piątek, 22 listopada 2013

Rozdział 6

Kochani!
W związku z tym, że ostatni rozdział był krótki i w zasadzie nic nie znaczący postanowiłam poświęcić moment, kiedy powinnam uczyć się do matematyki i napisać coś, co zadowoliłoby i was i mnie :). Szczerze mówiąc ostatni rozdział nie podobał mi się, ale już strasznie długo nic nie wstawiałam, a poza tym dało mi to motywację, do tego :)
Już nie przynudzam :*
Cassandra

Draco
Usłyszałem jakiś huk i kiedy odwróciłem się od książek zobaczyłem rudą Wesley'ównę, która stoi nad Blaisem z wyrazem furii i równocześnie samozadowolenia na twarzy. Granger stała obok i patrzyła na nich z rozbawieniem.
- Granger, czy mogłabyś zabrać tę małą seksowną rozwścieczoną wiewiórkę z tego pokoju zanim mnie zabije, albo co gorsza, wykastruje. - wzdrygnął się z udawanym przestrachem, a z oczu wiewiórki dało się wyczytać, że albo ktoś ją przytrzyma, albo udusi tego idiotę gołymi rękami.
- Miona... - zaczęła z groźbą w głosie, ale Granger już wzięła ją za rękę i poprowadziła po schodach do ich sypialni.
- Nie możesz sobie odpuścić, prawda Blaise? - zapytałem podchodząc i pomagając mu wstać.
- Nie mogę, stary. Nie kiedy ta mała, ruda, słodka, urocza seksowna wiewióreczka lata mi koło nosa. A do tego tak słodko się złości... I w ogóle jest taka słodka...
- Zdajesz sobie sprawę, że powiedziałeś "słodka" trzy razy?
- Absolutnie i całkowicie tak.

Hermiona
Kiedy już w miarę uspokoiłam Ginny odesłałam ją do siebie, a sama wreszcie miałam chwilę, by przyjrzeć się swojemu dormitorium. Miało czerwone ściany i podłogę z ciemnego drewna. Jak się wchodziło po prawej był nieduży kominek, dwa czerwone fotele i mały stolik, a na lewo czerwona kanapa, a dalej stała jeszcze olbrzymia drewniana szafa. Na wprost było podwyższenie, na którym stało olbrzymie łóżko z baldachimem. Dalej pod oknem było biurko z ciemnego drewna oraz stolik, na którym stał dzbanek z wodą. Mój kufer już tu był, więc postanowiłam się rozpakować. Wszystkie ubrania poukładałam albo powiesiłam w szafie, a szlafrok, płyny, szczoteczkę do zębów i kosmetyki zaniosłam do łazienki. Później wykąpałam się, przebrałam w pidżamę, umyłam zęby i położyłam się do łóżka z zamiarem poczytania. Jednak nie dane mi było nawet przeczytać jednej strony, ponieważ rozległo się pukanie do drzwi. Przekonana, że to Ginny krzyknęłam "Proszę!" nawet nie podnosząc wzroku znad książki. Drzwi zaskrzypiały i czyjaś głowa wsunęła się do środka.
- Mogę? - usłyszałam głos Zabiniego.
Tak się zdziwiłam, że aż książka wypadła mi z rąk na co on tylko wyszczerzył się jeszcze szerzej. Wciąż w będąc szoku skinęłam głową. Slizgon wszedł do pokoju zamykając za sobą drzwi i stanął obok łóżka.
- O co chodzi, Zabini? - zapytałam kładąc książkę  na łóżku.
- Tak sobie pomyślałem...
- To już połowa sukcesu. - mruknęłam, a on się uśmiechnął.
- Myślałem, że skoro mieszkamy razem i w ogóle... To moglibyśmy rozmawiać ze sobą jak cywilizowani ludzie. Ja osobiście nigdy nic do ciebie nie miałem... Poza tym świetnie do siebie pasujemy. Oczywiście pod względem przyjaźni...
- Jasne, a teraz tak naprawdę chcesz mnie wykorzystać, żeby zarywać do Ginny.
- No widzisz! To wcale nie są plotki, że ty i ja jesteśmy najmądrzejszymi czarodziejami od czasów samej Roveny Rawenclaw!
Spojrzałam na niego ironicznie, a on dodał:
- I rozumiemy się bez słów. - przekonywał mnie dalej.
- Aha, czyli zrozumiałeś przekaz, że jesteś idiotą?
- Oczywiście! - cały się rozpromienił. - To jak? Będziemy przyjaciółmi, prawda?
Roześmiałam się. Jego głupocie chyba nie można się oprzeć, bo odpowiedziałam mu:
- Niech ci będzie, idioto.
Kiedy to usłyszał wyciągnął ręce w moją stronę, podniósł mnie z łóżka i zaczął obracać dookoła. Zapiszczałam i krzyknęłam, żeby mnie postawił, a on uczynił to śmiejąc się tak głośno, że gdyby nie zaklęcie wyciszające cały zamek by nas usłyszał.
- Ty naprawdę jesteś idiotą. - stwierdziłam kręcąc głową.
- Słyszałem to tyle razy, że nie robi to już na mnie wrażenia.
Usiadłam na łóżku, a on bez zaproszenia rozwalił się na nim. Oj, będzie ciężko... - ale przynajmniej zabawnie.
- Malfoy nie wie, że tu przyszedłeś, prawda?
- Oczywiście, że nie! Przecież by mnie zabił! Zazdrosny facet jest zdolny do wielu rzeczy. A zazdrosny Smok do wielu innych...
- Czemu Smok? - zapytałam.
Zamyślił się.
- Już nawet nie pamiętam. Pewnie jak byliśmy mali w coś się bawiliśmy.
- A ty? Jak cię nazywają? - spytałam kładąc się obok Zabiniego.
- Diabeł. - uśmiechnął się do mnie.
- Taak, tu jestem w stanie się domyślić, dlaczego... - odwzajemniłam uśmiech.
- No dobra, to teraz powiedz mi co mogę zrobić, żeby zaimponować tej małej nieprzystępnej wiewiórce.
- Myślę, że już wystarczy przyjaźni jak na jeden dzień. - powiedziałam siadając i wskazując mu ręką drzwi.
- No Miona... Nie bądź taka! Ja już nic o wiewiórce nie powiem! Proooooszę... Pozwól mi zostać...
Pokręciłam głową, wstałam, wzięłam go za rękę i pociągnęłam w stronę drzwi.
- Pogadamy o książkach? Lubisz książki, prawda? A może o mugolskich rzeczach? Uważam, że telewizja jest świetna!
- Przykro mi, Zabini. Integracja zakończona. Pogadamy jutro.
- No cóż... Jedyne co mi pozostaje to stwierdzenie, iż jesteś bezduszną i okrutną istotą. Żegnaj. - to mówiąc pocałował mnie w policzek i wyszedł zamykając za sobą drzwi.
Oparłam się o nie i po raz kolejny tego dnia pomyślałam: Oj, będzie ciężko...

Draco
Właśnie wyszedłem z łazienki w samym ręczniku owiniętym wokół bioder, kiedy do mojego dormitorium wparował Zabini.
- Na Salazara, Blaise! Może byś chociaż pukał. - rzuciłem bardziej z przyzwyczajenia.
- Tak sobie właśnie pomyślałem...
- To już połowa sukcesu. - mruknąłem pod nosem.
- Właściwie to, dlaczego tak bardzo nienawidzisz Hermiony?
- Granger? - zapytałem zwlekając z odpowiedzią.
- A znasz jakąś inną Hermionę?
- W domu ojciec nauczył mnie, że wszyscy nieczytokrwiści czarodzieje są gorsi, a ci mugolskiego pochodzenia w ogóle nie powinni istnieć. Zaczęło się w pierwszej klasie i... jakoś tak zostało. - wzruszyłem ramionami.
- A nie mógłbyś się z nią pogodzić...?
- A myślałeś o wizycie w Mungu?
- Nie, ja mówię serio.
- Ja też.
- Ale dlaczego?
- Ty chyba czasami masz dziwne przejawy gryfonizmu. Jestem ślizgonem z krwi i kości. Ja się mszczę za wszystko, a nie godzę się czy wybaczam.
- To może powinieneś zacząć. - odparował Blaise nagle zdenerwowany. - Ona naprawdę nie jest taka zła.
- A skąd ty to tak dobrze wiesz?
- Bo właśnie poszedłem do niej i zaproponowałem zgodę. Ale nie myśl, że mówiłem za nas dwóch. - to mówiąc wyszedł z pokoju trzaskając drzwiami.
Usiadłem na łóżku nagle odczuwając całe zmęczenie z tego dnia.
- Oj, będzie ciężko... - powiedziałem do pustego pokoju.

4 komentarze:

  1. Jejku, super piszesz! <3 Czytam daaalej :3

    OdpowiedzUsuń
  2. Hahahahaha, Blaise mógłby zostać moim mężem, tym drugim, oczywiście, ale na pewno nie mniej ważnym :D Malfoy, nie masz nic przeciwko trójkątowi, nie? :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Hahahahha, jaka ironia! Już widać, że do siebie pasują!
    Diabeł - "oj będzie ciężko", coś mi się wydaje, że to nie jest przesadne określenie.
    Zabini już chce zarywać do Ginny? A ten tekst "Zdajesz sobie sprawę, że powiedziałeś "słodka" trzy razy?" - to mnie rozwalił, nie mówiąc już o opisu Diabła wyżej.
    Weny,
    pozdrawiam
    Darknessi

    OdpowiedzUsuń