Jej głowa spoczywała na mojej piersi, a ja głaskałem ją po plecach. Ciemno brązowe włosy opadały jej na ramiona i z czasem przysłoniły również twarz, kiedy zasnęła oddychając spokojnie. Westchnąłem i pocałowałem ją w czubek głowy. Kto by pomyślał, że w ciągu miesiąca pokocham tą dziewczynę? A wszystko zaczęło się tak niepozornie. Tak jak zwykle przyszedłem do pracy spóźniony. Dosłownie wpadłem do swojego gabinetu mieszczącego się w departamencie Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów, który dotychczas dzieliłem z Teodorem Nottem.
-Kurwa mać!-zakląłem kiedy potknąłem się o listwę u dołu drzwi i wylałem na siebie kawę, którą miałem w ręce.
Rozejrzałem się w poszukiwaniu chusteczek i wtedy ją zobaczyłem. Siedziała przy biurku Notta i spoglądała na mnie zaskoczona znad jakiś papierów. Stałem jak wryty przez dobre pół minuty całkowicie zapominając o kawie na marynarce. Nie mogła mieć więcej niż dwadzieścia lat. Miała długie ciemne włosy spływające jej po plecach i ramionach za łopatki. Była lekko umalowana i ubrana w białą koszulę, spódnicę przed kolano i ciemne rajstopy a na nogach miała buty na wysokim obcasie. W dodatku zdecydowanie miała czym oddychać. Posłałem jej swój najlepszy uśmiech zarezerwowany tylko dla najładniejszych dziewczyn i Severuska.
-Cześć.-powiedziałem.
-Cześć.-odparła i wstała.
Widziałem, że ona również dokonuje szczegółowej obserwacji mojej osoby.
-Nazywam się Blaise Zabini.-przedstawiłem się podchodząc do niej i wyciągając dłoń, w której nie miałem kubka z kawą.
-Angelika Bonik. Ale możesz mi mówić Angie.-uśmiechnęła się uroczo.
-Dobrze, więc, Angie. Co robisz w tym pokoju? Nie żebym miał coś przeciwko...-przysiadłem na jej biurku, a ona wróciła na swoje miejsce.
-Pracuję. Dzisiaj zaczęłam.-odparła i zarumieniła się delikatnie.
-A co się stało z Nottem?-Tak naprawdę mało mnie to obchodziło, bo była znacznie bardziej atrakcyjna od Teodora, ale zawsze warto na początku utrzymać pozory, że nie jest się kompletnym zboczeńcem.
-Wyjechał. Przenieśli go do Australii.
-Czyli jesteś na mnie skazana, co?-uniosłem brew posyłając jej po raz kolejny uśmiech numer sto dwadzieścia osiem.
-Nie nazwałabym tego w ten sposób.-powiedziała szybko i jeszcze bardziej się zarumieniła.
-W takim razie zaczniesz po naszym dzisiejszym lunchu.-mrugnąłem do niej i usiadłem przy swoim biurku.
Szybko usunąłem plamę po kawie z marynarki i schowałem twarz za Prorokiem Codziennym, który już na mnie czekał. Wciąż czułem na sobie jej wzrok, a kiedy spojrzałem na nią znad gazety szybko odwróciła głowę udając, że praca pochłonęła ją całkowicie.
***
Kiedy nadeszła pora lunchu zabrałem ją do przyjemnej mugolskiej restauracji w pobliżu.
-Więc, skąd jesteś? Nie przypominam sobie, żebym widział cię kiedykolwiek w Hogwarcie.
-Chodziłam do Beauxbatons, we Francji.-powiedziała i uśmiechnęła się delikatnie. Nagle strasznie zapragnąłem ją pocałować. Powstrzymałem się jednak przypominając sobie o tych samych pozorach, które powstrzymywały mnie w gabinecie.
-Opowiedz mi coś o sobie.-poprosiłem.
-Jestem pół angielką pół francuzką. Moja babcia była willą, ale nie odziedziczyłam po niej urody.
-Jesteś śliczna!-zaprotestowałem od razu.
Zarumieniła się po raz kolejny tego dnia i speszona spuściła wzrok.
-Mów dalej.-zachęciłem ją z uśmiechem.
-Przez całe życie mieszkałam we Francji. Przeprowadziłam się do Anglii z mamą, po rozwodzie rodziców. Najpierw mieszkałyśmy przez miesiąc z babcią, a dwa tygodnie temu znalazłam mieszkanie, które obecnie wynajmuję. Mam kota. Przyjęli mnie do Ministerstwa, ponieważ umiałam płynnie mówić po francusku, włosku, hiszpańsku i niemiecku. No i angielsku, ale to raczej była podstawa. Poza tym mam młodszego brata, który jest strasznie irytujący i właśnie zaczął naukę w Beauxbatons.
Patrzyłem na nią z podziwem. Cholera. Znać tyle języków?! Przecież na gówno się zdadzą! Ja znam angielski i troszkę francuski, a przyjęli mnie z miejsca. Ją powinni przyjąć kiedy tylko weszła! Szczególnie, że pracowników wybiera facet...
-A ty?-wyrwała mnie z rozmyślań.-Opowiedz o sobie.
-Jestem anglikiem. Moja matka była kiedyś modelką. Wychowałem się bez ojca, za to przez nasz dom przewijał się jeden chłopak mamy za drugim. Nie mam rodzeństwa, za to jego rolę pełni mój jakże irytujący i tleniony, blondwłosy, arystokrata i Minister Magii, Draco Malfoy. Mogłaś o nim słyszeć.-uśmiechnąłem się i mrugnąłem do niej.-Obecnie razem z żoną, Mają są na swoim miesiącu miodowym. Hmmm... co jeszcze...? Pracuję w Ministerstwie od ukończenia szkoły, czyli trzy lata. No i jestem bardzo przystojnym młodym samotnym facetem, który czeka na fantastyczną ciemnowłosą dziewczynę.
Zarumieniła się i spojrzała na zegarek.
-Powinniśmy już wracać.-powiedziała zmieniając temat i wstając.
Skrzywiłem się na myśl o powrocie za biurko, ale również podniosłem się z krzesła i pomogłem założyć jej płaszcz.
***
Nasze wspólne lunche powtarzały się teraz codziennie, a z czasem po
dwóch tygodniach zaprosiłem ją po pracy na drinka. Świetnie nam się
gadało. Przestała się przy mnie wstydzić i peszyć i tym samym pokazała,
że pod tą powłoką cichej, anielskiej dziewczyny kryje się prawdziwy
diabeł. Oczywiście w dobrym znaczeniu tego słowa. W pewnym momencie z
głośników poleciały pierwsze dźwięki "I wanna dance with somebody"
Whitney Houston.
- Zatańczysz?-zapytałem.
Skinęła głową i uśmiechnęła się promiennie. Tańczyliśmy powoli w milczeniu uśmiechając się się tylko i patrząc sobie w oczy.
- Uwielbiam tą piosenkę.-powiedziała cicho.
- Ja też.-szepnąłem obkręcając ją w tańcu.-I uwielbiam ciebie.
Spojrzała na mnie zaskoczona jakby wcześniej w ogóle nie dopuszczała do siebie takiej myśli.
- Podobasz mi się.-powiedziałem.-I nie chodzi mi tylko o wygląd. Lubię cię. Bardzo cię lubię. Jesteś taka zabawna, inteligentna, niesamowicie urocza... Naprawdę, nigdy wcześniej nie czułem czegoś takiego. Od momentu kiedy pierwszy raz zobaczyłem cię wtedy, w gabinecie, nie mogę przestać o tobie myśleć. Nie potrafię skupić się na pracy, na niczym.
- Blaise, ja...
- Może się pośpieszyłem, może to dla ciebie za szybko, ale nie mogłem już dłużej dusić tego w sobie.
- Blaise, naprawdę...
- Jeśli nie czujesz tego samego, w pełni to zrozumiem. Po prostu chciałem, żebyś wiedziała, że...
Nie pozwoliła mi dokończyć. Wspięła się na palce i spojrzała mi w oczy. Później przysunęła się bliżej i delikatnie, trochę niepewnie, przytknęła swoje usta do moich. Westchnąłem i pogłębiłem pocałunek. Ona zarzuciła mi ręce na szyję, a ja wsunąłem jedną w jej włosy, a drugą objąłem w talii przyciągając ją bliżej. Zatraciliśmy się w przyjemności i nawet nie zauważyliśmy, że piosenka się skończyła.
***
Mijały kolejne tygodnie, a nasza znajomość rozwinęła się w porządny związek. Pewnego wieczoru po kolacji zaproponowałem, że może poszlibyśmy do mnie. Zgodziła się z uśmiechem i poszliśmy. Kiedy staliśmy pod drzwiami i szukałem kluczy wypadł mi. Oboje schyliliśmy się, żeby je podnieść i zetknęliśmy się nosami. Uśmiechnęliśmy się równocześnie, a ja zgarnąłem szybko klucz z podłogi i pocałowałem ją w usta. Zamruczała cicho z zadowoleniem i pociągnęła lekko mój krawat, żebym schylił się i pogłębił pocałunek. Wstaliśmy nie przerywając i Angie oparła się plecami o drzwi. Jedną ręką obejmowałem ją w talii, a drugą gmerałem przy zamku. W końcu udało mi się otworzyć drzwi i weszliśmy, a właściwie wpadliśmy, do środka wciąż się całując i zdejmując z siebie po drodze kolejne części garderoby. I... Wszystko potoczyło się tak, że teraz leżymy przytuleni do siebie, a ja właśnie zdałem sobie sprawę, że kocham tą dziewczynę.
- Zatańczysz?-zapytałem.
Skinęła głową i uśmiechnęła się promiennie. Tańczyliśmy powoli w milczeniu uśmiechając się się tylko i patrząc sobie w oczy.
- Uwielbiam tą piosenkę.-powiedziała cicho.
- Ja też.-szepnąłem obkręcając ją w tańcu.-I uwielbiam ciebie.
Spojrzała na mnie zaskoczona jakby wcześniej w ogóle nie dopuszczała do siebie takiej myśli.
- Podobasz mi się.-powiedziałem.-I nie chodzi mi tylko o wygląd. Lubię cię. Bardzo cię lubię. Jesteś taka zabawna, inteligentna, niesamowicie urocza... Naprawdę, nigdy wcześniej nie czułem czegoś takiego. Od momentu kiedy pierwszy raz zobaczyłem cię wtedy, w gabinecie, nie mogę przestać o tobie myśleć. Nie potrafię skupić się na pracy, na niczym.
- Blaise, ja...
- Może się pośpieszyłem, może to dla ciebie za szybko, ale nie mogłem już dłużej dusić tego w sobie.
- Blaise, naprawdę...
- Jeśli nie czujesz tego samego, w pełni to zrozumiem. Po prostu chciałem, żebyś wiedziała, że...
Nie pozwoliła mi dokończyć. Wspięła się na palce i spojrzała mi w oczy. Później przysunęła się bliżej i delikatnie, trochę niepewnie, przytknęła swoje usta do moich. Westchnąłem i pogłębiłem pocałunek. Ona zarzuciła mi ręce na szyję, a ja wsunąłem jedną w jej włosy, a drugą objąłem w talii przyciągając ją bliżej. Zatraciliśmy się w przyjemności i nawet nie zauważyliśmy, że piosenka się skończyła.
***
Mijały kolejne tygodnie, a nasza znajomość rozwinęła się w porządny związek. Pewnego wieczoru po kolacji zaproponowałem, że może poszlibyśmy do mnie. Zgodziła się z uśmiechem i poszliśmy. Kiedy staliśmy pod drzwiami i szukałem kluczy wypadł mi. Oboje schyliliśmy się, żeby je podnieść i zetknęliśmy się nosami. Uśmiechnęliśmy się równocześnie, a ja zgarnąłem szybko klucz z podłogi i pocałowałem ją w usta. Zamruczała cicho z zadowoleniem i pociągnęła lekko mój krawat, żebym schylił się i pogłębił pocałunek. Wstaliśmy nie przerywając i Angie oparła się plecami o drzwi. Jedną ręką obejmowałem ją w talii, a drugą gmerałem przy zamku. W końcu udało mi się otworzyć drzwi i weszliśmy, a właściwie wpadliśmy, do środka wciąż się całując i zdejmując z siebie po drodze kolejne części garderoby. I... Wszystko potoczyło się tak, że teraz leżymy przytuleni do siebie, a ja właśnie zdałem sobie sprawę, że kocham tą dziewczynę.
C.D.N.
Ciekawe...
OdpowiedzUsuńC.D.N.?
Z chęcią poczytam następną część, jeżeli takowa się znajdzie. :)
Super pomysł. Myślę, że Twoja Angie była zadowolona z powodu takiego prezentu.
Mi osobiście podobała się miniaturka.
Weny.
Pozdrawiam,
Darknessi