Kochani!
Do tej miniaturki przyłożyła się również moja przyjaciółka, więc musicie wiedzieć, że to nie tylko moje dzieło. Ogólnie dedykacja jest dla niej. Za ten fragment, który napisała i za motywację :)
Cassandra
Trumna z kobietą zamyka się na zawsze odcinając ją od tego świata. Zachowuję kamienną twarz, mimo, że właśnie bezpowrotnie odebrano mi żonę. Tak naprawdę nigdy nie kochałem Astorii. Nasze małżeństwo było w pełni zaaranżowane przez naszych rodziców i miało służyć jedynie przedłużeniu linii rodów czystej krwi. Nigdy nie zachowywaliśmy się jak para. To znaczy, mieszkaliśmy razem, pokazywaliśmy się na bankietach w ministerstwie, gdzie pracowałem, mieliśmy dziecko... No właśnie. Tak naprawdę jedyne co nas łączyło, to nasz syn. Scorpius. Obydwoje kochaliśmy go jak tylko rodzic może kochać dziecko, a ponieważ był jedynakiem, w dodatku długo wyczekiwanym, nasza miłość była jeszcze silniejsza. Teraz ten mały, pięcioletni blondyn stoi obok i trzyma się kurczowo mojej nogi. Czuję, że zaraz wybuchnie płaczem, więc biorę go na ręce i mocno przytulam. On zarzuca mi małe rączki na szyję i zaczyna cichutko łkać.
- Dlaczego mamusia nas zostawiła?-słyszę jego zachrypnięty głos tuż przy uchu.-Dlaczego?
- Mamusia, wcale nas nie zostawiła- mówię ściskając go mocniej.-teraz patrzy na nas z góry.-podnosi głowę, a ja pokazuję mu palcem bezchmurne niebo.-Siedzi tam i martwi się o ciebie. I nie chce, żebyś płakał.
Ociera łzy i dzielnie próbuje powstrzymać kolejne przez kilka sekund, ale zaraz nie wytrzymuje i ponownie ukrywa twarz w mojej szyi. Tymczasem pogrzeb dobiega końca, a do nas zaczynają podchodzić różni ludzie i składają nam kondolencje. Scorpius nie odrywa się ode mnie ani na moment i w końcu zasypia. Wracam z nim do domu i zanoszę do sypialni. Z całą pewnością przez jakiś czas nie będzie chciał spać sam. Delikatnie, żeby go nie obudzić przebieram go w pidżamę i kładę do łóżka. Sam idę do gabinetu obok, ale zostawiam otwarte drzwi w razie gdyby się obudził. Nie zawracam sobie głowy szklanką i pociągam kilka solidnych łyków Ognistej Whiskey prosto z butelki. Siadam w fotelu i myślę nad wszystkim, co się ostatnio wydarzyło. Astoria do ostatnich chwil chciała być z małym. Kiedy dowiedziała się o chorobie natychmiast zaczęła się leczyć, mimo, że wiedziała, iż nie ma najmniejszej szansy na jej pokonanie. Było wcześnie, ale równocześnie za późno. Z rozmyślań wyrywa mnie dziecięcy płacz. Zrywam się i biegnę do sypialni. Scorpius wije się w pościeli i woła mamę zalewając się łzami. Nachylam się nad nim i biorę go na ręce. Tam dalej się szamocze, a kiedy udaje mi się go dobudzić zarzuca mi małe rączki na szyję i wybucha jeszcze większym płaczem, przypomniawszy sobie, że Astorii już nie ma. Powoli kładę się na łóżku razem z nim i po kilkunastu minutach po raz kolejny zasypia zmęczony płaczem. Delikatnie odkładam go i przykrywam. Sam idę się przebrać, a później kładę się obok niego i przytulam go mocno. Po jakimś czasie udaje mi się zasnąć.
Pół roku później
- Ale pójdziemy zobaczyć miotły?
- Pójdziemy, pójdziemy.-śmieje się-Ale teraz tata musi załatwić kilka spraw. Później obejrzymy miotły i zjemy lody, w porządku?
- Tak.-zgadzam się i ruszam razem z tatą przez zatłoczoną ulicę pokątną.
W pewnym momencie jakiś pan wita się z tatą, a ja zauważam na wystawie sklepu takie śmieszne małe myszki, które skaczą przez skakankę. Podbiegam do gabloty zapominając o tym co obiecałem i zaczynam stukać palcem w szybę. Przychodzi sprzedawczyni i zaczyna na mnie krzyczeć, że stresuję te myszki. Odwracam się, żeby zawołać tatę, ale nigdzie go nie widzę. Staję na palcach, ale to nic nie daje, bo wszyscy są znacznie starsi i wyżsi ode mnie. Chce mi się płakać, tym bardziej, że sprzedawczyni wciąż na mnie krzyczy.
- Proszę na niego nie krzyczeć.-słyszę miły głos.-Przecież to tylko dziecko. Nawet nie wie, że źle zrobiło. Przecież chciał się tylko pobawić.
Unoszę głowę i widzę bardzo ładną panią z miłym uśmiechem i dużymi, brązowymi, wesołymi oczami. Miała mnóstwo ciemnych kręconych włosów i była ubrana w żółtą sukienkę. Sprzedawczyni odchodzi mówiąc coś po cichu. Ta miła pani kuca i uśmiecha się do mnie.
-Zgubiłeś się?-pyta.
-Nie.-odpowiadam.-Tylko nie wiem gdzie jest tata.
Pani się śmieje i czochra mnie po włosach.
-Jak masz na imię?
-Scorpius. A pani?-ona znowu się uśmiecha, więc pewnie jest bardzo wesołą osobą.
-Hermiona. Powiedz mi, Scorpius...
-Scorpie.-poprawiam ją.-Wszyscy mówią na mnie Scorpie.
-Dobrze, w takim razie, Scorpie. Powiedz mi gdzie ostatnio widziałeś tatusia?
-Stał tam.-pokazuję palcem miejsce, gdzie stoi teraz jakaś pani z zieloną skórą i wielkim nosem.
-Aha... A jak tata wygląda? Może uda mi się go zobaczyć.
-Jest wysoki i ma jasne włosy, takie jak ja. I jest bardzo przystojny.-powtarzam słowa babci.
Hermiona śmieje się i wstaje. Rozgląda się, ale chyba dalej nie wie, który z tych wszystkich panów dookoła może być tatą. Przez chwilę ma zamyśloną minę, a później się nachyla.
-A jak tata się nazywa? Może go znam, a jeśli nie, to będziemy mogli go zawołać.
-Draco Malfoy.-odpowiadam, a Hermiona nagle robi się blada.-Zna go pani?
-Tak.-kilka razy mruga i znowu się uśmiecha.-Chodziliśmy razem do szkoły. Zaraz rozejrzę się jeszcze raz.
Po chwili słyszę tatę, który krzyczy:
-Scorpius! Scorpie!-a później kilka słów, za które mama i babcia zawsze są na niego złe.
-Malfoy!-odkrzykuje mu Hermiona.
***
-Malfoy!-słyszę skądś znajomy głos.
Odwracam się w kierunku jego źródła i widzę brązowowłosą kobietę o wielkich brązowych oczach. To jednak nie po tym ją poznaję. Coś szarpie za jej sukienkę, a ona nachyla głowę i mówi coś z uśmiechem. Cholera, to Granger. To musi być ona. Później znowu patrzy na mnie.
-No chodź tu, Malfoy!-krzyczy po raz kolejny.-Ktoś na ciebie czeka!
W tym momencie doznaję olśnienia, że to przecież mała rączka szarpała za jej sukienkę. Uśmiecham się z ulgą i podbiegam tam. Kucam, a Scorpie rzuca mi się na szyję.
-Ile razy mówiłem ci, żebyś się nie oddalał?-pytam, ale w moim głosie nie ma złości.
-Ale tam były takie śmieszne myszki, które skakały przez skakankę!-broni się mały.
-Mniejsza z tym. Bogu dzięki, że jesteś.
-Nie Bogu, tylko Hermionie.-poprawia mnie.
Racja! Całkiem zapomniałem. Spoglądam do góry. Ona stoi uśmiecha się. Trochę smutno, trochę wesoło, nie jestem w stanie powiedzieć jak bardziej.
-Dziękuję.-mówię do niej.
-Nie sądziłam, że kiedykolwiek to od ciebie usłyszę, ale nie ma za co.-teraz z jej uśmiechu znika smutek.
Niepewnie odwzajemniam uśmiech. Czemu ona mnie peszy?
-Chodź Scorpie. Mamy jeszcze kilka spraw do załatwienia i jestem pewien, że Gran... Hermiona też.
Wstaję i wyciągam do niego rękę, ale on krzyżuje swoje i nie ma zamiaru się ruszyć.
-No chodź. Pooglądamy miotły, możemy nawet kupić myszkę, chociaż babcia mnie za to zabije.
-Nie.
-Nie?-unoszę brew szczerze zdziwiony jego zachowaniem. Zwykle z chęcią przystaje na każdą tego typu propozycję.
-Nie. Powinieneś coś jeszcze zrobić.-spogląda znacząco na Hermionę, która wydaje się być równie zdziwiona jak ja.
-Przecież podziękowałem.
-I...
-I... co?
-I czego cię babcia zawsze uczyła? Takie miłe, ładne panie trzeba zaprosić na kawę w ramach dziękowania.
Granger rumieni się i zaczyna chichotać równocześnie. Pewnie jest ciekawa jak z tego wybrnę.
- Zupełnie o tym zapomniałem.-uśmiecham się do niego.-Masz rację, ale wydaje mi się, że Hermiona jest zajęta.-patrzę na nią kątem oka.
-Właściwie to nie mam żadnych planów.-mówi przygryzając wargę.
-No to chodźmy!-krzyczy mały i bierze mnie za jedną rękę, a Granger za drugą.
Prowadzi nas do tej lodziarni, której nazwy nigdy nie pamiętam i siada na środkowym krześle, więc my jesteśmy zmuszeni do zajęcia miejsc na przeciwko siebie.
-Rozumiem, że liczysz na lody.-mówię patrząc na małego.
-Chciałbym, ale babcia mówiła, że nie wolno tak się narzucać.
-Ale w jakim sensie narzucać? Przecież to ja płacę.-widząc, że Granger chce coś powiedzieć dodaję.-Za wszystkich.
Scorpius marszczy brwi.
-Ale dziadek wtedy kiedy babcia mówiła o miłych paniach i kawiarniach zawsze dodawał, że w takim razie te panie mają stawiać lody.
Siedzę skołowany, a Granger rumieni się i z trudem powstrzymuje śmiech.
-Nie słuchaj dziadka w takich sprawach.-mówię w końcu.-Kompletnie nie zna się na kobietach.
W tym momencie Hermiona nie wytrzymuje i wybucha śmiechem.
-Czemu się śmiejesz?-pyta Scorpius, a ja uśmiecham się zadowolony, że teraz ona ma problem, a nie ja.
-Wiesz, po prostu właśnie przypomniałam sobie, jak mój dziadek opowiadał mi historie o swoich dziewczynach. Też nie miał pojęcia o kobietach. Nie wiem jakim cudem udało mu się z babcią.
Wybrnęła. I to lepiej ode mnie, bo zaraz po tym zaczęła opowiadać małemu o tym jak jej dziadek wrzucił koleżance żabę do piórnika. Akurat w momencie kiedy kończą się śmiać podchodzi kelner, żeby przyjąć zamówienie. Bierzemy po kawie, ale mały nie wie jaki smak lodów chce, więc idzie razem z kelnerem do gabloty, gdzie są chyba naprawdę wszystkie rodzaje. Między nami zapada niezręczna cisza.
-Jeszcze raz dzięki.-mówię, żeby przerwać milczenie.
-Nie ma za co.-uśmiecha się.-Cudny chłopczyk. Ile ma lat?
-Pięć i pół.-odpowiadam również z uśmiechem. Znowu zapada cisza.-Gdzie pracujesz?-pytam.
-Obecnie nigdzie. Mam dość. Chcę na chwilę odpocząć od pracy w ministerstwie. Najchętniej spędzałabym całe dnie wyprowadzając psy, albo zajmując się dziećmi. A ty?
-Jestem prawnikiem. Prowadzę kancelarię dla czarodziejów i mugoli, a od śmierci Astorii zajmuję się też małym.
-Przykro mi.-mówi i rzeczywiście widzę smutek w jej oczach.
-Jakoś dajemy radę. Ale, czy nie mówiłaś przypadkiem, że chciałabyś zajmować się dziećmi?
-Naprawdę dopuściłbyś szlamę do swojego dziecka?
Robi mi się głupio kiedy słyszę jej uwagę.
-Posłuchaj.-biorę głęboki oddech.-W szkole zachowywałem się jak zapatrzony w siebie idiota. Może czasami nadal się tak zachowuję, ale to dziecko naprawdę mnie zmieniło.
-W zasadzie już ci wybaczyłam te wszystkie obelgi.
-Co?-pytam dość mało inteligentnie.
-Wybaczyłam ci. Wybaczyłam ci w chwili, kiedy dowiedziałam się, że to twój syn.
-Ale dlaczego?
-Bo nie wychowałeś go tak jak ciebie wychowali.
-Już wybrałem!-krzyczy mały podbiegając do nas i łapiąc mnie za rękaw.
-Jakie?-pytam z uśmiechem.
-Orzechowe!-odpowiada.-A wiesz dlaczego?
-Bo są smaczne?
-Nie! Bo mają taki sam kolor jak oczy Hermiony!
-W zasadzie już ci wybaczyłam te wszystkie obelgi.
-Co?-pytam dość mało inteligentnie.
-Wybaczyłam ci. Wybaczyłam ci w chwili, kiedy dowiedziałam się, że to twój syn.
-Ale dlaczego?
-Bo nie wychowałeś go tak jak ciebie wychowali.
-Już wybrałem!-krzyczy mały podbiegając do nas i łapiąc mnie za rękaw.
-Jakie?-pytam z uśmiechem.
-Orzechowe!-odpowiada.-A wiesz dlaczego?
-Bo są smaczne?
-Nie! Bo mają taki sam kolor jak oczy Hermiony!
***
Kilka dni później mały zaczął dopytywać się czy jeszcze spotkamy się z Hermioną. Kiedy powiedziałem, że nie wiem i że ona ma pewnie swoje sprawy wymusił na mnie wysłanie jej sowy. W liście napisałem, czy nie chciałaby się spotkać. Odpowiedziała, że chętnie. Byliśmy gdzieś kilka razy, a teraz siedzimy w restauracji i jemy kolację. Ona jest ubrana w czerwoną sukienkę przed kolano i wygląda naprawdę ślicznie. Nie ma w niej ani śladu tej jedenastoletniej dziewczyny z szopą włosów na głowie. Rozmawiamy śmiejąc się.
-Hermiono- niepewnie biorę ją za rękę.-Naprawdę lubię spędzać z tobą czas.
-Ja z tobą też.-odpowiada i uśmiecha się ściskając mocniej moją rękę.
-Jesteś taka inteligentna, mądra, zabawna.-mówię głaszcząc jej dłoń kciukiem, a ona się rumieni.
Spoglądam na nią i widzę jej twarz w świetle świec. Radosne iskierki w
oczach, usta uśmiechnięte i lekko rozchylone, rumieńce na policzkach...
- Jesteś piękna.-mówię i dotykam ręką jej policzka.-Naprawdę nie wiem jak mogłem być kiedyś taki ślepy.
Nachylamy się do siebie i kiedy nasze usta już prawie się stykają podchodzi kelner i głośno chrząka. Hermiona cofa się speszona na swoje miejsce, a ja posyłam mu mordercze spojrzenie.
- Zdaje się, że prosił pan o rachunek.-mówi niezrażony.-Proszę bardzo. Płatność kartą czy gotówką?
- Gotówką.-cedzę przez zęby, a kelner odchodzi by po chwili wrócić z koszyczkiem.
Zostawiam tyle ile trzeba, a na rachunku dopisuję uwagę apropo braku wyczucia pracowników. Hermiona śmieje się kiedy widzi co piszę, a kelner nie wygląda na zachwyconego. Ani notatką, ani brakiem napiwku.
Pomagam Hermionie włożyć płaszcz i proponuję, że odprowadzę ją do domu. Za każdym wcześniejszym razem jakoś się od tego wykręcała, ale tym razem się zgadza. Idziemy prawie pustymi ulicami Londynu i rozmawiamy, kiedy nagle zaczyna padać. Zdejmuję marynarkę i daję ją Hermionie z jednej strony tworząc nad naszymi głowami prowizoryczny dach. Biegniemy śmiejąc się jak dzieci, aż w końcu docieramy do bloku, w którym mieszka Hermiona. Wpadamy do klatki zdyszeni i cali mokrzy, a później idziemy po schodach do mieszkania. Kiedy udaje jej się w końcu znaleźć klucz i otworzyć drzwi dookoła nas na podłodze jest już sporych rozmiarów kałuża. Przytrzymuję jej drzwi i wchodzimy do środka cały czas chichocząc.
- Obawiam się, że nie mogę zaproponować ci nic do przebrania.-mówi opierając się o drzwi, a ja się uśmiecham i przysuwam do niej.
- Zawsze mogę to zdjąć.-szepczę, a ona bierze głęboki oddech, kiedy dla potwierdzenia tych słów pociągam delikatnie za krawat.
- To byłoby bardzo niestosowne, panie Malfoy.-mówi równie cicho uśmiechając się uwodzicielsko.
- Tak pani uważa, panno Granger?-przysuwam się jeszcze bliżej.
- Tak.-przymyka delikatnie oczy.
- A ja myślę, że bardzo by pani chciała zobaczyć jak to robię...-szepczę tuż przy jej ustach.-Ponad to, myślę, że sama chciałaby pani to zrobić...
w tym momencie nasze usta się stykają. Z początku jest to delikatny pocałunek, ale po chwili przekształca się w wielką walkę o dominację. Obejmuję ją w talii jedną ręką, a drugą szukam zamka na jej plecach. Ona luzuje mój krawat i ściąga mi go przez głowę przerywając na chwilę nasz pocałunek, a potem zaczyna delikatnie rozpinać guziki mojej koszuli. Kiedy udaje jej się pozbyć górnej części mojej garderoby, a ja znajduję wreszcie początek zapięcia jej sukienki mówi:
- Może przejdziemy do sypialni?-lekko wskazuje głową na drzwi po lewej stronie.
Zarzucam jej ręce na moją szyję, a ona oplata mnie nogami w pasie. Zanoszę ją do sypialni i delikatnie kładę na środku dwuosobowego łóżka. Momentalnie przyciąga mnie do siebie i przetacza, tak że teraz ona jest na górze. Wreszcie udaje mi się pozbyć jej sukienki, a ona sięga do mojego paska od spodni. Znowu się przekręcamy i w czasie kiedy Hermiona ściąga moje spodnie ja całuję jej szyję dekolt i ramiona.
- Jesteś piękna.-mówię i dotykam ręką jej policzka.-Naprawdę nie wiem jak mogłem być kiedyś taki ślepy.
Nachylamy się do siebie i kiedy nasze usta już prawie się stykają podchodzi kelner i głośno chrząka. Hermiona cofa się speszona na swoje miejsce, a ja posyłam mu mordercze spojrzenie.
- Zdaje się, że prosił pan o rachunek.-mówi niezrażony.-Proszę bardzo. Płatność kartą czy gotówką?
- Gotówką.-cedzę przez zęby, a kelner odchodzi by po chwili wrócić z koszyczkiem.
Zostawiam tyle ile trzeba, a na rachunku dopisuję uwagę apropo braku wyczucia pracowników. Hermiona śmieje się kiedy widzi co piszę, a kelner nie wygląda na zachwyconego. Ani notatką, ani brakiem napiwku.
Pomagam Hermionie włożyć płaszcz i proponuję, że odprowadzę ją do domu. Za każdym wcześniejszym razem jakoś się od tego wykręcała, ale tym razem się zgadza. Idziemy prawie pustymi ulicami Londynu i rozmawiamy, kiedy nagle zaczyna padać. Zdejmuję marynarkę i daję ją Hermionie z jednej strony tworząc nad naszymi głowami prowizoryczny dach. Biegniemy śmiejąc się jak dzieci, aż w końcu docieramy do bloku, w którym mieszka Hermiona. Wpadamy do klatki zdyszeni i cali mokrzy, a później idziemy po schodach do mieszkania. Kiedy udaje jej się w końcu znaleźć klucz i otworzyć drzwi dookoła nas na podłodze jest już sporych rozmiarów kałuża. Przytrzymuję jej drzwi i wchodzimy do środka cały czas chichocząc.
- Obawiam się, że nie mogę zaproponować ci nic do przebrania.-mówi opierając się o drzwi, a ja się uśmiecham i przysuwam do niej.
- Zawsze mogę to zdjąć.-szepczę, a ona bierze głęboki oddech, kiedy dla potwierdzenia tych słów pociągam delikatnie za krawat.
- To byłoby bardzo niestosowne, panie Malfoy.-mówi równie cicho uśmiechając się uwodzicielsko.
- Tak pani uważa, panno Granger?-przysuwam się jeszcze bliżej.
- Tak.-przymyka delikatnie oczy.
- A ja myślę, że bardzo by pani chciała zobaczyć jak to robię...-szepczę tuż przy jej ustach.-Ponad to, myślę, że sama chciałaby pani to zrobić...
w tym momencie nasze usta się stykają. Z początku jest to delikatny pocałunek, ale po chwili przekształca się w wielką walkę o dominację. Obejmuję ją w talii jedną ręką, a drugą szukam zamka na jej plecach. Ona luzuje mój krawat i ściąga mi go przez głowę przerywając na chwilę nasz pocałunek, a potem zaczyna delikatnie rozpinać guziki mojej koszuli. Kiedy udaje jej się pozbyć górnej części mojej garderoby, a ja znajduję wreszcie początek zapięcia jej sukienki mówi:
- Może przejdziemy do sypialni?-lekko wskazuje głową na drzwi po lewej stronie.
Zarzucam jej ręce na moją szyję, a ona oplata mnie nogami w pasie. Zanoszę ją do sypialni i delikatnie kładę na środku dwuosobowego łóżka. Momentalnie przyciąga mnie do siebie i przetacza, tak że teraz ona jest na górze. Wreszcie udaje mi się pozbyć jej sukienki, a ona sięga do mojego paska od spodni. Znowu się przekręcamy i w czasie kiedy Hermiona ściąga moje spodnie ja całuję jej szyję dekolt i ramiona.
UWAGA!
W TYM MOMENCIE DO AKCJI WKRACZA PRZERAŻAJĄCA, BARDZO KREATYWNA WENA MOJEJ PRZYJACIÓŁKI, KTÓRA WCIĄŻ NIE OCHŁONĘŁA DO KOŃCA PO PRZECZYTANIU "OSTATNIEGO BASTIONU" I "ZMOWY DZIEWIC"! SCENA Z CAŁĄ PEWNOŚCIĄ POWINNA BYĆ OZNACZONA "18+"!
OSTRZEGAM TYLKO PRZED ZNISZCZENIEM SOBIE PSYCHIKI!
CAŁOŚĆ BĘDZIE NAPISANA NA CZERWONO, ŻEBY KTOŚ, KTO CHCE TO OMINĄĆ MIAŁ ŁATWIEJ :)
CZYTACIE NA WŁASNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ!!!

Ona wplata ręce w moje już i tak zmierzwione włosy i cicho wzdycha.
-
Nadal uważa pani, że to niestosowne? - szepczę jej do ucha. Hermiona
odchyla do tyłu głowę a w ramach odpowiedzi unosi lekko swoje smukłe
biodra. Całuję ją w szyję i schodzę coraz niżej zostawiając wilgotny
szlak na jej rozpalonym ciele. Delikatnie zataczam językiem kółeczka na
jej płaskim brzuchu. Ona cichutko jęczy. Powoli się od niej odsuwam.
- Odpowie mi pani?- w ciemności próbuję odnaleźć jej usta. Całuję
ją w jej rozchylone wargi i rozkoszuje się ciepłem jej ciała. Błądzę
rękoma po jej plecach w poszukiwaniach zapięcia od jej czarnego
koronkowego stanika.
- To jak będzie panno Granger ? Doczekam się odpowiedzi na moje
pytanie? - mówię na chwilę odrywając się od jej ust. Wcale nie mam
ochoty przerywać pieszczot, ale widocznie stary nawyk jest silniejszy ode
mnie. Muszę się z nią chwile podroczyć. Uśmiecham się do niej
zadziornie, a ona spogląda na mnie z miną zbitego psiaka. Odsuwam rękę
od jej stanika.
Czuje jak ręce Hermiony zaciskają się na moich barkach. Momentalnie przyciąga mnie do siebie i szepcze mi do ucha.
-
Nie... nie uważam, że jest to niestosowne- słyszę, że podniecenie
trochę ją rozprasza i z trudem składa słowa, ale prędzej stary Snape
sięgnie po szampon niż ona się do tego przyzna. Składa delikatny
pocałunek na moich ustach i powoli jej ręce schodzą na moje biodra.
Przechodzi mnie przyjemny dreszcz rozkoszy. Z trudem łapię powietrze.
Cholera... nigdy nie przypuszczałem, że coś takiego może się wydarzyć..
Ja i Gran.. Hermiona. Nie mogę dłużej o tym myśleć bo jej ręce są
niebezpiecznie blisko mojego najintymniejszego miejsca. "O nie ta mała
kobietka nie będzie mną rządzić, już ja jej pokaże" - myślę i
wsuwam ręce pod jej pośladki delikatnie je gładząc i uciskając.
Hermiona odrywa ode mnie ręce i zaciska je na prześcieradle. Widząc,
że sprawia jej to przyjemność przenoszę swoje ręce na zapięcie jej
stanika. Chwile później ląduje na drugim końcu sypialni. Hermiona krzyczy kiedy biorę do ust jej sutek, a rękoma dalej
pieszczę jej jędrne pośladki. Podsuwam ją do góry, a sam klękam
między jej nogami. Przejeżdżam ręką po jej udzie na co odpowiada mi
głośnym jękiem. Cały czas pieszczę jej uda i pośladki skutecznie
unikając strategicznego miejsca. Czuję, że Hermionie się to nie
podoba. Specjalnie unosi swoje kształtne biodra i zaczyna zsuwać z
nich czarne figi.
- Nie kochanie... - szepczę i łapię ją za ręce - ja to zrobię...
Powiedziawszy
to powoli ściągam z niej figi. Nachylam się by pocałować jej łono,
ale w ostatniej chwili kieruję swój pocałunek na jej podbrzusze.
Dziewczyna jęczy z niezadowolenia. Dobrze wiem, że nie na to
liczy, chcę po prostu usłyszeć jak mnie prosi...
- Draco... proszę.. - mówi jakby czytała mi w myślach. Teraz jestem bardziej pewny siebie.
- O co mnie prosisz, malutka? -szepczę najbardziej zmysłowo jak potrafię.
Hermiona zamyka oczy i wzdycha z rozkoszy kiedy przejeżdżam ręką wzdłuż jej płaskiego brzucha.
- Proszę cię ... - wzdycha ledwo łapiąc oddech i zaciskając ręce na beżowym prześcieradle- Dotknij mnie... proszę.
Chcę to zrobić czuję jak sam coraz bardziej się podniecam, ale nie byłbym sobą gdybym się z nią nie podroczył.
- Gdzie, słońce? - pytam i odrywam od niej swoją rękę. Nie
zdążam porządnie się odsunąć kiedy Hermiona chwyta moją rękę i
niepewnie zaczyna nią jeździć po swoim ciele. Moje bokserki robią się coraz bardziej ciasne. W końcu nie wytrzymuję i delikatnie muskam jej
wilgotną kobiecość. Hermiona piszczy cichutko. Znowu się nad nią
nachylam, żeby za chwilę zatopić język w jej wnętrzu. Dziewczyna wije
się na łóżku z rozkoszy nie będę zaprzeczał sprawia mi to nie małą
satysfakcje... Podsuwam się do góry, żeby być z nią twarzą w twarz.
Spoglądam w jej czekoladowe oczy z których lecą łzy. Powoli je
scałowuję Wiem, że Hermiona weszła na szczyt rozkoszy, ale
chcę zaprowadzić ją jeszcze wyżej. Otwiera oczy i patrzy na
mnie.
- Chcesz jeszcze , kochanie? - pytam i czule całuję ją w usta. Hermiona niepewnie kiwa głową. Jej ręka
zjeżdża na moje krocze, przeszywa mnie fala rozkoszy. Niechętnie
odsuwam jej rękę od moich bokserek.
- Nie Hermiono... dzisiaj liczysz się tylko ty...- szepczę.
Dziewczyna otwiera usta, ale nie zdąża nic powiedzieć bo moja ręka zjeżdża między jej uda. Jednym płynnym ruchem wsuwam w nią moje dwa
palce.
Hermiona wita tą pieszczotę głośnym krzykiem. W tej chwili żałuję, że nie założyłem na sypialnie silencio, ale co tam niech się
ludzie wiedzą jak ich sąsiadka spędza weekendy. Przez chwile
poruszam sie w niej pieszcząc ja od środka. Wyjmuję palce z jej
jeszcze bardziej wilgotnego łona i wyciskam na jej ustach namiętny
pocałunek. Hermiona nadal nie może opanować oddechu po dopiero co
przeżytym spełnieniu. Sapiąc ciężko próbuje coś powiedzieć, ale nie
wychodzi jej to najlepiej. Opłaciło mi się zgłębianie sztuki zwaną "ars amandi".
- O co chodzi, kochanie?- pytam z triumfem ale i troską wymalowanymi na twarzy.
-Ja...
Dziekuję -szepcze wprost w moje rozpalone usta. Jej ręce ponownie schodzą w okolice moich bokserek. Próbuję ją od tego odwieść, ale,
cóż, jestem tylko mężczyzna. Wsuwa swoją smukłą dłoń pod materiał mojej
bielizny i zaciska ją wokół mojego nabrzmiałego członka. Z mojego gardła wydobywa się jęk rozkoszy. Nawet nie zauważyłem
kiedy to panna Granger znalazła sie na gorze. Bez wahania zsuwa ze
mnie moje zielone bokserki a jej pieszczoty stają sie śmielsze. Bawi
się mną... Ta cholerna Granger się mną bawi... ale jest przy tym taka
seksowna... Powoli gładzi moją klatkę i zatrzymuje się co chwile żeby złożyć na niej gorący pocałunek. Nie mogę powstrzymać westchnień
rozkoszy, które wydobywają sie z mojego gardła... Gdybym nie
miał dobrze wypracowanej samokontroli już dawno bym się na nią rzucił... A tam, CHRZANIĆ
SAMOKONTROLĘ! W jednej chwili obracam ją na plecy i wchodzę w nią
jednym płynnym ruchem. Słyszę jak z jej ust wydobywa się cichy syk. Nachylam się nad jej twarzą i delikatnie scałowuję łzy, które niechciane pojawiły się na jej policzkach. Na koniec muskam jej usta.
-Przepraszam.-szepczę i ponownie ją całuję.-Przepraszam.
-Wszystko w porządku.-mówi z urywanym oddechem pomiędzy pocałunkami.-Jest dobrze.
Teraz aby dostosować się do jej potrzeb poruszam się delikatnie jednocześnie pieszcząc jej szyję i dekolt oraz całując usta. Namiętność między nami rośnie z każdą sekundą i kiedy obydwoje wyraźnie czujemy, że już blisko Hermiona dając mi swojego rodzaju przyzwolenie zaciska swoje dłonie na moich barkach i wypycha swoje biodra do góry. Przyciągam ją jeszcze bliżej siebie i całuję z żarem w rozchylone usta. Kilka sekund później oboje krzyczymy czując rozkosz spełnienia.
Opadamy na łóżko
dysząc ciężko i uśmiechamy się do siebie. Kiedy po kilku minutach udaje
mi się wyrównać oddech przyciągam ją do siebie bliżej i nakrywam nas
kołdrą, która nie wiadomo kiedy spadła na podłogę. Hermiona kładzie mi
głowę na ramieniu i rękę na piersi, a ja obejmuję ją mocno i całuję w
czubek głowy. Niedługo później zasypia, a ja jeszcze przez chwilę patrzę
na jej delikatnie rozchylone usta, wciąż zaczerwienione policzki i
twarz pogrążoną w spokojnym śnie. Właśnie w tym momencie zdaję sobie
sprawę ile ona dla mnie znaczy.
***
Kiedy budzę się rano Hermiona jeszcze śpi. Patrzę na nią przez chwilę, a później wstaję, zakładam bieliznę i idę do kuchni. Zaczynam szukać po szafkach produktów potrzebnych do śniadania. Hermiona wchodzi do kuchni w szlafroku akurat w momencie kiedy pierwszy naleśnik ląduje na talerzu. Uśmiecha się do mnie, a ja podchodzę do niej i całuję czule w usta.
-Dzień dobry.-mówię.
-Dzień dobry.-odpowiada i również mnie całuje.
Kompletnie się w tym zatracamy i w końcu ona się odsuwa. Patrzę na nią zaskoczony.
-Coś się przypala.-oświadcza i podchodzi do kuchenki.
Niespecjalnie zadowolony takim obrotem spraw podchodzę do niej od tyłu i przytulam się do jej pleców równocześnie całując szyję. Hermiona jęczy cichutko i zaraz odwraca się do mnie. Spogląda poważnie i mówi:
-Wiesz, że to nie może tak wyglądać?-patrzę na nią pytająco.-Nie możemy lądować w łóżku za każdym razem kiedy jesteśmy blisko siebie.-parskam śmiechem i ona też się uśmiecha.
***
Leżymy w mojej sypialni. Głowa Hermiony spoczywa na mojej piersi, a ja kreślę palcami wzory na jej nagich plecach. Od tej pamiętnej kolacji minęły trzy miesiące. Miona została częstym gościem u nas w domu i z powodzeniem zaczęła zastępować Scorpiusowi matkę. Często kiedy ja jestem w pracy ona zostaje z nim w domu i się bawią. Poza tym zaprzyjaźniła się z Blaisem, jego żoną Pansy i (o zgrozo) moją matką. Ojciec też nie ma nic przeciwko, ale nie spędza z Hermioną tyle czasu co mama.
-Wiesz co mały ostatnio powiedział Pansy?-pytam bawiąc się jej włosami.
-Co?-podnosi głowę, by spojrzeć mi w oczy i się uśmiecha.
-Sophia-córka Pans.-nie chciała czegoś zrobić i Blaise się wtrącił, że mamy trzeba słuchać, bo jest tylko jedna. Scorpie powiedział: Nieprawda! Ja mam dwie. Astorię i Hermionę.
Patrzę na nią i uśmiecham się. Hermiona ma łzy w oczach.
-On cię kocha, Miona.-przytulam ją.-I... I ja też cie kocham.-nie jestem pewny jak zareaguje na takie oświadczenie, ale nie mogę dłużej dusić tego w sobie.
Przez chwilę patrzy na mnie zdumiona, a później zauważam ulgę w jej oczach.
-Ja też cię kocham. Kocham was obu.
Nachylam się, żeby ją pocałować i w tym momencie rozlega się głośne:
-Taaaatooo!-krzyczy Scorpius, który jak widać właśnie wrócił od dziadków.-Czy to są buty Hermiony? Gdzie jesteście?
Wyrzuciłem z siebie wiązankę przekleństw i zerwałem się z łóżka. Rzuciłem Hermionie jej bieliznę i sam założyłem swoją. Miona założyła swoją bluzkę i dżinsy, a ja szybko narzuciłem spodnie i wyjąłem z szafy pierwszą lepszą koszulkę, żeby nie tracić czasu na szukanie tamtej. W momencie kiedy Hermiona usiłowała jakoś przygładzić rozczochrane włosy do sypialni wbiegł mały. Ledwo na mnie spojrzał i rzucił się Mionie na szyję, Bierze go na ręce i okręca w powietrzu, a on piszczy ze szczęścia. Podchodzę do nich i przytulam obydwoje. W drzwiach staje moja matka.
-Dzień dobry.-mówi Hermiona i się uśmiecha, a moja mama odwzajemnia ten gest.
-Dzień dobry, Hermiono.
-Cześć, mamo.-podchodzę i całuję ją w policzek.-Był grzeczny?
-Oh, tak. Mój mały aniołek.-czochra po włosach małego, który wciąż siedział u Hermiony na rękach.
-Może zrobię kawę?-pytam.-Mamo, zostaniesz?
-Chętnie.-odpowiada.
-Poczekajcie w salonie, a ja się wszystkim zajmę.
Kiedy wchodzę do salonu Hermiona i moja mama śmieją się i rozmawiają, a Scorpie siedzi u Miony na kolanach.
-Co robiliście?-pytam siadając obok Miony na kanapie i stawiając tacę z kawą na stoliku.
-Byliśmy na placu zabaw!-krzyczy mały.-Taaaaakim duzym!-pokazuje rozkładając ręce.
Śmiejemy się, a później mama mówi.
-Poza tym Lucjusz zabrał go do tego mugolskiego aquaparku. Wkurzył się, że kazali założyć mu czepek i chciał wyjść, ale mały go uprosił. Owinął sobie wszystkich wokół palca. Włącznie z naszą kucharką. A i jeszcze twój ojciec chciał nauczyć go grać w pokera, ale udało mi się go powstrzymać.
-Co to jest ten poker?-pyta mały.
-Taka gra, skarbie.-mówi Miona.-Tylko dla dorosłych.
Scorpius robi zamyśloną minę.
-A dziadek mówił, że to coś z rozbieraniem.-wszyscy wybuchamy śmiechem
-Mówił coś jeszcze?-pytam.
-Że teraz babcia marudzi, a kiedyś jej się podobało.
Ja i Hermiona patrzymy na mamę wielkimi oczami, a ona się rumieni i mówi:
-Draco, zamorduję twojego ojca.
***
Kiedy mama wychodzi jest już wieczór więc wysyłam Scorpiusa, żeby się przebrał w pidżamę jeśli chce bajkę na dobranoc. Przylatuje do salonu po pięciu minutach przebrany i z umytymi zębami.
-Miona, poczytasz mi?-pyta z szerokim uśmiechem.
-To idź wybierz książkę, a ja zaraz przyjdę.-mówi.
Wyplątuje się z moich ramion i całuje.
-Zaraz wracam.-szepcze prosto w moje usta.
Przytrzymuję ją jeszcze chwilę pogłębiając pocałunek, aż przerywa nam okrzyk:
-Hermiona, znalazłem!
Wstaje i idzie po schodach do pokoju Scorpiego. Wraca po trzydziestu minutach.
-Nie chciał zasnąć.-mówi i z powrotem siada obok mnie uśmiechając się.
-Zostaniesz?-pytam.
-Chyba mogę.-odpowiada i przytula się do mnie.
-Zostaniesz na zawsze?
Podnosi głowę i patrzy na mnie.
-Co dokładnie...
-Zamieszkaj z nami.-mówię.-Proszę.
-Ale... Nie wydaje ci się, że dla małego byłby to szok? Minęło ledwie kilka miesięcy odkąd jego matka umarła i do domu wprowadza się nowa dziewczyna taty?
-On cię uwielbia, Hermiono! Popatrz.-mówię i biorę jej ręce w dłonie.-Kiedy przychodzi do domu i ty tam jesteś nie zwraca na mnie najmniejszej uwagi i rzuca ci się na szyję. To co mówił Pansy...-przeczesuję włosy palcami.-To wszystko... On już traktuje cię jak członka rodziny. Kocha cię!
-Draco...
-Zgódź się. Proszę.
-Dobrze.-uśmiecha się.-Zamieszkam z wami.
Wstaję, biorę ją na ręce i okręcam dookoła. Ona piszczy tak jak wcześniej Scorpius, a ja śmieję się głośno. Zatyka mi buzię dłonią.
-Cicho bądź, idioto.-mówi.-dopiero co uśpiłam twojego syna.
Bez zbędnych ceregieli przerzucam ją sobie przez ramię i ruszam w kierunku sypialni. Rzucone na nią silencio zapewni nam choć odrobinę prywatności przy tym małym potworze.

Prze-boska miniaturka! O matko, Scorpius jest świetny, ale się uśmiałam z niego! Kochana koniecznie, ale to absolutnie koniecznie musisz pisać więcej miniaturek! Twojego autorstwa są wspaniałe. Zakończenie takie jak lubię, a do tego ta scena +18! Musisz koniecznie przekazać przyjaciółce, że zdała egzamin w "tych sprawach" jeśli chodzi o opisy, także ją też prosimy o więcej. Całość oceniam na szóstkę z plusem, bo wyżej niestety już nie ma.
OdpowiedzUsuńŻyczę weny (Tobie) i więcej miniaturek (sobie), całuję
Hal ♥
Dziękuję, kochana :) Przyjaciółka jest bardzo dumna z tej scenki i po jej napisaniu stwierdziła, że założymy we trzy (z jeszcze jedną przyjaciółką) bloga, gdzie będzie więcej 18+ :) To jest dopiero pierwsza część tej miniaturki-planuję dwie lub trzy, zależy jak mi się będzie pisało :).
UsuńTobie również weny :*
Cassandra <3
To jest genialne!
OdpowiedzUsuńA scena twojej przyjaciolki wow:D
Weny.
Pozdrawiam,Lili.
Mimo, że mówiłam ci to już na żywo to w internecie też ci nie odpuszczę ;* ...
OdpowiedzUsuńMiniaturka Boskaaaaa!!! Mam nadzieje, że przy następnych częściach też się przydam ;*
Hahahahahahahhahahahahahahahahahahahahahahahahhahaha...hahahahahahahhahahahahahahahahahahahahahahahahshsha...hahahahahahahahahahahahahahahahhaha
OdpowiedzUsuńGenialna jest! "twoja przyjaciółka" Xd jest po prostu boska... Pomysł jest cudowny! A zresztą powiem ci to w szkole
Też czytałam "Ostatni Bastion" i "Zmowe dziewic" więc wielki szacun dla Twojej przyjaciółki,bo ostatnio albo przewijam sceny +18 albo przy nich przysypiam a tutaj taka niespodzianka :3 Jestem mile zaskoczona :)
OdpowiedzUsuńMiniaturka sama w sobie świetna pomimo znajomej tematyki :]
Pozdrawiam ;*
Pierwsza część miniaturki super. :-) Scorpius mnie rozwalił tym tekstem o kawie. Lecę czytać dalej.
OdpowiedzUsuńMiniaturka bardzo Ci się udała!
OdpowiedzUsuńMimo kilku błędów, na które nie zwraca się dużej uwagi, jest świetnie.
Miałaś pomysł - i to dobry, napisałaś o nim i przedstawiłaś go w formie ciekawej miniaturki.
Mały potwór jest moim ulubionym bohaterem!
Cieszę się, że nie zanudzasz opisami, ale czasami gdzieniegdzie mi ich brakowało. Jednak nie wpłynęło to drastycznie na moją ocenę tej historii.
Ocenka: 8/10
Cudowna miniaturka - z chęcią poczytam więcej Twych prac.
Życzę weny,
pozdrawiam
Darknessi
A scena cała na czerwono?
UsuńTwoja przyjaciółka miała wspaniały pomysł i nie zanudziła mnie scenką. Niektóre z nich omijam szerokim łukiem - bo ani tu składu ani ładu.
Wielkie brawa dla osoby, która w sposób wciągający opisała tą sytuacje.
Darknessi