Kochani!
1. SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU!!!
2. Przepraszam, że tak długo nic nie wstawiałam, ale miałam strasznie mało czasu i dopadła mnie jakaś blokada. Jednak dzisiaj usiadłam i stwierdziłam, że muszę napisać ten rozdział i się udało! Już mam pomysł na następny rozdział i mam nadzieję, że uda mi się szybko spisać. Ten tutaj jest jak dla mnie całkiem zadowalający i mam nadzieję, że wy też tak uznacie :).
3. Dedykacja dla mojej przyjaciółki, która ma bardzo dziwne sny z Tomem Feltonem i Kucykami Pony w roli głównej, a to wszystko przeze mnie :).
Cassandra
1. SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU!!!
2. Przepraszam, że tak długo nic nie wstawiałam, ale miałam strasznie mało czasu i dopadła mnie jakaś blokada. Jednak dzisiaj usiadłam i stwierdziłam, że muszę napisać ten rozdział i się udało! Już mam pomysł na następny rozdział i mam nadzieję, że uda mi się szybko spisać. Ten tutaj jest jak dla mnie całkiem zadowalający i mam nadzieję, że wy też tak uznacie :).
3. Dedykacja dla mojej przyjaciółki, która ma bardzo dziwne sny z Tomem Feltonem i Kucykami Pony w roli głównej, a to wszystko przeze mnie :).
Cassandra
Hermiona
Harry wrócił do dormitorium po rzeczy, a ja poszłam obudzić Ginny. Przez całe wakacje to była największa rozrywka dla naszej piątki, to jest: mnie, Rona, Harry'ego, Freda i Georga, ponieważ nigdy nie mogłeś przewidzieć jak zareaguje. Czasem zaczynała swój dzień od wiązanki przekleństw w kierunku osoby budzącej. Innym razem dostawałeś poduszką po głowie. A raz, kiedy Harry nachylił się nad nią i zaczął coś mówić złapała go za rękę, pociągnęła na łóżko, zatkała buzię ręką i spała dalej. Kiedy nie było już żadnego sposobu na dobudzenie Rudej byliśmy zmuszani do użycia radykalnych środków, mianowicie kubła zimnej wody. Ale dzisiaj przyszła kolej na wiązankę.
- Ginny, wstawaj! - krzyknęłam wchodząc do jej sypialni bez pukania.
Oczywiście nie doczekałam się żadnej reakcji.
- Ginny, rudzielcu, rusz tyłek! Jest ósma! - nadal nic.
Podeszłam do niej i zaczęłam potrząsać jej ramieniem.
- Mhmf-mhf - mruknęła pod nosem.
- Ginny, wstawaj!
- A weź ty się ode mnie odpierdol. - odwróciła się na drugi bok.
No cóż, jak nie tak, to inaczej - pomyślałam.
- Ginny, ja ci nie chcę nic mówić, ale Zabini stoi w drzwiach i ci się przygląda, a masz na sobie tą niebieską koszulę nocną! - krzyknęłam jej do ucha.
Podziałało. Ruda jak petarda wystrzeliła z łóżka drąc się, że zabije tego idiotę i zboczeńca. Ja oczywiście pękałam ze śmiechu, szczególnie w momencie kiedy Ginny zauważyła, że drzwi są zamknięte, a ona ma na sobie spodnie dresowe i za duży podkoszulek Charliego
- Nienawidzę cię. - warknęła posyłając mi mordercze spojrzenie i ruszyła do łazienki.
- Pośpiesz się! Czekam na ciebie w salonie i jeśli nie zjawisz się tam za piętnaście minut to naprawdę pójdę po Blaise'a, a on pewnie nie będzie miał problemu z wyważeniem drzwi do łazienki! - krzyknęłam w kierunku drzwi.
Odpowiedziała mi wiązanką bardzo niekobiecych wyrazów. Zaśmiałam się jeszcze raz i wyszłam.
- Ginny, wstawaj! - krzyknęłam wchodząc do jej sypialni bez pukania.
Oczywiście nie doczekałam się żadnej reakcji.
- Ginny, rudzielcu, rusz tyłek! Jest ósma! - nadal nic.
Podeszłam do niej i zaczęłam potrząsać jej ramieniem.
- Mhmf-mhf - mruknęła pod nosem.
- Ginny, wstawaj!
- A weź ty się ode mnie odpierdol. - odwróciła się na drugi bok.
No cóż, jak nie tak, to inaczej - pomyślałam.
- Ginny, ja ci nie chcę nic mówić, ale Zabini stoi w drzwiach i ci się przygląda, a masz na sobie tą niebieską koszulę nocną! - krzyknęłam jej do ucha.
Podziałało. Ruda jak petarda wystrzeliła z łóżka drąc się, że zabije tego idiotę i zboczeńca. Ja oczywiście pękałam ze śmiechu, szczególnie w momencie kiedy Ginny zauważyła, że drzwi są zamknięte, a ona ma na sobie spodnie dresowe i za duży podkoszulek Charliego
- Nienawidzę cię. - warknęła posyłając mi mordercze spojrzenie i ruszyła do łazienki.
- Pośpiesz się! Czekam na ciebie w salonie i jeśli nie zjawisz się tam za piętnaście minut to naprawdę pójdę po Blaise'a, a on pewnie nie będzie miał problemu z wyważeniem drzwi do łazienki! - krzyknęłam w kierunku drzwi.
Odpowiedziała mi wiązanką bardzo niekobiecych wyrazów. Zaśmiałam się jeszcze raz i wyszłam.
Draco
Po zjedzeniu śniadania przy, o zgrozo!, stole Gryffindoru razem z Blaisem wyszliśmy z Wielkiej Sali. Jakaś ruda pierwszoroczna minęła nas w drzwiach i przypomniał mi się Weasley. Na myśl o tym idiocie zacisnąłem zęby. Jak on mógł tak o niej mówić?! Jak?!
- Co jesteś taki spięty Smoku? - zapytał Blaise. - Coś się stało?
- Nie, nic. - syknąłem przez zęby. - Absolutnie nic.
- Chodzi o łasica, prawda?
- Nie, po prostu zapomniałem odrobić zadania z transmutacji. - wymyśliłem na poczekaniu.
Zabini parsknął śmiechem.
- Szczególnie, że dzisiaj pierwszy dzień szkoły. No nie powiem, zdolny jesteś, bo nic nam nawet na wakacje nie zadali.
- To wyjaśnia dlaczego tego nie odrobiłem. - mruknąłem pod nosem wiedząc, że się pogrążam.
- A te zaciśnięte pięści, to co? Chciałeś się bić z Mcgonagall? - uśmiechnął się sarkastycznie.
Nawet nie zdawałem sobie z tego sprawy.
- No dobra. To przez łasica.
- Mały Smoczuś się zakochał... - wykrzyknął śpiewnie Diabeł, a później zaczął nucić "Kociołek pełen miłości".
- Co jesteś taki spięty Smoku? - zapytał Blaise. - Coś się stało?
- Nie, nic. - syknąłem przez zęby. - Absolutnie nic.
- Chodzi o łasica, prawda?
- Nie, po prostu zapomniałem odrobić zadania z transmutacji. - wymyśliłem na poczekaniu.
Zabini parsknął śmiechem.
- Szczególnie, że dzisiaj pierwszy dzień szkoły. No nie powiem, zdolny jesteś, bo nic nam nawet na wakacje nie zadali.
- To wyjaśnia dlaczego tego nie odrobiłem. - mruknąłem pod nosem wiedząc, że się pogrążam.
- A te zaciśnięte pięści, to co? Chciałeś się bić z Mcgonagall? - uśmiechnął się sarkastycznie.
Nawet nie zdawałem sobie z tego sprawy.
- No dobra. To przez łasica.
- Mały Smoczuś się zakochał... - wykrzyknął śpiewnie Diabeł, a później zaczął nucić "Kociołek pełen miłości".
Hermiona
- O, Godryku... - westchnęła Ginny opadając na jeden z miękkich, czerwonych foteli. - Wakacje bardzo skutecznie pomagają w zapomnieniu o tych męczarniach.
- Uroki siódmej klasy, kotku. - odparł Blaise i rozwalił się na kanapie.
- Przypomnisz mi, dlaczego tu wróciliśmy? - poprosił Malfoy zrzucając nogi przyjaciela z kanapy i siadając.
- Wydaje mi się, że nasze matki zmówiły się i zagroziły, że nas wydziedziczą jeśli nie skończymy szkoły.
- Aha, tak już mi się przypomina. To wtedy dostałeś drewnianą łyżką po głowie?
- Taaa... A tobie odebrali utleniacz, prawda? - zaśmiał się Zabini, a Malfoy się obruszył.
- Po raz setny powtarzam ci, że moje włosy to naturalny blond.
- A ja po raz setny ci powtarzam, że nie uwierzę w to, chyba, że dostanę to na piśmie podpisane przez naszego kochanego fryzjera, Snape'a.
- Och, zamknij się Blaise.
- Jak sobie życzysz, tleniony. - powiedział Zabini ze złośliwym uśmiechem.
Ja w tym czasie usiadłam w fotelu obok Ginny i przywołałam kubek z kawą. Czułam, że jeśli się jej nie napiję to jakaś kończyna z całą pewnością mi odpadnie.
- Po co ci kawa, Mionuś? - zapytał Blaise.
- Jeśli jej nie wypiję to padnę. - powiedziałam biorąc łyk tego cudownego płynu.
- Odłóż to dziewczyno i napij się z nami ognistej. Ty, Wiewióreczko, też.
- Podziękuję. - odparła Ginny ze spokojem i wstała.
- Podziękuję. - odparła Ginny ze spokojem i wstała.
Draco
Kiedy Ruda się podniosła zauważyłem lubieżny uśmiech Diabła i spojrzenie spoczywające na pośladkach dziewczyny.
- Znowu masz brudne myśli, Blaise? - spytałem unosząc brwi.
- Ja nie mam brudnych myśli. - odparł Zabini. - Po prostu moja wyobraźnia jest bardzo seksowna.
Usłyszawszy to Granger zakrztusiła się swoją kawą, a Ginny, która właśnie przechodziła obok kanapy potknęła się o dywan i jak nic runęłaby na podłogę gdyby nie szybka reakcja mojego przyjaciela. Ten chwycił ją w pasie i pociągnął tak, że teraz leżała na nim.
- I ty dobrze, Wiewiórko, wiesz czego ona dotyczy. - mruknął jej do ucha, a ona natychmiast się podniosła i powiedziała ze słodkim uśmiechem:
- Och, Zabini, tyle razy ci mówiłam! Mcgonagall nie jest tobą zainteresowana! - widząc, że Diabeł ma minę jak niedorozwinięty gumochłon odrzuciła włosy na plecy i odeszła w stronę schodów do swojej sypialni krokiem wręcz emanującym samozadowoleniem.
Ja i Granger dostaliśmy niepohamowanego ataku śmiechu, a Blaise mruknął:
- Tak ze mną pogrywasz, ruda cholero? Jeszcze będziesz moja...
I poszedł do swojej sypialni.
I poszedł do swojej sypialni.
***
Za dziesięć ósma poszliśmy do gabinetu Mcgonagall. Zajmowała obecnie stary pokój Dumbledore'a i "ku jego czci" hasło brzmiało: Albus. Jak dla mnie bardziej "uczciłaby" go stawiając mu pomnik czy coś, ale jak sobie chce. Przywitała nas skinieniem głowy i zaprosiła, żebyśmy usiedli.
- Pewnie zastanawiacie się, dlaczego was tu wszystkich zebrałam. - zaczęła, a ja zobaczyłem jak Blaise z trudem powstrzymuje śmiech i patrzy na mnie kątem oka.
No, tak, pewnie mu się skojarzyło jak w ostatnie wakacje byliśmy w jakimś mugolskim centrum handlowym i ta głupia niemagiczna winda się zatrzymała. Diabeł uznał, że to dość zabawne i powiedział:
- Pewnie zastanawiacie się po co was tu wszystkich zebrałem. - wszyscy spojrzeli na niego skołowani. - Każdy z was - tu zrobił efektowną pauzę. - zasłużył na taką śmierć. - po tych słowach chwycił mnie za ramię i teleportował pod to wielkie koło w Londynie.
Później w Proroku ukazał się bardzo ciekawy artykuł o tym "bezmyślnym zachowaniu ze strony młodocianych czarodziejów". Poczułem, że ktoś szturcha mnie w żebra.
- Malfoy. - syknęła Granger.
- Co?
- Gówno, Smoku. Gówno. - powiedział Blaise.
- Panie Zabini! - obruszyła się dyrektorka.
- Przepraszam, pani profesor, po prostu od czasu, kiedy Draco zobaczył Hermionę ciągle odpływa i z czasem staje się to naprawdę irytujące. - wszystko to powiedział z czarującym uśmiechem.
Granger i ja momentalnie rzuciliśmy mu mordercze spojrzenia, a Wiewiórka się roześmiała. Zresztą Mcgonagall też wyglądała jakby z trudem powstrzymywała się od uśmiechu. Co się z nią stało do cholery?!
- Mimo wszystko proszę o nie używanie wulgaryzmów, panie Zabini.
- Oczywiście.
- No, więc o czym ja to...? A tak. Zaprosiłam was tu, ponieważ razem z resztą nauczycieli stwierdziliśmy, że trzeba jakoś uczcić wygranie Bitwy o Hogwart. W tym celu postanowiliśmy zorganizować bal, gdzie oddamy cześć poległym. Na państwa spada obowiązek zorganizowania picia, jedzenia, dekoracji oraz muzyki. Apropo tego ostatniego pomyślałam, że może byłoby przyjemnie, gdyby państwo rozpoczęli bal od kilku utworów we własnym wykonaniu - mogą być nawet mugolskie.
- Kiedy odbędzie się ten bal? - zapytała Hermiona.
- Za trzy tygodnie.
- Pewnie zastanawiacie się po co was tu wszystkich zebrałem. - wszyscy spojrzeli na niego skołowani. - Każdy z was - tu zrobił efektowną pauzę. - zasłużył na taką śmierć. - po tych słowach chwycił mnie za ramię i teleportował pod to wielkie koło w Londynie.
Później w Proroku ukazał się bardzo ciekawy artykuł o tym "bezmyślnym zachowaniu ze strony młodocianych czarodziejów". Poczułem, że ktoś szturcha mnie w żebra.
- Malfoy. - syknęła Granger.
- Co?
- Gówno, Smoku. Gówno. - powiedział Blaise.
- Panie Zabini! - obruszyła się dyrektorka.
- Przepraszam, pani profesor, po prostu od czasu, kiedy Draco zobaczył Hermionę ciągle odpływa i z czasem staje się to naprawdę irytujące. - wszystko to powiedział z czarującym uśmiechem.
Granger i ja momentalnie rzuciliśmy mu mordercze spojrzenia, a Wiewiórka się roześmiała. Zresztą Mcgonagall też wyglądała jakby z trudem powstrzymywała się od uśmiechu. Co się z nią stało do cholery?!
- Mimo wszystko proszę o nie używanie wulgaryzmów, panie Zabini.
- Oczywiście.
- No, więc o czym ja to...? A tak. Zaprosiłam was tu, ponieważ razem z resztą nauczycieli stwierdziliśmy, że trzeba jakoś uczcić wygranie Bitwy o Hogwart. W tym celu postanowiliśmy zorganizować bal, gdzie oddamy cześć poległym. Na państwa spada obowiązek zorganizowania picia, jedzenia, dekoracji oraz muzyki. Apropo tego ostatniego pomyślałam, że może byłoby przyjemnie, gdyby państwo rozpoczęli bal od kilku utworów we własnym wykonaniu - mogą być nawet mugolskie.
- Kiedy odbędzie się ten bal? - zapytała Hermiona.
- Za trzy tygodnie.
***
trzy tygodnie później...
- Malfoy, ty skretyniała fretko, wstawaj!
- Co jest? - spytałem zaspany.
- Mamy próbę za dwadzieścia minut i jeśli w ciągu najbliższych trzydziestu sekund nie ruszysz swojego arystokratycznego tyłka, to lewituję cię do Wielkiej Sali w takim stanie, w jakim się obecnie znajdujesz - darła mi się nad uchem Granger. - więc wstawaj i się ubieraj!
- A wydawało mi się, że nasze stosunki się ociepliły... - westchnąłem wstając.
- To ci się...-urwała.
Spojrzałem w jej stronę. Ona patrzyła na mnie. A dokładniej rzecz biorąc na mój nagi tors. Uniosłem znacząco brew.
- Nadal chcesz, żebym się ubierał?
Zamrugała kilka razy i powiedziała:
- Masz dziesięć minut, a później naprawdę cię lewituję. I nie będę zważać na to czy brakuje ci jakiejś części garderoby. - odwróciła się do drzwi i wyszła.
Westchnąłem i zacząłem się ubierać. Nasze relacje naprawdę były lepsze. potrafiliśmy w miarę normalnie rozmawiać, a ona kilka razy nawet pomogła mi przy pracy domowej z transmutacji, z której niestety jestem beznadziejny. Jednak w tym wszystkim najgorsze było to, że im więcej czasu spędzaliśmy razem tym bardziej mam ochotę ją pocałować. Już nawet nie mogę temu zaprzeczać, bo to bez sensu. Ciągnie mnie do niej jak magnes. Cholera, chyba muszę pogadać z Diabłem. Ona mnie przecież nienawidzi! No, a przynajmniej nie lubi. I ja też powinienem, no, ale, na Salazara, nie potrafię! Kiedy ją widzę mam ochotę zanurzyć dłonie w jej włosach, objąć ją, złapać za rękę, pocałować... Merlinie, naprawdę muszę porozmawiać z Diabłem.
- Trzy minuty, Malfoy! - krzyk zza drzwi wyrwał mnie z rozmyślań.
- Już, już, nie denerwuj się, Granger! - odkrzyknąłem i ruszyłem do łazienki, żeby umyć zęby i ułożyć włosy.
- Co jest? - spytałem zaspany.
- Mamy próbę za dwadzieścia minut i jeśli w ciągu najbliższych trzydziestu sekund nie ruszysz swojego arystokratycznego tyłka, to lewituję cię do Wielkiej Sali w takim stanie, w jakim się obecnie znajdujesz - darła mi się nad uchem Granger. - więc wstawaj i się ubieraj!
- A wydawało mi się, że nasze stosunki się ociepliły... - westchnąłem wstając.
- To ci się...-urwała.
Spojrzałem w jej stronę. Ona patrzyła na mnie. A dokładniej rzecz biorąc na mój nagi tors. Uniosłem znacząco brew.
- Nadal chcesz, żebym się ubierał?
Zamrugała kilka razy i powiedziała:
- Masz dziesięć minut, a później naprawdę cię lewituję. I nie będę zważać na to czy brakuje ci jakiejś części garderoby. - odwróciła się do drzwi i wyszła.
Westchnąłem i zacząłem się ubierać. Nasze relacje naprawdę były lepsze. potrafiliśmy w miarę normalnie rozmawiać, a ona kilka razy nawet pomogła mi przy pracy domowej z transmutacji, z której niestety jestem beznadziejny. Jednak w tym wszystkim najgorsze było to, że im więcej czasu spędzaliśmy razem tym bardziej mam ochotę ją pocałować. Już nawet nie mogę temu zaprzeczać, bo to bez sensu. Ciągnie mnie do niej jak magnes. Cholera, chyba muszę pogadać z Diabłem. Ona mnie przecież nienawidzi! No, a przynajmniej nie lubi. I ja też powinienem, no, ale, na Salazara, nie potrafię! Kiedy ją widzę mam ochotę zanurzyć dłonie w jej włosach, objąć ją, złapać za rękę, pocałować... Merlinie, naprawdę muszę porozmawiać z Diabłem.
- Trzy minuty, Malfoy! - krzyk zza drzwi wyrwał mnie z rozmyślań.
- Już, już, nie denerwuj się, Granger! - odkrzyknąłem i ruszyłem do łazienki, żeby umyć zęby i ułożyć włosy.
Hermiona
Po wyjściu z dormitorium Malfoy'a oparłam się o drzwi i wzięłam kilka głębokich oddechów. Dlaczego on musiał być tak cholernie idealny? Jego jasna skóra wcale nie wyglądała chorobliwie blado, jakby się można spodziewać, w blasku słońca wpadającego przez szparę w zasłonach wręcz lśniła. W uroczo rozczochranych po nocy włosach też odbijały się promienie słońca tworząc dookoła jego głowy aureolę. Jego twarz wyglądała we śnie tak niewinnie i spokojnie, że bez większego wysiłku mogłam sobie wyobrazić jak wyglądał jako mały chłopiec. Aby się otrząsnąć musiałam zacząć się drzeć, żeby wstawał. Kiedy to zrobił zaparło mi dech w piersiach. Spał bez koszulki. Wiedziałam, że jest szczupły i wysportowany, bo to widać na pierwszy rzut oka, ale... Cholera, naprawdę był idealny-przynajmniej z wyglądu. Merlinie, z każdym dniem jest coraz gorzej! Znaczy, nasze stosunki się poprawiły, ale ze mną jest coraz gorzej. Nie dość, że kiedy go widzę cały czas chciałabym go złapać za rękę, przytulić, lub nawet, o Godryku, pocałować, to jeszcze co noc mi się śni. I to bynajmniej nie są sny, w których go policzkuję, albo wsadzam do Azkabanu. Wzięłam kolejny głęboki oddech.
- Trzy minuty, Malfoy! - krzyknęłam.
- Już, już, nie denerwuj się, Granger. - odkrzyknął, a ja oparłam się o barierkę przy schodach.
- Merlinie, daj mi siłę, - szepnęłam. - bo albo go zabiję, albo pocałuję.