Kochani!
Przepraszam za kolejną strasznie długą przerwę, ale najpierw był koniec roku, a później dopadł mnie pożeracz weny i przez jakiś czas albo nie byłam w stanie nic napisać albo pisałam po kilka zdań i dalej nie mogłam. Dzisiaj coś mnie napadło i napisałam większość tego rozdziału :)
Mam nadzieję, że ktoś tu jeszcze jest :)
Cassandra
Hermiona
Przepraszam za kolejną strasznie długą przerwę, ale najpierw był koniec roku, a później dopadł mnie pożeracz weny i przez jakiś czas albo nie byłam w stanie nic napisać albo pisałam po kilka zdań i dalej nie mogłam. Dzisiaj coś mnie napadło i napisałam większość tego rozdziału :)
Mam nadzieję, że ktoś tu jeszcze jest :)
Cassandra
Hermiona
Obudziły mnie promienie słońca wpadające przez okno mojego dormitorium. Musiałam nie zasłonić wczoraj zasłon. A właściwie, to kiedy ja poszłam spać? Nie pamiętam, żebym szła do sypialni... Mniejsza z tym. Jest za wcześnie na myślenie, a mi jest za wygodnie. Właśnie... Ta poduszka jest jakaś dziwna... Znaczy wygodna, ale nie przypominam sobie, żebym wcześniej na takiej spała w Hogwarcie... Może Mrużka mi ją wczoraj przyniosła. Przesunęłam po niej dłonią. I jakiś inny materiał... Chwila dlaczego ta poduszka ma ręce?! Otworzyłam oczy i...
Draco
-MALFOY!!!!!!!!!!!!!!-usłyszałem wrzask i otworzyłem oczy.
Granger siedziała na łóżku obok mnie zakryta kołdrą po szyję i patrzyła na mnie wzrokiem, którego nie powstydziłby się Bazyliszek.
-Co jest, Granger?-zapytałem nonszalancko.
-Jak to co...?!-w tym momencie drzwi do pokoju otworzyły się i stanęli w nich zdyszani Diabeł i Wiewiórka. Widocznie zapomniałem rzucić wczoraj silencio.
Blaise patrzył to na mnie to na Hermionę, a w końcu posłał mi znaczące spojrzenie spod lekko uniesionych brwi. Natomiast Ruda stała z otwartą buzią i oczami wielkości galeonów, jakby nie wierzyła w to co widzi.
-No, widzę, że nawet ostatnia dziewica została porwana przez Smoka...-stwierdził Zabini z uznaniem z trudem powstrzymując się od śmiechu.
-To wcale nie tak!-krzyknęliśmy razem z Granger równocześnie.
Na to Blaise nie wytrzymał i parsknął śmiechem.
-Malfoy, jeśli TY mi tu natychmiast, na pieprzonego Merlina, nie wytłumaczysz, co robisz w MOIM łóżku, to JA skończę w Azkabanie, a TY trzy metry pod ziemią w ogródku Hagrida!-wydarła się.
-No właśnie, Smoku, czekamy.-Diabeł posłał mi rozbawione spojrzenie opierając się o framugę drzwi i skorzystał z chwilowej "nieobecności" Rudej obejmując ją ramieniem i przyciągając do siebie.-Szczególnie ciekawią mnie te ubrania porozrzucane po całej wieży...
-To naprawdę nie tak!-powiedziałem stanowczo.
-A więc jak?-zapytał Blaise, który chyba bardzo chciał zobaczyć jak Granger mnie morduje i zakopuje w ogródku tego głąba.
-No, więc... Po tym jak zobaczyliśmy... ich.-nie wiedziałem czy Hermiona chce powiedzieć Wiewiórce o łasicu.-Byłaś wściekła i poszliśmy do naszej wieży. Piliśmy ognistą, a ty mi o TYM opowiadałaś. Wypiłaś ponad trzy-czwarte butelki i zaczynałaś trochę bredzić więc powiedziałem, że powinnaś się położyć. Ponieważ nie mogłaś ustać na nogach zaniosłem cię do sypialni. I w ten właśnie sposób, Diable, ta marynarka i buty znalazły się na podłodze w pokoju wspólnym. Kiedy posadziłem cię na łóżku i chciałem wyjść, poprosiłaś, żebym pomógł ci zdjąć sukienkę, bo ci niewygodnie i rzuciłaś ją tam.-wskazałem na róg pokoju, gdzie leżało ubranie.-Później poprosiłaś mnie o szklankę wody.-machnąłem ręką w kierunku naczynia stojącego na szafce nocnej po stronie gryffonki.-A potem, kiedy znowu ruszyłem do wyjścia powiedziałaś, żebym cię nie zostawiał samej. Powtórzyłaś to dwa albo trzy razy i w końcu się zgodziłem, a ty potraktowałaś mnie jak poduszkę. A i jeszcze stwierdziłaś, że jestem "cholernie wygodny".
-Podaj mi jeden powód, dla którego mamy ci uwierzyć, Smoku...-poprosił Diabeł ze złośliwym uśmiechem.
-Jak chcecie możecie dać mi veritaserum.-wzruszyłem ramionami i wstałem z łóżka. Bez krępacji założyłem spodnie i wziąłem koszulę i buty z podłogi.-A teraz, wybaczcie, ale chciałem wziąć prysznic, a wydaje mi się, że Granger nie chce mnie teraz oglądać, więc nie skorzystam z jej łazienki.
Blaise parsknął, ale w tym samym momencie Ginny zdała sobie sprawę z tego, co on robi, więc zaczęła się wyrywać i wyzywać go debili i popapranych maniaków seksualnych więc opuścił sypialnię Granger razem ze mną, aby uniknąć niechybnej śmierci z rąk tej niedużej gryffonki.
Granger siedziała na łóżku obok mnie zakryta kołdrą po szyję i patrzyła na mnie wzrokiem, którego nie powstydziłby się Bazyliszek.
-Co jest, Granger?-zapytałem nonszalancko.
-Jak to co...?!-w tym momencie drzwi do pokoju otworzyły się i stanęli w nich zdyszani Diabeł i Wiewiórka. Widocznie zapomniałem rzucić wczoraj silencio.
Blaise patrzył to na mnie to na Hermionę, a w końcu posłał mi znaczące spojrzenie spod lekko uniesionych brwi. Natomiast Ruda stała z otwartą buzią i oczami wielkości galeonów, jakby nie wierzyła w to co widzi.
-No, widzę, że nawet ostatnia dziewica została porwana przez Smoka...-stwierdził Zabini z uznaniem z trudem powstrzymując się od śmiechu.
-To wcale nie tak!-krzyknęliśmy razem z Granger równocześnie.
Na to Blaise nie wytrzymał i parsknął śmiechem.
-Malfoy, jeśli TY mi tu natychmiast, na pieprzonego Merlina, nie wytłumaczysz, co robisz w MOIM łóżku, to JA skończę w Azkabanie, a TY trzy metry pod ziemią w ogródku Hagrida!-wydarła się.
-No właśnie, Smoku, czekamy.-Diabeł posłał mi rozbawione spojrzenie opierając się o framugę drzwi i skorzystał z chwilowej "nieobecności" Rudej obejmując ją ramieniem i przyciągając do siebie.-Szczególnie ciekawią mnie te ubrania porozrzucane po całej wieży...
-To naprawdę nie tak!-powiedziałem stanowczo.
-A więc jak?-zapytał Blaise, który chyba bardzo chciał zobaczyć jak Granger mnie morduje i zakopuje w ogródku tego głąba.
-No, więc... Po tym jak zobaczyliśmy... ich.-nie wiedziałem czy Hermiona chce powiedzieć Wiewiórce o łasicu.-Byłaś wściekła i poszliśmy do naszej wieży. Piliśmy ognistą, a ty mi o TYM opowiadałaś. Wypiłaś ponad trzy-czwarte butelki i zaczynałaś trochę bredzić więc powiedziałem, że powinnaś się położyć. Ponieważ nie mogłaś ustać na nogach zaniosłem cię do sypialni. I w ten właśnie sposób, Diable, ta marynarka i buty znalazły się na podłodze w pokoju wspólnym. Kiedy posadziłem cię na łóżku i chciałem wyjść, poprosiłaś, żebym pomógł ci zdjąć sukienkę, bo ci niewygodnie i rzuciłaś ją tam.-wskazałem na róg pokoju, gdzie leżało ubranie.-Później poprosiłaś mnie o szklankę wody.-machnąłem ręką w kierunku naczynia stojącego na szafce nocnej po stronie gryffonki.-A potem, kiedy znowu ruszyłem do wyjścia powiedziałaś, żebym cię nie zostawiał samej. Powtórzyłaś to dwa albo trzy razy i w końcu się zgodziłem, a ty potraktowałaś mnie jak poduszkę. A i jeszcze stwierdziłaś, że jestem "cholernie wygodny".
-Podaj mi jeden powód, dla którego mamy ci uwierzyć, Smoku...-poprosił Diabeł ze złośliwym uśmiechem.
-Jak chcecie możecie dać mi veritaserum.-wzruszyłem ramionami i wstałem z łóżka. Bez krępacji założyłem spodnie i wziąłem koszulę i buty z podłogi.-A teraz, wybaczcie, ale chciałem wziąć prysznic, a wydaje mi się, że Granger nie chce mnie teraz oglądać, więc nie skorzystam z jej łazienki.
Blaise parsknął, ale w tym samym momencie Ginny zdała sobie sprawę z tego, co on robi, więc zaczęła się wyrywać i wyzywać go debili i popapranych maniaków seksualnych więc opuścił sypialnię Granger razem ze mną, aby uniknąć niechybnej śmierci z rąk tej niedużej gryffonki.
Hermiona
Kiedy Zabini i Malfoy już wyszli Ginny troszkę ochłonęła i usiadła obok mnie na łóżku.
-Miona, co to było?-zapytała marszcząc brwi.
-Nie wiem, Gin.-odparłam zgodnie z prawdą.-Niewiele pamiętam.-spojrzała na mnie pytająco.-Rzeczywiście piliśmy. Dużo piliśmy. No, przynajmniej ja. Nie wiem co działo się potem, film urywa mi się jeszcze w pokoju wspólnym, na kanapie.
-I co zrobimy?
-W jakim sensie?
-Wierzysz mu?
-Chyba nie mam wyboru...-westchnęłam.-Pamiętasz, co się stało u Freda i Angeliny? Kiedy bliźniacy stwierdzili, że jestem nie w sosie i trzeba mnie upić?-skinęła głową.
Myślami wróciłam do tamtej nocy.
Siedziałam sama na parapecie w nowo zakupionym domu Freda i Angeliny patrząc w okno i od godziny pijąc ten sam kieliszek czerwonego wina. To było jeden wieczór po tym jak się rozstaliśmy. W momencie kiedy pomyślałam, że odsiedziałam tu już dość i mogę wrócić do domu podszedł do mnie George.
-Co jest, Miona?-zapytał.
-Nic.-powiedziałam przywołując na twarz słaby uśmiech.-Wszystko w porządku.
-Coś mi się nie wydaje.-stwierdził.-Hej, gospodarzu!-zawołał widząc brata kilka metrów od nas rozmawiającego z Lee Jordanem. Odwrócił się słysząc głos George'a.-Panna Granger potrzebuje czegoś mocnego!
-Nie, George, naprawdę, wszystko w porządku.-broniłam się, ale Fred już uśmiechnął się szeroko i ruszył w naszą stronę przywołując równocześnie z barku butelkę Ognistej Whiskey.
-A cóż się naszej Mionce stało?-zapytał otwierając butelkę.
-Wygląda na to, że złapała niezłego doła.-odparł George patrząc na mnie spod uniesionych brwi.
-I to od wczoraj. Już jak byliśmy na Pokątnej coś było nie tak.
-Pewnie typowy dla uczniów "dół przed-szkolny".-stwierdził tonem znawcy.-Szczególnie mocno odczuwany przez studentów ostatniej klasy.
-Dokładnie.-potwierdził Fred kiwając głową.-Jak widać nasza kochana panna Granger znormalniała nie tylko pod względem ubierania się, ale również jej tok myślenia uległ poważnej zmianie. Jest zdołowana myślą o szkole! Hermiona Granger, Panna-Ja-Wiem-To-Wszystko jest zdołowana tym, że musi iść do szkoły! Świat się wali, Georgie! Tutaj chyba nie są nawet potrzebne szklanki.-podsunął mi butelkę.-Pij, Mionuś.
-Nie, Fred, naprawdę jest okej...
-Nie, Miona, naprawdę pij.-wcisnął mi naczynie w rękę i patrzył wyczekująco.
Napiłam się i zaraz skrzywiłam. Merlinie, jak to pali! Ale w sumie to całkiem przyjemne. Pociągnęłam zdrowo z butelki. Nagle przestała mi przeszkadzać głośna muzyka-kolejny łyk-i ci wszyscy ludzie dookoła. Piłam i z każdym kolejnym razem czułam się coraz lepiej. Właściwie wtedy po raz pierwszy w życiu tyle wypiłam. Z Ognistą Whiskey miałam bezpośrednią styczność tylko po śmierci Szalonookiego, a wtedy przecież wypiliśmy po jednej niedużej szklaneczce, nie to co tutaj. Po chwili próbowałam wstać, bo nagle stwierdziłam, że chce tańczyć. Oczywiście nie wzięłam pod uwagę tego, że raczej będę miała mały problem z równowagą i gdyby bliźniacy mnie nie złapali jak nic zaliczyłabym bliskie spotkanie z podłogą. Posadzili mnie z powrotem na parapecie i usiedli po moich dwóch stronach. Próbowali coś ze mnie wyciągnąć, ale nawet Ognista nie była w stanie rozwiązać mi języka. W pewnym momencie zaczęło mi strasznie huczeć w głowie. Takie głośne ŁUP ŁUP ŁUP, a potem BUM, ŚWIST i od nowa.
-Hej, co tak huczy?-zapytał George.
Spojrzałam na niego szczerze zdziwiona.
-Wy też to słyszycie? Myślałam, że to w mojej głowie...
Fred parsknął śmiechem.
-Miona, my nie daliśmy ci zioła, tylko ognis...-urwał w pół słowa, a uśmiech nagle zniknął mu z twarzy.-Kurwa mać! Ci debile puszczają fajerwerki za domem!-zerwał się z miejsca.-Angelina mnie zabije!
I mniej więcej w tym momencie urywają się moje wspomnienia. Z opowieści wiem tyle, że tańczyłam na stole, za wszelką cenę chciałam wykąpać się w oczku wodnym, usiłowałam wycałować Olivera Wooda, a kiedy George na chwilę spuścił mnie z oka jakimś cudem wlazłam na dach i śpiewałam na całe gardło hymn Anglii. -Patrząc na te wydarzenia wersja Malfoy'a wydaje się nadzwyczaj spokojna, prawda? Ale przecież... Zawsze możemy skorzystać z myślodsiewni.
-A skąd chcesz wziąć myślodsiewnię?
-Dostałam kiedyś jedną.
Ginny westchnęła.
-A tak właściwie to, która godzina?-zapytałam.
-Przed ósmą.
-Jak dobrze, że nie ma dzisiaj szkoły.-westchnęłam.-Masz jakieś plany?
-Unikać debila.
Spojrzałam na nią pytająco.
-Zabiniego.-wyjaśniła.
-Czyli nie masz nic przeciwko nielegalnej, odstresowującej wycieczce do Hogsmeade mającej na celu zakupy i zdobycia piwa kremowego oraz słodyczy na babski wieczór, który miałby się odbyć dziś wieczorem?
-Absolutnie.
-Chyba nie mam wyboru...-westchnęłam.-Pamiętasz, co się stało u Freda i Angeliny? Kiedy bliźniacy stwierdzili, że jestem nie w sosie i trzeba mnie upić?-skinęła głową.
Myślami wróciłam do tamtej nocy.
Siedziałam sama na parapecie w nowo zakupionym domu Freda i Angeliny patrząc w okno i od godziny pijąc ten sam kieliszek czerwonego wina. To było jeden wieczór po tym jak się rozstaliśmy. W momencie kiedy pomyślałam, że odsiedziałam tu już dość i mogę wrócić do domu podszedł do mnie George.
-Co jest, Miona?-zapytał.
-Nic.-powiedziałam przywołując na twarz słaby uśmiech.-Wszystko w porządku.
-Coś mi się nie wydaje.-stwierdził.-Hej, gospodarzu!-zawołał widząc brata kilka metrów od nas rozmawiającego z Lee Jordanem. Odwrócił się słysząc głos George'a.-Panna Granger potrzebuje czegoś mocnego!
-Nie, George, naprawdę, wszystko w porządku.-broniłam się, ale Fred już uśmiechnął się szeroko i ruszył w naszą stronę przywołując równocześnie z barku butelkę Ognistej Whiskey.
-A cóż się naszej Mionce stało?-zapytał otwierając butelkę.
-Wygląda na to, że złapała niezłego doła.-odparł George patrząc na mnie spod uniesionych brwi.
-I to od wczoraj. Już jak byliśmy na Pokątnej coś było nie tak.
-Pewnie typowy dla uczniów "dół przed-szkolny".-stwierdził tonem znawcy.-Szczególnie mocno odczuwany przez studentów ostatniej klasy.
-Dokładnie.-potwierdził Fred kiwając głową.-Jak widać nasza kochana panna Granger znormalniała nie tylko pod względem ubierania się, ale również jej tok myślenia uległ poważnej zmianie. Jest zdołowana myślą o szkole! Hermiona Granger, Panna-Ja-Wiem-To-Wszystko jest zdołowana tym, że musi iść do szkoły! Świat się wali, Georgie! Tutaj chyba nie są nawet potrzebne szklanki.-podsunął mi butelkę.-Pij, Mionuś.
-Nie, Fred, naprawdę jest okej...
-Nie, Miona, naprawdę pij.-wcisnął mi naczynie w rękę i patrzył wyczekująco.
Napiłam się i zaraz skrzywiłam. Merlinie, jak to pali! Ale w sumie to całkiem przyjemne. Pociągnęłam zdrowo z butelki. Nagle przestała mi przeszkadzać głośna muzyka-kolejny łyk-i ci wszyscy ludzie dookoła. Piłam i z każdym kolejnym razem czułam się coraz lepiej. Właściwie wtedy po raz pierwszy w życiu tyle wypiłam. Z Ognistą Whiskey miałam bezpośrednią styczność tylko po śmierci Szalonookiego, a wtedy przecież wypiliśmy po jednej niedużej szklaneczce, nie to co tutaj. Po chwili próbowałam wstać, bo nagle stwierdziłam, że chce tańczyć. Oczywiście nie wzięłam pod uwagę tego, że raczej będę miała mały problem z równowagą i gdyby bliźniacy mnie nie złapali jak nic zaliczyłabym bliskie spotkanie z podłogą. Posadzili mnie z powrotem na parapecie i usiedli po moich dwóch stronach. Próbowali coś ze mnie wyciągnąć, ale nawet Ognista nie była w stanie rozwiązać mi języka. W pewnym momencie zaczęło mi strasznie huczeć w głowie. Takie głośne ŁUP ŁUP ŁUP, a potem BUM, ŚWIST i od nowa.
-Hej, co tak huczy?-zapytał George.
Spojrzałam na niego szczerze zdziwiona.
-Wy też to słyszycie? Myślałam, że to w mojej głowie...
Fred parsknął śmiechem.
-Miona, my nie daliśmy ci zioła, tylko ognis...-urwał w pół słowa, a uśmiech nagle zniknął mu z twarzy.-Kurwa mać! Ci debile puszczają fajerwerki za domem!-zerwał się z miejsca.-Angelina mnie zabije!
I mniej więcej w tym momencie urywają się moje wspomnienia. Z opowieści wiem tyle, że tańczyłam na stole, za wszelką cenę chciałam wykąpać się w oczku wodnym, usiłowałam wycałować Olivera Wooda, a kiedy George na chwilę spuścił mnie z oka jakimś cudem wlazłam na dach i śpiewałam na całe gardło hymn Anglii. -Patrząc na te wydarzenia wersja Malfoy'a wydaje się nadzwyczaj spokojna, prawda? Ale przecież... Zawsze możemy skorzystać z myślodsiewni.
-A skąd chcesz wziąć myślodsiewnię?
-Dostałam kiedyś jedną.
Ginny westchnęła.
-A tak właściwie to, która godzina?-zapytałam.
-Przed ósmą.
-Jak dobrze, że nie ma dzisiaj szkoły.-westchnęłam.-Masz jakieś plany?
-Unikać debila.
Spojrzałam na nią pytająco.
-Zabiniego.-wyjaśniła.
-Czyli nie masz nic przeciwko nielegalnej, odstresowującej wycieczce do Hogsmeade mającej na celu zakupy i zdobycia piwa kremowego oraz słodyczy na babski wieczór, który miałby się odbyć dziś wieczorem?
-Absolutnie.
Draco
Po wyjściu z sypialni Granger poszedłem do swojego dormitorium, a Blaise ruszył zaraz za mną. Usilnie milczał i czułem jego spojrzenie wwiercające się w moje nagie plecy. Wszedłem do pokoju nie zważając na to, że Blaise idzie za mną i usiłowałem zamknąć drzwi, ale zatrzymał je i zamknął dopiero po wejściu. Podszedłem do szafy, żeby wyciągnąć jakieś ubrania na dzisiaj uprzednio rzucając koszulę na łóżko. Zabini nadal uparcie się na mnie patrzył i nic nie mówił. Westchnąłem.
-O co ci chodzi, Blaise?
-Wiesz o co.-zmarszczył brwi.
-Najwidoczniej za dużo czasu przebywamy z gryfonami i ich głupota mi się udzieliła-nie wiem.
-U Miony mogłem żartować, ale teraz mówię serio. Co wy tam robiliście?
-Nic poza tym, co powiedziałem.
-Draco, nie znamy się od dziś.-przejechał dłonią po swoich krótkich włosach.-Wiem jaki masz stosunek do dziewczyn. Nie traktujesz ich poważnie. Sam nie raz mówiłeś-związki nie są dla ciebie. Ty wolisz przygody na jedną, góra dwie noce.
-My tylko spaliśmy w jednym łóżku.-wysyczałem akcentując wyraźnie każdą sylabę.
-Draco... Naprawdę.-westchnął.-Ja naprawdę lubię Hermionę i nie chcę, żebyś ją skrzywdził. Myślę, że ty sam najlepiej wiesz jaki masz sposób życia...
-A co jeśli tym razem jest inaczej?!-warknąłem odwracając się z powrotem do szafy i ze złością zacząłem przerzucać ubrania.-Co jeśli nie chcę jej skrzywdzić?!
-Draco, posłuchaj...
Odwróciłem się gwałtownie.
-Nie, Blaise, to ty posłuchaj.-podszedłem do niego tak, że dzieliło nas kilkanaście centymetrów.-Wiem jaki jestem. Wiem, że zrobiłem w życiu wiele głupich i złych rzeczy i wiem, że patrząc na nie rzeczywiście ktoś, kto nie zna mnie dobrze mógłby zarzucić mi wszystko to, co powiedziałeś przed chwilą, ale my ponoć się przyjaźnimy, więc chyba nie powinieneś mnie tak łatwo osądzać!-ostatnie słowa praktycznie wykrzyczałem.
-Masz rację!-on też już tracił cierpliwość.-Ponoć się przyjaźnimy! Właśnie: PONOĆ! Prawda jest taka, Malfoy, że nikogo do siebie nie dopuszczasz! Większość myśli, że ja czy Pansy wiemy o tobie praktycznie wszystko i wszystkie te rozchichotane dziewczyny obsiadają nas z pytaniami co lubisz, co chciałbyś robić i tak dalej, a ja czasami nawet nie wiem co odpowiedzieć!-zaczął wyliczać na palcach.-Nikomu nic nie mówisz, a twoje "osobiste" zwierzenia wyglądają w najlepszym wypadku: Oni chyba chcą nas zabić, po co tyle zadają? Jak gdzieś wychodzisz nigdy nie mówisz ani gdzie idziesz, ani później gdzie byłeś, a jak ktoś się pyta to czasami łaskawie odpowiesz: "gdzieś". A teraz? Od kilku tygodni widzę jak patrzysz na Hermionę, ale za każdym razem jak zacznę ten temat, czy nawet o niej wspomnę nagle masz coś do załatwienia, albo zaczynasz mówić o czymś innym! Naprawdę uważasz, że wszyscy mają cię tak samo gdzieś jak ty ich?! Ja naprawdę chciałbym wiedzieć co się dzieje z Hermioną, czemu Astoria napada cię na każdym kroku, dlaczego TWOJA mama pisze do mnie, DO MNIE, czy u CIEBIE wszystko w porządku, ale nie! Bo przecież pan Wielki-Czystokrwisty-Arystokrata-Malfoy nikomu nie powie co się u niego dzieje, nawet, ponoć, najlepszemu przyjacielowi!
Po wypowiedzeniu ostatnich słów Blaise opadł bezsilnie na fotel. Kilka minut trwaliśmy w ciszy, a później podszedłem do barku i nalałem nam po szklance Ognistej Whiskey. Podałem mu jedną, a on wypił ją jednym haustem. Usiadłem na kanapie obok fotela i powiedziałem:
-Blaise, ja... Wiem, że nie jestem wymarzonym przyjacielem, ale...
-Draco, naprawdę, zrozum, że są ludzie którzy nie mają cię gdzieś i którym na tobie zależy.
-Wiem, Blaise, ale ja... Nie potrafię. Ciężko mi jest się otworzyć, nawet przed tobą. Jak byłem mały w domu panowało wiele zasad. Najważniejszą było nie zawracać ojcu głowy. On interesował się mną tylko wtedy, kiedy było mu to na rękę albo kiedy miałem kłopoty. Ile razy mnie w życiu pochwalił mogę policzyć na palcach u jednej ręki. Miałem co chciałem-to prawda. Byłem rozpieszczony do granic możliwości. Przez mamę. Chyba w ten sposób chciała mi wynagrodzić to, że mają mnie gdzieś. Może ona nawet mnie kochała, ale ojciec za każdym razem kiedy chciała mi w jakiś sposób okazać uczucia ojciec stawał jej na drodze. Twierdził, że to niewychowawcze, że jego ojciec wychował go bez uczuć i on też ma zamiar tak zrobić, bo dzięki temu dzieci są lepiej przygotowane na przyszłość. Nauczyłem się trzymać wszystko w sobie, nauczyłem się, że i tak nikogo to nie interesuje, nauczyłem się traktować innych tak jak rodzice traktowali mnie. Teraz, po wojnie, mama jakby się obudziła. Zaczęła stawiać się ojcu, przejmować mną i tym co się ze mną dzieje, żyć własnym życiem. Napisała do ciebie, bo zignorowałem kilka jej ostatnich listów. Co do Astorii to...-opowiedziałem mu o spisku mojego ojca z jej rodzicami.-Twoja mama od razu się nie zgodziła, pewnie dlatego nawet ci nie powiedziała. Ja o tobie usłyszałem przypadkiem, jak mój ojciec rozmawiał później z Greengrassem.
-Nie wierzę.-powiedział bardziej do siebie Blaise.-Ona naprawdę myśli, że ty...-pokiwałem głową.-I to dlatego była taka namolna?-kolejne skinięcie.-O kurwa.
-Mniej więcej.-posłałem mu słaby uśmiech.
-Przepraszam, że tak na ciebie naskoczyłem.
-Miałeś całkowitą rację. Jestem zamkniętym w sobie dupkiem, który nie da rady stworzyć trwałego związku, ponieważ nie dopuści do siebie nawet własnej żony.
Zaśmiał się.
-Może nie tak od razu. Po prostu musisz... Od czasu do czasu pogadać z kimś o tym co się u ciebie dzieje i tak dalej, no wiesz... Od serca.
A jeśli ja nie mam serca?
-W porządku.-westchnąłem.
-No, to co się dzieje z tą Hermioną?-zapytał po chwili z uśmiechem.
-Żebym o tym z tobą pogadał musi być wieczór i ognista.-zaśmialiśmy się.
Wstał.
-W takim razie trzymam cię za słowo. Przyjdę tu wieczorem.-dodał z uśmiechem i lekką groźbą w głosie.
Wyszedł, a ja wreszcie poszedłem do łazienki, żeby wziąć ten cholerny prysznic.
Nominowałam twój blog do Liebster Award, pozdrawiam :) http://mlode-pokolenie-hogwartu.blogspot.com/2014/08/liebster-award.html
OdpowiedzUsuńHaaalooo! Kochana autooorko! Pisze ktoś jeszcze to opowiadanie? :D Ja mam nadzieję, że tak, bo inaczej przyjdzie groźna Kina i nie wiem co zrobi, ale będzie groźna, grrr...! ;D Przypominam Ci o istnieniu tego bloga gdyż strasznie mi się podobał, a teraz nie ma żadnego nowego rozdziału od lipca. :(
OdpowiedzUsuńPozdrawiam cieplutko i liczę na nowy rozdział! ;D
Rozdział, jak zawsze, świetny.
OdpowiedzUsuńReakcja Herm nie bardzo mnie zdziwiła czy zaskoczyła, ale mimo to szczerze się z niej uśmiałam. :D
Draco i serce? Też zadałam to pytanie w swojej głowie, ale tylko ty możesz na nie odpowiedzieć, ponieważ to Twoje opowiadanie i Twój Draco. Tak, więc napiszesz kolejny rozdział? Od lipca notka była ostatnia. :) Mam nadzieje, że nie porzuciłaś opowiadania! Zaciekawiłaś, zainteresowałaś nie możesz Mnie teraz odesłać z nie dosytem.
Z niecierpliwością czekam na następny rozdział!
Męska rozmowa i babski wieczór, jak to się skończy?
Weny.
Pozdrawiam,
Darknessi