwszorocznych. Uwierzyły. Po kwadransie zeszła się cała reszta w tym Ron i Lavender. Udawali, że nic się nie stało. Tego samego dnia, wieczorem Ron zapytał czy możemy porozmawiać. Myślałam, że chce się przyznać, albo przeprosić czy coś takiego, ale nie. Powiedział, że chyba to nie była jednak dobra decyzja, wtedy w komnacie tajemnic. Że to było pod wpływem impulsu wywołanego bitwą. Że później myślał, że jakoś nam wyjdzie, ale jak się teraz zastanawia, to jednak wolał kiedy byliśmy przyjaciółmi. I zapytał, czy moglibyśmy wrócić do tego, co było wcześniej. A ja głupia, zamiast wykrzyczeć mu w twarz, co o nim sądzę i że ich widziałam zgodziłam się. Po prostu się z nim zgodziłam. Powiedziałam, że ja też o ty myślałam, od dłuższego czasu. Uściskaliśmy się "przyjacielsko"-zaznaczyła palcami cudzysłów w powietrzu.- i poszliśmy do swoich sypialni w Norze. Do dzisiaj nikomu o tym nie mówiłam, nawet Ginny, i sama nie wiem, co mnie skłoniło do powiedzenia tobie.-znowu się napiła.-Kiedy ich zobaczyłam... Przypomniał mi się tamten moment. Ostatnio, kiedy zwyzywał mnie od "puszczalskich" chodziło mu o to, że po naszym "rozstaniu" poszłam do kina z moim przyjacielem z dzieciństwa, mugolem, ale Ronowi powiedziałam, że to randka. Zrobiłam to z czystej złośliwości. Chciałam zobaczyć jego reakcję. Nie obeszło go to. A teraz nagle mi mówi, że gadają o mnie, że się puszczam. Jeśli ktokolwiek miałby rozpuszczać takie plotki, bo uwierz mi jeśli są, to są to plotki, to głównym podejrzanym jest jego cudowna Lavender.
Ogarnęła mnie złość. Po raz kolejny miałem ochotę zamordować, albo przynajmniej porządnie uszkodzić, łasica. Głupi, pieprzony, rudy gnojek! Jak on, kurwa, mógł...
-A co z szóstą klasą?-zapytałem przez zaciśnięte zęby.-Każdy głupi mógł zauważyć, że lepili się do siebie na każdym kroku, a ty chodziłaś zirytowana do granic możliwości albo przygnębiona.
-Sama nie wiem dlaczego. Jakaś głupia faza? Nastoletnie hormony? Nie wiem.-pokręciła głową i znowu się napiła.-To co? Dzisiejsza noc można nazwać nocą wyznań, nie?-zaśmiała się i po raz kolejny pociągnęła z butelki.-Wiesz co...?-nachyliła się do mnie i szepnęła mi do ucha.-W sumie, to jesteś całkiem w porządku. Tylko nie rozumiem, dlaczego teraz zachowujesz się normalnie, a wcześniej byłeś takim dupkiem...-i nagle dostała ataku śmiechu. Zupełnie nie wiem dlaczego.
Spojrzałem na jej butelkę, którą trzymała w ręce. Ubyło ponad trzy-czwarte zawartości... Cholera.
-Wiesz co, Granger?
-Co?-wydusiła wciąż się śmiejąc.
-Powinnaś położyć się spać.-powiedziałem wstając.-Chodź zaprowadzę cię.
-Jeszcze nie...-zajęczała przeciągając samogłoski.
-Tak, tak. Idziemy.-wyjąłem jej z dłoni Ognistą i pomogłem jej wstać. Zatoczyła się i z ramion spadła jej moja marynarka, którą wciąż miała na sobie. Trudno, niech leży. Puściłem ją na chwilę, żeby odstawić butelkę po alkoholu na stolik, a ona znowu się zatoczyła i prawie się przewróciła. Westchnąłem.-No, dobra, Granger. Zaniosę cię tam, okej? Tylko nie wierzgaj.
Zarzuciłem sobie jej ramię na szyję i chwyciłem ją jedną ręką pod kolanami, a drugą położyłem na plecach. Zaśmiała się.
-Jesteś taki duży...I taki silny... A ja jestem malutka... To tak jakbyś był jakimś smokiem... A czekaj, przecież ty jesteś smokiem!-krzyknęła i wybuchnęła śmiechem. Z tego wszystkiego aż spadły jej buty. Mniejsza z tym.
Ona wciąż się śmiała, a ja wszedłem po schodach i otworzyłem drzwi do jej sypialni. Posadziłem ją na skraju łóżka. Dalej się śmiała.
-Śpij, Granger.-powiedziałem z politowaniem.
-Niewygodnie mi...-jęknęła.-Chodź tu, Malfoy.-podszedłem, a ona odwróciła się tyłem.-Rozepnij mi sukienkę.
Spojrzałem na nią zaskoczony.
-Co?
-No, tam jest zamek. Rozepnij mi sukienkę.
-No dobra...-wykonałem jej polecenie, a ona spuściła nogi z łóżka i ściągnęła sukienkę rzucając ją w kąt pokoju.
Później wlazła pod kołdrę.
-Śpij.-powiedziałem po raz kolejny, odwracając się do drzwi.
-Malfoy...
- Co?-zapytałem trochę zirytowany.
-Pić mi się chce...
Podszedłem do stolika i nalałem jej wody z dzbanka do szklanki.
-Proszę.
-Dziękiiii...-przeciągnęła ostatnią samogłoskę biorąc ode mnie naczynie.
Znowu ruszyłem w kierunku drzwi.
-Malfoy...
-Co znowu?
-Zostań ze mną...
Odwróciłem się zszokowany. Ona zdecydowanie za dużo wypiła...
-Co?
-No, nie zostawiaj mnie tu samej...-poklepała łóżko obok siebie.-Chodź.
Westchnąłem.
-Prooooooszeeeeeeee...-znowu przeciągała samogłoski.
Dałem za wygraną i usiadłem obok niej na łóżku. Ściągnąłem spodnie i koszulę zostając w samych bokserkach, a później położyłem się i przykryłem nas kołdrą. Podpełzła do mnie i kładąc mi głowę na piersi wtuliła się we mnie jak w ulubioną przytulankę. Znowu westchnąłem i machnąłem różdżką, która leżała na stoliku nocnym gasząc światło Zamruczała z zadowoleniem.
-Jesteś cholernie wygodny, Malfoy.
-Śpij, Granger.
-Dobranoc, Malfoy.
-Dobranoc, Granger.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Zarzuciłem sobie jej ramię na szyję i chwyciłem ją jedną ręką pod kolanami, a drugą położyłem na plecach. Zaśmiała się.
-Jesteś taki duży...I taki silny... A ja jestem malutka... To tak jakbyś był jakimś smokiem... A czekaj, przecież ty jesteś smokiem!-krzyknęła i wybuchnęła śmiechem. Z tego wszystkiego aż spadły jej buty. Mniejsza z tym.
Ona wciąż się śmiała, a ja wszedłem po schodach i otworzyłem drzwi do jej sypialni. Posadziłem ją na skraju łóżka. Dalej się śmiała.
-Śpij, Granger.-powiedziałem z politowaniem.
-Niewygodnie mi...-jęknęła.-Chodź tu, Malfoy.-podszedłem, a ona odwróciła się tyłem.-Rozepnij mi sukienkę.
Spojrzałem na nią zaskoczony.
-Co?
-No, tam jest zamek. Rozepnij mi sukienkę.
-No dobra...-wykonałem jej polecenie, a ona spuściła nogi z łóżka i ściągnęła sukienkę rzucając ją w kąt pokoju.
Później wlazła pod kołdrę.
-Śpij.-powiedziałem po raz kolejny, odwracając się do drzwi.
-Malfoy...
- Co?-zapytałem trochę zirytowany.
-Pić mi się chce...
Podszedłem do stolika i nalałem jej wody z dzbanka do szklanki.
-Proszę.
-Dziękiiii...-przeciągnęła ostatnią samogłoskę biorąc ode mnie naczynie.
Znowu ruszyłem w kierunku drzwi.
-Malfoy...
-Co znowu?
-Zostań ze mną...
Odwróciłem się zszokowany. Ona zdecydowanie za dużo wypiła...
-Co?
-No, nie zostawiaj mnie tu samej...-poklepała łóżko obok siebie.-Chodź.
Westchnąłem.
-Prooooooszeeeeeeee...-znowu przeciągała samogłoski.
Dałem za wygraną i usiadłem obok niej na łóżku. Ściągnąłem spodnie i koszulę zostając w samych bokserkach, a później położyłem się i przykryłem nas kołdrą. Podpełzła do mnie i kładąc mi głowę na piersi wtuliła się we mnie jak w ulubioną przytulankę. Znowu westchnąłem i machnąłem różdżką, która leżała na stoliku nocnym gasząc światło Zamruczała z zadowoleniem.
-Jesteś cholernie wygodny, Malfoy.
-Śpij, Granger.
-Dobranoc, Malfoy.
-Dobranoc, Granger.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Ps. Dodaję zdjęcia strojów
do tej i poprzedniej notki :)
sukienka Ginny do "Parachute"
Sukienka Miony do "Time of my life"
Sukienka Miony do "Hallelujah" i
"Broken"
Normalna sukienka Miony
Sukienka Ginny do "Somethin' stupid" i
normalna




Uwaga Spam!
OdpowiedzUsuńAkcja rozpoczyna się kilka lat po zakończeniu Bitwy o Hogwart.
Hermiona Granger z dnia na dzień ląduje na bruku. Jej przyjaciele odwracają się od niej, a
Ukochany mężczyzna ginie w niewyjaśnionych okolicznościach. Wówczas Granger nie mając nic do stracenia wpada na plan zemsty na człowieku, którego uważa odpowiedzialnego za swoje nieszczęścia Draco Malfoya. Gdy ich drogi krzyżują się ze sobą Hermiona odkrywa nagle, że prawda wygląda zupełnie inaczej niż do tej pory myślała.
Czy uwierzy w niewinność Malfoya i dowie się, kto naprawdę zabił jej ukochanego?
Kto pociąga za sznurki i niszczy wszystko wokół niej?
Gdzie naprawdę jest kontrast między prawdą, a kłamstwem?
Jeśli jesteście ciekawi tych wszystkich odpowiedzi zapraszam serdecznie na nową przygodę z dramione pt. „Gorzka zemsta” na adresie bloga ; http://amara-ultionis.blogspot.com!
Życzę przyjemnej lektury!
by rosmaneczka!
Ja chcę rozdział ;C
OdpowiedzUsuńOjeej <333 Świetne! I jakie kochane! <33
OdpowiedzUsuńCholera, nie ma to jak komentarz z kilkumiesięcznym opóźnieniem - tylko Haley tak potrafi :D Dziękuję za dedykację, kochana <3 lecę dalej czytać!!!
OdpowiedzUsuńHej przebiję Cię Haley, ja piszę z 2015 roku :)
OdpowiedzUsuńŚwietny rozdział.
Chociaż uważam, że rano jak Hermiona się obudzi to będzie kłopot. Poza tym jak pozostali wrócą, a w tym także Diabełek ze swą wyobraźnią. Widząc marynarkę Draco na podłodze i szpilki Herm, nie mówiąc już o alkoholu...
Hahhahahha - nie mogę się doczekać rannej konfrontacji. :D
"Jesteś cholernie wygodny, Malfoy." - Perełka.
Coś mi się wydaje, że Draco wykorzysta ten tekst przeciw Mionie. :P
Lecę czytać nexta :)
Weny.
Pozdrawiam,
Darknessi